Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Jasina

Polsko-rosyjska wojna o pamięć

Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że Polska i Rosja są krajami, w których relatywnie sporą część debaty publicznej zajmują kwestie związane z przeszłością. Odpowiedź jest z pozoru prosta – są to państwa, których okrutna historia ciągle pozostaje traumą dla sporej części społeczeństw. Ostatnie 25 lat nie przyniosło zbliżenia pamięci, a stan relacji i debaty w roku 2016 pozostaje w wielu aspektach gorszy niż w roku 1991.

Obydwa kraje znajdują się w tej chwili w poważnym konflikcie pamięci, który nie dotyczy wyłącznie państw, ale także sporej części społeczeństw. Mimo prób pojednania na szczeblu państwowym, realizowanych głownie w pierwszym okresie prezydentury Borysa Jelcyna oraz ciągle trwającego dialogu – choćby tego łączącego historyków – należy stwierdzić, że ostatnie dwadzieścia pięć lat nie przyniosło zbliżenia pamięci, a stan relacji i debaty w roku 2016 pozostaje w wielu aspektach gorszy niż w roku 1991.

Stan relacji polsko-rosyjskich w roku 2016 pozostaje w wielu aspektach gorszy niż w roku 1991

Kurs kolizyjny

 
Przykładem braku możliwości historycznego porozumienia jest podejście do daty 17 września. Dla Polaków to początek inwazji i okupacji, w wyniku której zginęło ponad milion obywateli RP. W Rosji jest to data przemilczana na szczeblu publicznym – jeśli już pojawia się w dyskursie na wyższym szczeblu, to jest traktowana jedynie jako moment koniecznego działania Józefa Stalina, związanego z chęcią powstrzymania Hitlera atakującego Polskę.

Według oficjalnej rosyjskiej retoryki, wkroczenie do Polski było koniecznością i ratowało ziemie etnicznie nie-polskie przed niemiecka okupacją

Według oficjalnej retoryki używanej przez rosyjska politykę historyczną, wkroczenie do Polski było koniecznością i ratowało ziemie etnicznie nie-polskie przed niemiecka okupacją. Taki sposób myślenia jest kontynuacją narracji stalinowskiej z roku 1939 i nie ma w nim miejsca ani na wspominanie sojuszu z Hitlerem, ani polskiej martyrologii na byłych kresach.

W Polsce po 1989 roku, rozliczenie się ze zbrodniami ludobójstwa dokonanymi na Polakach i innych obywatelach RP przez stalinowski reżim stało się jednym z najważniejszych elementów radzenia sobie z historią. Nie był to wynik szeroko komentowanej w niektórych mediach rosyjskich polskiej rusofobii. Nie mogło być po prostu inaczej.

W czasach PRL mówienie o zbrodniach hitlerowskich, choć ograniczone przez politykę, było dopuszczalne. Polacy, których cierpienie rozpoczęło się po 17 września 1939 roku, nie mieli jednak takiej możliwości przez cztery dekady. W zamian otrzymywali państwową propagandę o polsko-radzieckiej przyjaźni.

Nie powinno zatem dziwić, że na początku lat dziewięćdziesiątych nastąpił wysyp pomników, tablic, uroczystości, książek i programów telewizyjnych. Jednocześnie przetoczyła się przez Polskę pierwsza fala dekomunizacji przestrzeni publicznej. W porównaniu z nią obecne projekty są w gruncie rzeczy delikatne i mają niewielki zakres.

Pięciolecie miodowe

 
Przez chwile wydawało się, że uda się zbudować wspólne spojrzenie na historię Polaków i Rosjan. Jelcynowska Rosja próbowała się zmierzyć ze stalinowską przeszłością zarówno na gruncie wewnętrznej dyskusji, jak też starając się zrozumieć traumy sąsiadów, również Polaków.

Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych to tysiące publikacji, filmów i programów telewizyjnych opowiadających o zbrodniach komunizmu. Dyskusja w Rosji trwała wtedy w najlepsze i owocowała pomnikami postawionymi w Workucie, Kołymie czy moskiewskim Cmentarzu Dońskim. Organizacji takich jak „Memoriał” nikt wtedy nie prześladował, a głowa państwa, czyli prezydent Borys Jelcyn, potępiał to co się działo przed 1989 rokiem bez ogródek. Warto przypomnieć, że doświadczenie pierwszego prezydenta Rosji – syna rozkułaczonych chłopów z Uralu – było drastycznie odmiennie niż jego ukształtowanego przez KGB następcy.

Niesymetryczne pojednanie

 
Okres polsko-rosyjskiego pojednania realizowanego przez rządy przypada na początki prezydentury Jelcyna. Rozbiórka radzieckich pomników stojących w prawie każdym polskim mieście nie spotykała się z agresją rosyjskich mediów – ministrowie Kozyriew i Olechowski podpisali nawet umowę o ochronie grobów i miejsc pamięci.

Umowa ta utrwaliła jednak brak równowagi we wzajemnym upamiętnianiu. W Polsce znajduje się kilka tysięcy cmentarzy i kwater żołnierzy radzieckich utrzymywanych przez polskie państwo i samorządy. W Rosji polskich cmentarzy jest zaledwie kilka (między innymi: Katyń, Griazowiec i Miednoje) oraz kilkadziesiąt upamiętnień w dawnych łagrach i miejscach straceń – zbudowanych przy niewielkim współdziałaniu strony rosyjskiej.

Pomnik ofiar represji politycznych w Katyniu; Autor: Dennis Jarvis; Źródło: flickr.com; Licencja: CC BY-SA 2.0

Pomnik ofiar represji politycznych w Katyniu; Autor: Dennis Jarvis; Źródło: flickr.com; Licencja: CC BY-SA 2.0

Ten problem jest widoczny dopiero teraz, kiedy Rosja regularnie używa przeciwko nam instrumentu związanego z obecnością cmentarzy radzieckich w Polsce. Polacy takiego narzędzia nie posiadają, ciągle walcząc o godny pochówek dla większości polskich ofiar stalinizmu.

Rosja regularnie używa przeciwko nam instrumentu związanego z obecnością cmentarzy radzieckich w Polsce

Po tamtym okresie pozostała jednak pamięć o przeprosinach Borysa Jelcyna pod Pomnikiem Katyńskim na warszawskich Powązkach oraz świadomość istnienia ludzi i organizacji, którzy nie bali się walki o prawdę w przypominaniu polsko-rosyjskiej przeszłości. Może kiedyś będziemy pisać historie naszych relacji pamiętając o „Memoriale” a nie o Putinie?

Powrót do (nie)normalności

 
Sytuacja zaczęła się jednak odwracać w roku 1995, gdy podczas kolejnych obchodów rocznicy zakończenia II Wojny Światowej zaczęto rehabilitować stalinowskie symbole. Za Putina powrót do przeszłości tylko nabrał tempa. Paradoksalnie w debacie wewnętrznej można było więcej niż w zewnętrznej. Tu Rosja dość szybko usztywniła stanowisko wobec zjawiska określanego przez pro-putinowskich historyków jako „rewizjonizm historyczny”. Tym eufemizmem definiowane jest choćby podejście do historii dominujące w Polsce.

Prezydentura Putina i realizowana za jego rządów polityka historyczna stopniowo niwelowała szanse na polsko-rosyjskie zbliżenie w dziedzinie historii. Przyjęty w ostatniej dekadzie mit Rosji, która odgrywała wyłącznie pozytywną rolę w dziejach świata nie pozostawiał miejsca na wizje inne niż rosyjska.

Dotyczyło to w szczególności II Wojny Światowej a dokładniej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, bo na tym micie oparła się rosyjska polityka. Mit ten był i jest zero-jedynkowy. Skoro wojna rozpoczyna się 22 czerwca 1941 roku – agresją Niemiec na Związek Radziecki – nie ma w nim miejsca ani na wojny toczące się wcześniej, ani na to, że Związek Radziecki mógł być agresorem. Tak jak nie może być nim i jego następczyni gdziekolwiek na świecie – w Syrii czy na Ukrainie.

Władimir Putin nie ukrywał tej wizji również i w Polsce. Podczas swojej wizyty na obchodach sześćdziesięciolecia wyzwolenia obozu w Auschwitz (styczeń 2005) w jego przemówieniu pojawiała się tylko Armia Czerwona jako wyzwolicielka. Jeszcze mocniej wypadła konfrontacja jego wizji podczas obchodów siedemdziesięciolecia rozpoczęcia II Wojny Światowej na Westerplatte (1 września 2009). Lech Kaczyński i Donald Tusk przypomnieli o rosyjskiej agresji. W przemówieniu Władimira Putina pojawiło się jedynie wyzwolenie Polski spod niemieckiej okupacji.

Gesty Władimira Putina (złożenie kwiatów pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego w roku 2002 oraz wizyta w Katyniu w kwietniu 2010 roku) wobec polskiej pamięci nigdy nie wiązały się z formalnymi przeprosinami za rosyjską agresję z września 1939 roku.

Polityka nieporozumienia

 
Rosja ignoruje również podnoszone przez Polskę kwestie prawno-międzynarodowe dotyczące wrześniowej rocznicy. Polskie państwo nie przestało istnieć przed 17 września, jak twierdził komisarz ludowy spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow. Istniało nadal, co uznawał również Związek Radziecki podpisując z nim traktaty w 1941 roku oraz układ graniczny z roku 1945. Był to pierwszy dokument na podstawie którego Polska zrzekała się terenów na wschód od obecnej, wschodniej granicy RP.

Przypadki zwrotów dokumentów, dzieł sztuki czy mienia zagarniętego na obszarze RP przez Armię Czerwoną w ciągu ostatnich dwóch dekada są przy tym zjawiskiem wyjątkowym. Dzieje się tak zresztą na podstawie ustawy legalizującej zabór mienia zdobytego w Niemczech. Dobra kultury pochodzące z Polski traktowane są w identyczny sposób jak te zdobyte w Niemczech. Kolejnym paradoksem jest to, że lepsze rezultaty osiągali Polacy w rozmowach z Chruszczowem po 1956 roku, niż obecnie. Muzea w Moskwie i Petersburgu pełne są bezcennych skarbów polskiej kultury, które już (prawdopodobnie) nigdy do naszego kraju nie wrócą. Mimo, że Rosja godziła się na to w licznych międzypaństwowych porozumieniach.

Propagandowy kontratak

 
Rosyjska propaganda stosuje też zasadę „odwracania kota ogonem”. Skoro Polacy oskarżają nas o współpracę z Hitlerem, to warto oskarżyć o to ich samych. Stąd regularne przypominanie porozumienia II RP z Niemcami bez dopowiedzenia, że z ZSRR Piłsudski zawarł podobny układ. Wynikiem tego jest również regularne przemilczanie udziału Wojska Polskiego chociażby w szturmie Berlina, z jednym znamiennym wyjątkiem – majowej parady na Placu Czerwonym z maja 2010 roku. Niemniej wtedy było to związane z „post-smoleńskim” resetem.

Obecnie wydaje się, że Rosja będzie nadal trwać przy ustalonych już mitach historycznych – czego dowodem jest niezwykle ostra reakcja na demontaż kilku radzieckich pomników w Polsce w mijającym roku i usunięcie niektórych pomników polskich w Rosji.

Obecnie wydaje się, że Rosja będzie nadal trwać przy ustalonych już mitach historycznych

Obiektem ataku stały się zresztą obiekty i upamiętnienia, które nie pozostają w sprzeczności nawet z oficjalną narracją putinowskiej Rosji. Czym bowiem może się narazić włodarzom Wołogdy Joseph Conrad, poza swoim polskim pochodzeniem? A kościuszkowcy z Riazania (wśród nich młody Wojciech Jaruzelski), których w tym mieście upamiętniono? Demontażu ich pomnika domagają się środowiska związane z tamtejszym oddziałem partii Jedyna Rosja. Polska stała się historycznym wrogiem numer jeden w Rosji, dzieląc miejsce na podium z „ukraińskimi banderowcami”.

Historia będzie nadal dzielić obydwa państwa. Tylko zmiana systemu w Rosji i zastąpienia Putina, kimś odwołującym się do innych przekonań może wspomnianą sytuacje zmienić. Jest to jednak wydarzenie mogące nastąpić w przyszłości i w dodatku niepewne.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Pomnik ofiar represji politycznych w Katyniu; Autor: Dennis Jarvis; Źródło: flickr.com; Licencja: CC BY-SA 2.0

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - historyk i publicysta.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY