Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

W Polsce panuje atmosfera przedpogromowa? Wywiad z prezesem Związku Ukraińców w Polsce Piotrem Tymą

W Polsce mieszka prawie milion Ukraińców. Duża część z nich przyjechała w ciągu ostatnich dwóch lat. Czy wraz z rosnącymi nastrojami narodowymi może się to zakończyć pogromem? O sytuacji Ukraińców w Polsce mówi prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma.

Ilu jest Ukraińców w Polsce?

Mniejszościowych, czy obywateli Ukrainy?

Wszystkich.

Jeżeli operujemy twardymi danymi, to według danych ze spisu powszechnego z 2011 roku, mamy do czynienia z około 50 tysiącami Ukraińców będącymi obywatelami Polski. Z kolei Ukraińców na stałe przebywających w Polsce, ale nie będących jej obywatelami, według szacunków jest około 700 – 800 tysięcy. Stale wzrasta liczba studentów, których jest ponad 30 tysięcy.

Wzrasta też liczba ludzi zapraszanych przez polskie firmy, którym brakuje rąk do pracy. Znakomitym przykładem jest firma „Drutex” z woj. pomorskiego, jak sama nazwa wskazuje, produkująca okna. W związku z gwałtownym rozwojem firmy musiała ona zbudować specjalny hotel dla pracowników z Ukrainy. W regionie brakowało bowiem rąk do pracy.

To co się również pojawiło w przeciągu ostatnich dwóch lat to ukraiński biznes. W okolicy Wrocławia pojawiły się firmy z sektora IT, które przeniosły się z Dnipra (dawnego Dniepropietrowska). W Krakowie natomiast firma z Kijowa zainwestowała w Start-Up’y. Ukraińcy coraz chętniej przenoszą swoje firmy do Polski. Tutaj panują po prostu dużo lepsze warunki do prowadzenia biznesu niż w Ukrainie. Stąd też bliżej do partnerów biznesowych z innych krajów UE.

Obserwując otaczającą nas rzeczywistość można odnieść wrażenie, że te wszystkie zjawiska, oprócz istniejącej niezmiennie mniejszości, nasiliły się lub wręcz pojawiły w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat.

W kwestii studentów, ta tendencja narastała już od lat. Fundacja Energia dla Europy Pawła Kowala około dwóch lat temu opublikowała raport, z którego wynika, że Polska zarabia rocznie około 7 mln euro z tytułu opłat studentów z Ukrainy. To już wtedy był poważny rynek. Polskie uczelnie nawet wynajmowały specjalne firmy, które rekrutowały studentów na Ukrainie.

Ten proces oczywiście nasilił się w okresie wojny na Ukrainie. Pojawili się Ukraińcy z Donbasu i Krymu. Ta tendencja obejmuje jednak cały kraj.

Pytam o okres ostatnich kilku lat, ponieważ jeżeli zjawisko napływu imigrantów z Ukrainy przybrało na sile, to pojawiają się dwa pytania. Po pierwsze czy polskie społeczeństwo jest na to gotowe i zdolne do zaakceptowania tak wielu „innych”, a po drugie czy Ukraińcy są gotowi do integracji?

Wiele zależy od panującego klimatu w społeczeństwie. W latach 90-tych mieliśmy do czynienia z niezauważaniem problemu imigracji i sprowadzaniem obcokrajowców do poziomu folkloru. Już wtedy pojawiały się pojedyncze akcje mające na celu mobilizację społeczeństwa przeciwko nim, jednak nie było zainteresowania retoryką antyimigrancką.

Później nastąpiła faza dostosowania polityki migracyjnej do standardów panujących w krajach takich jak Hiszpania czy Portugalia. Myślano tak: są pracownicy z Ukrainy, czyli jest korzyść dla państwa, czyli trzeba uprościć prawodawstwo, system informacyjny czy umożliwić pracę organizacjom pozarządowym pomagającym imigrantom.

Teraz natomiast widzimy, że retoryka antyuchodźcza i antymigrancka pojawia się nie tylko w społeczeństwie, ale nawet w Sejmie. Używa jej chociażby partia Kukiz’15. To się staje tematem debaty publicznej. Również media zaczynają rozgrywać temat migrantów.

Z tym związane jest zagrożenie, o którym pisze m.in. dr Łukasz Jurczyszyn, polegające na pojawieniu się postaw agresywnych wobec Ukraińców. Z różnych powodów. W Przemyślu oprócz aspektu narodowego dochodzi na przykład ekonomiczny – Polacy muszą wyjeżdżać do pracy do Anglii, podczas gdy w Polsce pracują Ukraińcy…

… i pojawia się argument, że „Ukraińcy zabierają nam pracę”.

Tak, pracę i akademiki. Do tego pojawiają się informacje w mediach, że niby Ukraińcy chcą przyłączenia kilka powiatów Polski południowo-wschodniej do Ukrainy. To pokazuje, że jest uruchomiony pewien niebezpieczny mechanizm.

Pytanie polega na tym, czy państwo uruchomi inny mechanizm łagodzący zjawisko lęku przed innością i wrogości do obcych. Bo przecież dla państwa przyjeżdżający Ukraińcy to także zyski. Tylko z samych podatków i składek ZUS płaconych przez pracujących Ukraińców Polska zyskuje 5 mld złotych rocznie, czyli 1/3 wartości programu 500+! Nie licząc szarej strefy.

Ale co państwo może zrobić w tej kwestii?

W Polsce zrobiono w tej kwestii bardzo wiele, zwłaszcza w sprawie liberalizacji prawa. Zmniejszono presję szarej strefy. Pojawiła się cała infrastruktura grantowa, która pozwoliła na działanie organizacji pozarządowych, na przykład prawniczych, które świadczą usługi obywatelom Ukrainy. Takie czynności jak znalezienie sobie mieszkania czy uzyskanie pozwolenia na pracę przestało być domeną pośredników i szarej strefy. Pojawiły się programy, które pozwalają Ukraińcom miękko wejść w społeczeństwo Polskie…

Podczas konferencji powiedział Pan jednak coś zgoła innego. Stwierdził Pan, że w Polsce panuje „atmosfera przedpogromowa”.

Nie są to moje słowa. Powiedziało mi to kilku dziennikarzy, którzy pisali ostatnio teksty o Przemyślu. Podkreślają oni panujący tam wysoki poziom ujawnionych i nieujawnionych napięć. Z jednej strony mamy napisy na murach, czy fanpage’e na facebook’u: Patriotyczny Przemyśl, Tylko Polski Przemyśl itd.

Z drugiej strony natomiast mamy to, z czym wcześniej spotykaliśmy się na Warmii i Mazurach. Tam, gdy Ukraińcy zaczęli być widoczni w życiu politycznym – Miron Sycz był posłem na Sejm, kilku Ukraińców było starostami powiatowymi – część Polaków zaczęła osadzać to w ramach spiskowej teorii dziejów. Takie myślenie pojawia się np. na Podkarpaciu.

To zjawisko istniało zawsze, jednak nigdy nie było w tzw. głównym nurcie. Tego nigdy nie mógł powiedzieć np. prezydent miasta lub poseł.

Teraz taką retorykę stosują władze?

Zdarzają się przypadki, gdy posłowie, w tym z partii rządzącej, mówią, że istnieje zagrożenie ukraińskim nacjonalizmem. Posłowie Kukiz’15 zaproponowali nawet, aby wybudować mur na granicy polsko-ukraińskiej.

Zmiana nastąpiła zatem w dziedzinie retoryki, a w dziedzinie polityki wobec imigrantów z Ukrainy?

Niestety jeżeli wcześniej mogliśmy mówić o jakichś błędach czy zaniechaniach, lecz był widoczny postęp, to teraz sytuacja ulega zmianie. Moja koleżanka pracująca w organizacji pozarządowej mówi mi, że środki, które wcześniej przeznaczano na integrację migrantów – na takie projekty jak pakiety szkoleniowe dotyczące tego jak znaleźć pracę, lepiej poznać polski język i kulturę – teraz są przekierowywane na inne cele.

Z drugiej strony widzimy, że ten negatywny klimat powoduje zmianę nastawienia do Ukraińców w Polsce. Niestety obserwujemy, że polska polityka jest z jednej strony nastawiona na wsparcie Ukrainy na arenie międzynarodowej, podczas gdy z drugiej strony daje zielone światło dla zachowań ksenofobicznych i nacjonalistycznych w kraju.

ZMIANY NASTAWIENIA WOBEC NASZYCH S Ą SIADÓW –  Ś REDNIE OCEN; Źródło: cbos.pl

ZMIANY NASTAWIENIA WOBEC NASZYCH S Ą SIADÓW – Ś REDNIE OCEN; Źródło: cbos.pl

Czy ta zmiana nastawienia do Ukraińców jest zauważalna gdzieś poza sondażami?

Niestety są już przypadki pobić obywateli Ukrainy z tego powodu, że w miejscu publicznym rozmawiali po ukraińsku. I ma to miejsce w różnych regionach kraju: Kutno, Brzeszcze, Świdnica, Legnica… Niestety ten czas, kiedy można było bez obaw chodzić po ulicach polskich miast w koszulce z tryzubem już mija. W Przemyślu to już jest przeszłość.

Jak na to reaguje państwo polskie?

Zaraz po ataku 26 czerwca na procesję w Przemyślu wystąpiliśmy o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu i Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych.

W przypadku Sejmu posiedzenie komisji odbyło się we wrześniu, gdzie wraz z Danutą Kuroń, która była uczestnikiem tej uroczystości i świadkiem zajść, przedstawiliśmy m.in. materiały wideo, które ukazywały całość zdarzeń tak jak one wyglądały. Od razu po zajściu rozpętano bowiem akcję dezinformacyjną, zgodnie z którą była to prowokacja ukraińska.

Pokazaliśmy również i omówiliśmy przykłady innych działań skierowanych przeciwko Ukraińcom, np. agresywne zachowanie w stosunku do młodego Ukraińca, który przechodził koło ambasady w Warszawie 24 sierpnia w rocznicę niepodległości Ukrainy mając na sobie koszulkę z tryzubem.

Pokazaliśmy wideoklipy, w których nawołuje się do zabijania Ukraińców i znieważa się ich z racji pochodzenia narodowego: „Ukraińcy to nie naród, a bydło”. Reakcja była… niezrozumiała. Większość posłów komisji była zniesmaczona tym, że muszą się na ten temat wypowiadać.

Po drugie bagatelizowano problem narastającej agresji i mowy nienawiści. Na klip, w którym twierdzi się, że „Ukraina to nie państwo, a dobry Ukrainiec to martwy Ukrainiec”, poseł z PiS odrzekł, że to „taka retoryka” i „język sztuki”. Inna posłanka zarzuciła mi, że przez pokazywanie czegoś takiego antagonizuję relacje polsko-ukraińskie.

Oglądał Pan „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego?

Nie, ale znam scenariusz.

Co Pan o nim sądzi?

Ja odbieram ten film w szerszym kontekście. Negatywny obraz Ukraińca obecny jest w polskiej kulturze, a zwłaszcza literaturze od przynajmniej XIX wieku, nasila się w wieku XX, a apogeum przypada na okres PRL. Filmy „Ogniomistrz Kaleń”, „Zerwany most”, „Wilcze echa”, czy literatura „Łuny w Bieszczadach”, „Ślady lisich pazurów”, całe serie tzw. „tygrysów”, popularnego „czytadła”, w którym walka z UPA była szczególnie eksponowana. Upamiętnienia walczących z UPA, pomnik Świerczewskiego w centrum Przemyśla, nazwy ulic…

… i „Wołyń” Pana zdaniem wpisuje się w tę negatywną narrację?

Tak. To nie jest bowiem tak, jak twierdzą Kresowianie, że ten temat nie istniał w PRL i teraz należy go przypomnieć. W latach 60-tych wydano „Kainowe dni” Wincentego Romanowskiego, które miały kilka wydań w ogromnych nakładach po kilkadziesiąt tysięcy. W latach 50-ych wydawano wspomnienia dowódców partyzantki komunistycznej, od lat 80-tych wspomnienia świadków i żołnierzy AK, a następnie wyobrażenia kształtowała wysokonakładowa literatura Edwarda Prusa. Właśnie w tym kontekście należy postrzegać film „Wołyń”.

W dodatku według badań przeprowadzonych przez Muzeum Historii II Wojny Światowej większość Polaków buduje swoje wyobrażenie na temat historii nie na podstawie badań naukowych, a filmów. Ludzie zobaczą w kinie przekaz, zgodnie z którym Ukraińcy są zwyrodnialcami, którzy nie myślą o niczym innym niż o zabijaniu Polaków. Obawiam się, że długofalowo to spowoduje postrzeganie wszelkich zjawisk, o których wcześniej mówiliśmy, przez pryzmat tego jednego filmu.

To się odbija już na Ukraińcach żyjących w Polsce, którzy tylko z racji pochodzenia będą zmuszani odpowiadać za Wołyń. Ostatnio byłem na szkoleniu w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, gdzie rozmawiałem z kucharką z Ukrainy, która żaliła mi się, że już nie może dłużej odpowiadać na pytania o Wołyń ze strony kolegów z pracy, kelnerek. Zostawiono ją w spokoju dopiero wtedy, gdy powiedziała, że ma Kartę Polaka.

Facebook Comments

***

Wywiad został przeprowadzony w trakcie trwania Kongresu Inicjatyw Europy Wschodniej w Lublinie. Portal Eastbook był partnerem medialnym wydarzenia.

Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY