Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alicja Cembrowska

#Twarze Ukrainy: Inna po przyjeździe do Polski zapłakała trzy razy

W kobietach z Ukrainy najbardziej zadziwia mnie mieszanka kobiecości z zadziwiającą siłą, odwagą i wiarą w ludzi. Najlepszym przykładem połączenia tych cech jest Inna Yarova.

O tej drobnej blondynce pierwszy raz usłyszałam pod koniec kwietnia z ust jej męża Olega. Pisałam tekst o kawiarniach i restauracjach prowadzonych w Warszawie przez przybyszów z Europy Wschodniej i tak trafiłam na Dobro&Dobro. Espresso Bar. W relacji o pomyśle, planach i samym powstawaniu najmniejszej kawiarni w Polsce powracała postać Inny.

Zaintrygowała mnie. W lipcowe popołudnie postanowiłam odwiedzić to miejsce i miałam szczęście – trafiłam na właścicielkę. Za barową ladą dostrzegłam uśmiechniętą blondynkę, która entuzjastycznie zareagowała na propozycję, żeby tym razem to ona stała się bohaterką mojego artykułu.

Wyjście ze strefy komfortu

Wiele się zmieniło od momentu, gdy pierwszy raz usłyszałam o żonie Olega. Nie minął nawet rok odkąd para przeprowadziła się do Warszawy. W ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy w pełni zaaklimatyzowali się w Polsce i coraz sprawniej posługują się naszym językiem. W Kijowie Inna była dyrektorem rozwoju w agencji reklamowej. Mieszkała z mężem w stolicy Ukrainy. Nie ukrywa, że nie mogła narzekać na ówczesne życie. Była szczęśliwa, jednak coraz częściej odczuwała, że należy podjąć kolejny krok – rozwijać się, robić więcej, wyjść ze strefy komfortu. Los się do niej uśmiechnął.

Na jednym z organizowanych eventów branżowych otrzymała propozycję przeniesienia się do firmy w Warszawie. Inna zdradza, że ma korzenie polskie, przez co otrzymała Kartę Polaka i mogła (poza pracą w agencji) otworzyć kawiarnię, którą zajął się mąż. Wcześniej wspólnie podróżowali po naszym kraju – odwiedzili Kraków, Poznań, Wrocław czy Gdańsk. Dlatego tym bardziej ucieszyła ją perspektywa przeprowadzki. Nie ukrywa, że Polska zrobiła na niej bardzo pozytywne wrażenie – jawiła się jako państwo nowoczesne, umożliwiające ciekawe i barwne życie, a spotkani Polacy zawsze byli przyjaźni i serdeczni.

Deska marzeń

Inna zrobiła na mnie wrażenie swoją otwartością, wręcz naiwną wiarą w dobroć ludzką. Bez dwóch zdań jest optymistką i bardzo ambitną osobą. Pomimo tego, że dobrze radzi sobie z językiem polskim, chodzi na dodatkowe kursy i szkolenia, by mówić jak najbardziej poprawnie. Z zapałem opowiada mi o radykalnych zmianach w swoim życiu: chce zmienić pracę – robi to, marzy o życiu w innym państwie – szuka sposobu, by tak się stało. Nie odnoszę jednak wrażenia, że rozmawiam z osobą butną czy rozkapryszoną.– Mogę nawet więcej niż myślałam. Najważniejsza w życiu jest pasja i chęć podjęcia próby, zrobienia kroku do przodu – mówi.

Bohaterka tekstu - Inna Yarova, zdjęcie: Alicja Cembrowska

Bohaterka tekstu – Inna Yarova, zdjęcie: Alicja Cembrowska

Inna opowiada mi o swojej desce marzeń – miejscu, gdzie zapisuje wszystko, co chciałaby zrobić: – Spełniłam wszystkie marzenia. Ostatnio musiałam wymyślać kolejne i na nowo zapełniać moją deskę!

Czy chcesz mi powiedzieć, że jak będę o czymś myślała pozytywnie, to to się wydarzy? – Pytam z niedowierzaniem – Przyciągnę do siebie szczęście? Może spróbuję… Przyznam, że ostatnie zdanie miało pobłażliwy wydźwięk. Widziałam jednak, że urocza blondynka w to wierzy i ta wiara sprawia jej radość.

Jednym z powodów, który motywował mnie do zadzwonienia do Inny jest jej zawód. Zdobyła licencjat z reklamy i PR-u oraz dyplom magistra z marketingu. Nie zdążyłam jednak dokończyć pierwszego pytania o szczegóły jej zawodu, gdy Inna przerwała mi rozentuzjazmowana: – Miesiąc temu rzuciłam pracę. Było fajnie, ale nie czułam się komfortowo. Zajmowałam się marketingiem, współpracowałam z zagranicznymi specjalistami, ale… wybrałam kawę! Zresztą już wiesz, że wszystkie przepisy w Dobro&Dobro to moja sprawka. Wiem, dumny mąż już wcześniej chwalił kreatywność Inny. Teraz wspólnie prowadzą kawiarnię, ale kobieta dodaje, że stara się rozwijać swój oddzielny projekt zgodny z wykształceniem. Jej celem jest wspieranie ukraińskich agencji reklamowych i pomoc w ich wejściu na europejski rynek.

Płakałam trzy razy

Inna nie ukrywa, że kocha swoją ojczyznę. Jednak bardzo podoba jej się Polska i tutaj chciałaby budować swoją przyszłość. Przyznaje, że w naszym kraju nigdy nie spotkała się z obrazą czy niemiłym przyjęciem ze względu na swoje pochodzenie. Pytam o okrągłą rocznicę niepodległościową. Ukraina od 25 lat jest państwem suwerennym. Czy Ukraińcy potrafią to docenić? To wspomnienie wywołuje w kobiecie wzruszenie. Przyznaje, że pierwszy raz obchody Dnia Niepodległości spędza za granicą.

Płakała, że nie może być na uroczystościach w Kijowie, z którego się wyprowadziła. – Poza tym, po wyprowadzce płakałam jeszcze dwa razy. Pierwszy raz, podczas startu samolotu do Warszawy. Nagle dotarło do mnie, że to już. Opuszczam swoją ojczyznę. Do Polski przenieśliśmy się 3 listopada 2015 r., następnego dnia rozpoczęłam pracę w agencji reklamowej. Drugi raz wzruszyłam się, gdy zobaczyłam choinkę na Placu Zamkowym w Warszawie. W Warszawie, a nie Kijowie.

Rozmowę przerywa nam pan w średnim wieku, który prosi o pieniądze. Inna wchodzi do kawiarni i daje mu parę złotych. Nawiązując do tego smutnego akcentu, pytam dlaczego tak wielu Ukraińców wybiera Polskę. Kolejny raz słyszę, że jej rodacy, uważają, zresztą podobnie jak ona, że Polska jest krajem nowoczesnym i gwarantującym wygodne życie, łączy nas również kultura i podobne języki.

– Mam wrażenie, że Ukraińcy w Polsce dzielą się na dwie grupy – „tylko pracujących” i „pracująco-mieszkających„. Ci pierwsi są jak goście – zarabiają tutaj, ale nie wydają gotówki, tylko wracają na Ukrainę. Nie korzystają z tego, co daje Polska. Do drugiej grupy należę ja – zarabiam, ale również płacę podatki, planuję życie w Warszawie, lokuję pieniądze tutaj i dodatkowo poznaję wasz kraj. Jestem tutaj szczęśliwa. Inna usilnie formułuje swoją filozofię życia. Kilkakrotnie podkreśla, że z naszymi uczynkami, tymi dobrymi, jak i złymi jest jak z bumerangiem, który zawsze wraca do właściciela. Moc tych słów potęguje nazwa jej własnej kawiarni przed którą popijam herbatę. Od razu czuć, że Dobro&Dobro to nie tylko przypadkowy frazes.

Facebook Comments

***

Ukrainki do sprzątania, Ukraińcy na budowę – zainspirowana krzywdzącym stereotypem o naszych wschodnich sąsiadach, postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie mop i rusztowanie to ich codzienność. Cykl „Twarze Ukrainy” to historie osób, które przyjechały do Polski, tutaj pracują, kształcą się, zakładają firmy, rodziny i … otwarcie mówią, że kochają nasz kraj.

Zdjęcia: Alicja Cembrowska
Alicja Cembrowska
Redaktorka

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studentka kulturoznawstwa na UKSW, zainteresowana głównie reportażem, fotografią i kulturą Rosji i Ukrainy.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY