Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mariusz Antonowicz

Litwa przygotowuje się do wojny

„Nie pytaj, czy będziesz musiał bronić ojczyzny, lecz kiedy” – takie jest motto każdego zawodowego żołnierza. Na Litwie to hasło, w związku z zagrożeniem możliwą agresją rosyjską, stało się mottem całego społeczeństwa. W tej potencjalnej wojnie przeciwko Rosji Litwa jest zależna od militarnego wsparcia Polski. I liczy na nie.

Nowy wojenny konsensus na Litwie

 
Dotychczas przed każdymi wyborami parlamentarnymi na Litwie w trakcie kampanii wyborczej i podczas debat zawsze pojawiały się dwa tematy. Pierwszy, to stosunki Litwy z Rosją, drugi – wojsko i wydatki na nie.

Zawsze pojawiała się jakaś siła polityczna, która krytykowała zbyt konfrontacyjną politykę Litwy wobec Rosji i obiecywała prowadzić bardziej pragmatyczną politykę wobec wielkiego wschodniego sąsiada. W dyskusjach na temat obronności wykłócano się zaś, czy warto zwiększać finansowanie na wówczas jedynie zawodową armię litewską, które było jednym z najskromniejszych w Europie. Zwolennicy zwiększania finansowania wcale nie byli w większości.

Podczas tej kampanii wyborczej żadna licząca się partia polityczna nie mówiła o potrzebie resetu stosunków z Rosją

W tegorocznej kampanii wyborczej te kwestie nie podlegały jednak dyskusji. Pomijając niektórych polityków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin, można twierdzić, że żadna licząca się partia polityczna, nawet socjaldemokraci, nie mówiła o potrzebie resetu stosunków z Rosją, nie krytykowała coraz większych wydatków Litwy na obronność i nie obiecywała zniesienia niedawno przywróconego poboru do wojska.

Stało się tak, ponieważ po okupacji Krymu i rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie na Donbasie, litewska elita polityczna zrozumiała, że Rosja jest wrogiem nr 1 i stanowi śmiertelne zagrożenie dla Litwy. Litwa dostrzegła, na co wskazują i dane wywiadu, że następnymi ofiarami rosyjskiej agresji (po Ukrainie) mogą być państwa bałtyckie.

Natychmiast nastąpiły również zmiany w polityce obronnej Litwy. Litewski Sejm przywrócił obowiązkową służbą wojskową. Litewskie wojsko przekształciło się z zawodowego w armię typu mieszanego, zawodowo-poborowego. Wyraźnie wzrosły również środki budżetowe przeznaczane na obronność. Jeszcze w 2013 r. Litwa wydawała na wojsko zaledwie 267,3 mln euro rocznie, co stanowiło 0,77% PKB. W tym roku Litwa wydała 575 mln euro, czyli już 1,48% PKB. Planuje się, że w 2020 r. wydatki na obronność będą już sięgać 2% PKB.

Ta zmiana myślenia nastąpiła nawet w społeczeństwie. Prawdopodobnie każdy mężczyzna na Litwie przynajmniej raz pomyślał o tym, że będzie musiał iść na wojnę, a każda rodzina uświadomiła sobie, że istnieje możliwość utracenia całego dobytku zarobionego w ciągu ostatnich 25 lat, życia pod ponowną okupacją lub ucieczki na Zachód. Na to wskazuje wzrost liczby członków Związku Strzelców (wśród nowych członków jest też sporo litewskich Polaków) oraz duża ilość ochotników, którzy zgłaszają się do obowiązkowej służby wojskowej nie czekając na pobór.

Wojna hybrydowa czy konwencjonalna?

 
Litwa szykuje się na dwa możliwe scenariusze wojenne. Pierwszy zakłada możliwość rozpoczęcia przez Rosję wojny hybrydowej, wykorzystując do tego miejscowe mniejszości rosyjską i polską, przerzucone przez granicę specjalne oddziały wojska rosyjskiego, ataki cybernetyczne, agresywną propagandę, prowokacje na trasie tranzytu kolejowego do Kaliningradu itd.

W regionach zwarcie zamieszkanych przez mniejszości narodowe planuje się odtworzyć odziały Litewskiej Obronny Terytorialnej i Związku Strzelców

Aby zapobiec temu scenariuszowi Litwa wykonała już pewne kroki. Po pierwsze, w regionach zwarcie zamieszkanych przez mniejszości narodowe planuje się odtworzyć odziały Litewskiej Obronny Terytorialnej i Związku Strzelców. Niedawno na przykład odział obronny terytorialnej został stworzony w Solecznikach.

Po drugie litewskie wojsko o wiele częściej ćwiczy w miastach i budynkach, gdzie są odgrywane scenariusze walki z „zielonymi ludzikami”.

Po trzecie, Litwa rozpoczęła walkę przeciwko rosyjskiej propagandzie, choć na razie bardziej w sferze retoryki niż praktyki.

Nie jest jednak do końca jasne, czy na Litwie jest możliwy hybrydowy scenariusz na wzór Ukrainy. Niektórzy eksperci, na przykład z prestiżowego think tanku Jamestown Foundation, twierdzą, iż mniejszości rosyjskojęzyczne w krajach bałtyckich są zbyt mało proputinowskie, aby Rosja mogła rozpocząć wojnę hybrydową na tych terenach. Są oni wystarczająco prorosyjscy, żeby nie sprzeciwiać się okupantowi, lecz za mało prokremlowscy, żeby za tzw. Russkij Mir walczyć i ginąć.

Zresztą nawet zwolennicy scenariuszu wojny hybrydowej twierdzą, iż po niej nastąpi kolejna faza ataku Rosji na Litwę – wojna konwencjonalna.

Rozważając drugi scenariusz – wojny konwencjonalnej – warto zwrócić uwagę na dwa czynniki. Po pierwsze, jak się zachowa, w razie ewentualnego ataku Rosji na Litwę, Białoruś? Czy dołączy do ataku? Czy tylko przepuści przez swoje terytorium wojsko rosyjskie i pozostanie biernym obserwatorem? A może nie wpuści na swoje terytorium tranzytu wojennego z Rosji i tym samym pomoże Litwie? Dzisiaj litewscy przywódcy trzymają się założenia, iż Białoruś jest sojusznikiem Rosji i w sferze militarnej jest postrzegana z Rosją jako jedna całość.

Po drugie dla Litwy wielki kłopot stanowi Obwód Kaliningradzki. W nim są skoncentrowane ogromne ilości wojska i amunicji, w tym wojska rakietowe, lotnictwo i marynarka wojenna. W przypadku ataku z Rosji Litwa musiałaby walczyć na dwóch frontach – wschodnim i zachodnim. To wszystko wskazuje jak ważny jest dla Litwy tzw. korytarz suwalski – około 100-kilometrowy kawałek granicy polsko-litewskiej między obwodem Kaliningradzkim i Białorusią.

Właśnie przez to „wąskie gardło” w przypadku wojny będą uciekać mieszkańcy Litwy, przez niego będą iść linie komunikacyjne i logistyczne oraz pomoc sojuszników z NATO dla państw bałtyckich. Jeżeli korytarz suwalski zajęłaby Rosja – Litwa, Łotwa i Estonia zostałyby odizolowane od reszty świata i zostałyby zdane na łaskę Rosji. A ćwiczenia wojska rosyjskiego, szczególnie Zapad 2009 i Zapad 2013 wskazują, iż taki scenariusz jest możliwy. Dla Litwy zatem obrona korytarza suwalskiego jest jednym z priorytetowych zadań w przypadku konfliktu zbrojnego z Rosją. W tym zadaniu rola Polski jest olbrzymia.

Rola Polski

 
Polska jest największym i militarnie najpotężniejszym sąsiadem Litwy o orientacji euroatlantyckiej. Litwa i Polska nie mają oddzielnego planu obronnego. Wszystkie polsko-litewskie działania militarne są koordynowane na poziome NATO. Mimo tego nie jest tajemnicą, że Polska będzie pierwszym partnerem, na którego pomoc będzie mogła liczyć Litwa w wypadku wojny. W natowskim planie obrony państw bałtyckich, z tego, co jest dostępne z otwartych źródeł, można wnioskować, że właśnie Polsce jest przeznaczona ogromna rola.

Litwa stara się zatem jak najściślej współpracować z Polską w dziedzinie bezpieczeństwa. Dosyć często spotykają się wojskowi, urzędnicy ministerstw obrony i sami ministrowie obrony Litwy i Polski. Odbywają się również wspólne ćwiczenia w ramach NATO. Litewski establishment polityczny dba o to, żeby ta współpraca nie była hamowana przez chłodne stosunki dyplomatyczne między Polską a Litwą. W takiej sytuacji słowa polityków z Polski, na przykład Bogdana Borusewicza lub Jana Parysa, że Polska może nie przyjść z pomocą Litwie, jeżeli ona nie spełni niektórych warunków politycznych, wzbudzają bardzo ostrą i nerwową reakcję po stronie litewskiej.

Rola Polski dla obronności Litwy jest pozytywnie postrzegana nawet w scenariuszu konfliktu hybrydowego. Spora część litewskich ekspertów, publicystów i nawet polityków wskazuje na polskie media jako alternatywę wobec rosyjskich mediów państwowych. Niektórzy urzędnicy litewscy nawet mówią wprost: im więcej jest Polski na Litwie, tym mniej obecna jest tutaj Rosja.

Prawie nikt na Litwie już nie boi się polskiego żołnierza w swoim państwie. Spora część mieszkańców Litwy może nawet i chciałaby ich widzieć więcej, aby tylko czuć się bezpiecznej w obliczu potencjalnej rosyjskiej agresji. Jednak, mimo wspomnianego ogromnego zapotrzebowania Litwy na pomoc i współpracę militarną z Polską, stosunki dyplomatyczne między Wilnem a Warszawą pozostają chłodne. Dlaczego tak jest? To już jest temat na inną analizę.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Lądowanie sił sojuszniczych na litewskim wybrzeżu; Źródło: Ministerstwo Obrony Narodowej Republiki Litewskiej

Doktorant i wykładowca Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. Specjalizuje się w polityce zagranicznej Polski, Białorusi i Rosji. Członek Polskiego Klubu Dyskusyjnego w Wilnie

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY