Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Filip Rudnik

Czy „zieloni chłopi” obejmą władzę na Litwie?

Obyło się bez przewrotu, co zresztą potwierdzały przedwyborcze sondaże. Wyborca przekonany o stałości litewskiej sceny politycznej – zakrawającej nawet o nudę – mógł się jednak solidnie zdziwić. Diabeł bowiem tkwi w szczegółach.

Władza ustawodawcza na Litwie zmienia się zgodnie z zasadą „wahadła”. Co cztery lata rządząca partia oddaje stery swojemu głównemu oponentowi, który formuje dwu-, trzypartyjną koalicję. Głównymi graczami od kilkunastu lat pozostają dwie partie – centroprawicowy Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (TS-LKD, potocznie zwani konserwatystami) oraz Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LSDP).

Partie te wymieniają się władzą w czteroletnich interwałach. Szerokie koalicje rządzące pozostają normą od roku 2000. Zmienia się tylko ich akcent – bardziej prawicowy bądź bardziej lewicowy. To wszystko sprawia, że litewska polityka jawi się jako stabilna. Do znudzenia.

Można powiedzieć, że scenariusz częściowo zrealizował się i teraz. Rządzący od 2012 roku socjaldemokraci zdobyli 14,42 % głosów, zyskując tym samym 19 miejsc w 141 osobowym Sejmie. Plasują się na trzecim miejscu, co jest dla nich jednoznaczną klęską. W pierwszej turze zwyciężyli konserwatyści, zdobywając 21,68 % głosów i zwyciężając w jednym okręgu jednomandatowym. Drugie miejsce – o włos przegrywając z TS-LKD – zajął sejmowy „beniaminek” i sensacja tegorocznych wyborów, Litewski Związek Rolników i Zielonych (LVZS, zwani „zielonymi chłopami”). Na tę partię zagłosowało 21,53 % wyborców.

Wyniki sondaży wyborczych i wyborów na Litwie; Źródło: commons.wikimedia.org na podstawie Lietuvos Rytas

Wyniki sondaży wyborczych i wyborów na Litwie; Źródło: commons.wikimedia.org na podstawie Lietuvos Rytas

Dwie tury do parlamentu

 
Specyfiką litewskich wyborów jest mieszany system wyborczy z tzw. superpozycją. Połowa składu sejmu wyłaniana jest na drodze większości proporcjonalnej (lista partyjna), druga połowa wedle formuły większości bezwględnej (JOWy). Wyborca ma dwa głosy w pierwszej turze i jeden – w wypadku nie wyłonienia zwycięzcy w jednomandatowym okręgu – podczas drugiej tury.

Druga tura odbędzie się 23 października. Do obsadzenia pozostało 68 miejsc w Sejmie, co stanowi istotną część parlamentu. Główną walkę stoczą ze sobą dwie partie – konserwatyści będą chcieli zwiększyć przewagę nad „zielonymi chłopami”, którzy natomiast pragną zawalczyć o pierwsze miejsce.

Powrót konserwatystów

 
Z wyborczych rezultatów nie ukrywa swojego zadowolenia obecna prezydent Dalia Grybauskaitė. Opozycyjnie nastawiona do dotychczasowej koalicji głowa państwa powiedziała na antenie radia LRT: „Największe zaufanie zdobyły dwie partie, które nie były u władzy przez ostatnie cztery lata. To oznacza, że ludzie zmęczyli się politykami i partiami, którymi wstrząsały skandale. (…) Litwa się zmienia, pojawiają się nowe wyzwania, na które trzeba próbować odpowiedzieć. Kraj dojrzał do sprawnego i przejrzystego rządzenia, do przejrzystej administracji”.

Czym odznaczała się tegoroczna kampania wyborcza, która przyniosła sukces konserwatystom? Trzeba przyznać, że warunki do agitacji były trudne. Główna Komisja Wyborcza wdrożyła bardzo rygorystyczne obostrzenia dotyczące możliwości obdarowywania wyborców partyjnymi gadżetami, w praktyce uniemożliwiając ten proceder.

Unosząca się atmosfera wzajemnych oskarżeń o korupcję skutecznie odstraszała polityków od korzystania z niejasnych źródeł finansowania, a bezpartyjny ruch obserwatorów Baltosios pirštinės rzetelnie monitorował przebieg samych wyborów przed oraz w trakcie głosowania.

Konserwatyści postawili na odmłodzenie swojego kierownictwa robiąc ukłon w stronę ludzi młodych. Była to próba wyjścia poza swój twardy elektorat. Szefem partii od kwietnia 2015 roku jest niewiele ponad 30-letni Gabrielius Landsbergis, wnuk pierwszej głowy niepodległego państwa litewskiego po II Wojnie Światowej – Vytatuasa Landsbergisa.

Zmienił się nie tylko przewodniczący. Listę partyjną zasiliła rzesza dobrze wykształconych trzydziestolatków, którzy dobrze wpłynęli na wizerunek ugrupowania. Konserwatyści zyskali również na wielkim skandalu korupcyjnym, w który zamieszany był Ruch Liberałów (LSRS). Ci, czyniący z walki z korupcją jeden z głównych sztandarów swojego programu, do pewnego czasu jawili się jako potencjalni zwycięzcy wyborów. W maju, na skutek zarzutu przyjęcia łapówki przez lidera LSRS, ich poparcie błyskawicznie poszybowało w dół. Część ich wyborców przeniosło wtedy swoje sympatie na konserwatystów bądź „zielonych chłopów”.

Zielony kameleon wchodzi do gry

 
Dobry wynik partii agrarnej prognozowano już od pewnego czasu, choć niewielu dopuszczało, że może mieć realną szansę na zwycięstwo. Partia istnieje na litewskiej scenie od dawna, ale nigdy dotąd nie zdołała odegrać na niej znaczącej roli.

Szef ugrupowania Ramūnas Karbauskis, biznesmen i posiadacz wielkiego majątku na Litwie, skutecznie zreorganizował partię i zyskał sympatię wyborców dzięki osobistemu zaangażowaniu w walkę z alkoholizmem na obszarach wiejskich. Znakomitym krokiem było również przyjęcie na swoją listę wyborczą ogromnie popularnego eks-ministra spraw wewnętrznych Sauliusa Skvernelisa.

Co ciekawe, pomimo swoich agrarnych i ekologicznych zapatrywań, partia nie posiada jasnego i jednolitego profilu światopoglądowego. Listę wyborczą zasilili rozmaici kandydaci z różnych środowisk. Nie można tutaj mówić o jakimkolwiek kryterium ideologicznym. Samemu Karbauskisowi często zarzuca się niekonsekwencję poglądową. Niemniej jego ugrupowanie, jako niepowiązane z aparatem władzy, było jedyną alternatywą dla tych, którzy pragnęli świeżego powietrza w parlamencie.

Agraryści odebrali znaczną część elektoratu socjaldemokratom, na których głosowała duża część mieszkańców wsi. Karbauskis skutecznie krytykował niepopularne posunięcia koalicji rządzącej, w której skład wchodzili socjaldemokraci: wprowadzenie nowego, liberalnego Kodeksu Pracy oraz cięcie wydatków socjalnych. Szef „zielonych chłopów” zapowiada również sformowanie rządu eksperckiego, który jawi się jako zupełne przeciwieństwo skorumpowanych, zawodowych polityków.

Upadek Partii Pracy

 
Aż do ogłoszenia wyników o swoje „być albo nie być” w Sejmie drżeli członkowie trzech partii – Ruchu Liberałów, Partii Pracy (DP) oraz Porządku i Sprawiedliwości (TiT). Liberałowie osiągnęli przyzwoity wynik 9,05 % głosów, co może dziwić biorąc pod uwagę to, jak balansowali na granicy progu wyborczego zaraz po ujawnieniu afery korupcyjnej.

Kolejnym zaskoczeniem tegorocznych wyborów – a dla niektórych nawet szokiem – jest wynik wyborczy Partii Pracy, która ostatecznie znalazła się pod progiem wyborczym. Wyborcy tego populistycznego, lewicowego ugrupowania poczuli się oszukani przez swoich reprezentantów. „Labourzyści” współtworzyli koalicję rządzącą, która wdrożyła nowy, liberalny Kodeks Pracy oraz wprowadziła zmiany w socjalnym modelu Litwy. To właśnie te posunięcia oraz niekompetencja ministrów rzuciły cień na Partię Pracy.

Ponad progiem znalazł się natomiast prawicowo-populistyczny „Porządek i Sprawiedliwość”, kierowany przez Rolandasa Paksasa – pierwszego europejskiego prezydenta odwołanego na drodze impeachmentu.

Mniejszości ponownie w Sejmie

 
Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin (bo pod taką nazwą partia Waldemara Tomaszewskiego stanęła do wyborów) niejako powtórzyła swój wynik z roku 2012 – tym razem osiągnęła 5,49 % głosów, zdobywając pięć mandatów według partyjnego spisku i dwa mandaty z JOWów już w pierwszej turze. Do drugiej tury przeszło dwóch kandydatów, choć prognozy co do ich dalszych losów są zróżnicowane. W 2012 roku łącznie zdobyto osiem mandatów, tak więc AWPL ma szansę powiększyć swój stan posiadania o jeden mandat.

Litewscy Polacy wystartowali do wyborów łącząc swoje siły z ugrupowaniem rosyjskiej mniejszości, Rosyjskim Aliansem. Wygląda na to, że AWPL osiągnęła już swój „szklany sufit” i za nic nie może go przebić – poparcie w rejonie wileńskim oraz wśród rosyjskiej mniejszości jest do pewnego stopnia stałe. Partia próbowała rozszerzyć swój elektorat odróżniając się od politycznego mainstreamu kategoryczną obroną chrześcijańskich wartości, mówiąc stanowcze „nie” legalizacji związków partnerskich. Nie przyniosło to jednak wymiernego skutku i nie dodało im dodatkowych głosów.

Stronnicy chwalą – pozostali krytykują

 
Polacy na Litwie dwojako zapatrują się na wynik wyborczy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL). Linia podziału zależy od sympatii bądź antypatii do Waldemara Tomaszewskiego. W polskich mediach sprzyjających ugrupowaniu od razu po I turze zaczęto celebrować osiągnięty sukces. Zwyciężono bowiem, jak wyjaśniano, w skrajnie niesprzyjających okolicznościach: pomimo niskiej frekwencji, złej pogody oraz emigracji obywateli litewskich.

Krytycy AWPL wskazują na te same czynniki wyciągając jednak przeciwne wnioski – niska frekwencja pozwoliła łatwiej przekroczyć próg wyborczy, pokonując mniej zmobilizowany elektorat. Krytykuje się też „wodzowską rękę” Tomaszewskiego oraz jego niejasne związki z Rosją.

Sam Tomaszewski nie wydaje się być zadowolony z rezultatów. Na konferencji powyborczej 10 października obwieścił, że wybory mogły być sfałszowane i posiada informacje o tym, kto organizował grupową podwózkę 30 tys. wyborców do lokali wyborczych. Nie zamierza jednak oficjalnie składać skargi.

Akcent prawicowy?

 
Na tydzień przed drugą turą wyborów, kampania wciąż nie zwalnia tempa. Szczególnie zacięta walka toczy się między konserwatystami a „zielonymi chłopami” – po pierwszej turze ci pierwsi prowadzą jedynie dwoma mandatami.

Politycy obu partii ostrożnie jednak dobierają słowa, nie chcąc zawczasu stawiać przeszkód w sformowaniu ewentualnej koalicji pomiędzy nimi. Karabauskis straszy wyborców widmem koalicji socjaldemokratów i konserwatystów w wypadku przegranej „zielonych chłopów”. Landsbergis jasno odżegnuje się od takich koncepcji wykazując, że współpraca z obecnym kierownictwem socjaldemokratów jest dla niego pryncypialnie niemożliwa.

Szef konserwatystów obstaje przy koalicji złożonej z trzech partii: swojej, zielonych oraz Ruchu Liberałów. Byłby to najbardziej optymalny scenariusz, zapewne pobłogosławiony przez samą panią prezydent. Rozmowy na linii liberałowie – konserwatyści już trwają. Istnieje również druga możliwość na wypadek zebrania większości JOWów przez LVZS – zdobycie większości parlamentarnej przez sojusz „zielonych chłopów” i socjaldemokratów.

Balans zachowany

 
Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – żaden ze scenariuszy koalicyjnych, nawet należący do najbardziej nieoczekiwanych, nie zmieni diametralnie politycznej linii Republiki Litewskiej. Ani w kwestii międzynarodowej, ani w sprawach wewnętrznych. Mainstreamowe partie, a nawet wzajemni oponenci (konserwatyści i socjaldemokraci) podzielają punkt widzenia w wielu kwestiach. Różnice pomiędzy nimi są często kosmetyczne i niejasne dla przeciętnego wyborcy.

Pewną niewiadomą pozostaje LVZS, ale oni również nie chcą przeprowadzać rewolucji. Trudno przewidzieć czy zdołają utrzymać pozycję jednego z kluczowych graczy. Potrzebna im będzie wyrazistość i stworzenie dla siebie formuły. Przedwyborcza „antyestablishmentowość” szybko się wyczerpie jeśli wejdą w skład koalicji.

23 października wyłonieni zostaną posłowie z JOWów. Do obsadzenia pozostaje 68 miejsc. Gra jest warta świeczki tak dla konserwatystów, jak i dla „zielonych chłopów”. Zwycięzcy będą posiadali legitymizację dla sformowania koalicji i decydujący głos w konstruowaniu rządu. Nie należy się jednak spodziewać żadnych głębokich przemian – wyborca litewski nie wybierze nikogo, kto byłby w stanie wywrócić polityczną sytuację do góry nogami.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Seimas, Wilno; Autor: Marcin Białek; Źródło: commons.wikimedia.org
Filip Rudnik
Redaktor

Urodzony na Pomorzu, obecnie mieszkaniec Warszawy i student Studium Europy Wschodniej. Najchętniej czyta i słucha o krajach w europejskiej części byłego ZSRR.

Kontakt: f.rudnik@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY