Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Władimirze Putinie módl się za nami Serbami

W 2005 roku polski widz dzięki serii reportaży Barbary Włodarczyk "Szerokie Tory" mógł usłyszeć o miejscowości Bolszaja Jelenia, znajdującej się 400 kilometrów od Moskwy. W tejże miejscowości do dzisiaj mieści się siedziba niewielkiej sekty, której wyznawcy uznają prezydenta Władimira Putina za kolejne wcielenie świętego Pawła i zbawcę Rosji. Mogłoby się wydawać, że oddawanie boskiej czci Putinowi to unikalny dla tej miejscowości koloryt, czy folklor. Okazuje się jednak, że wiara w Putina nie zna granic, ani narodowości.

O zasługach Władimira Putina dla narodu serbskiego można by było pisać długo i rozwlekle. O najważniejszej z nich, czyli obronie prawa Serbów do Kosowa pisałem w poprzednim tekście. To właśnie Władimir Putin poparł referendum w Republice Serbskiej odnośnie ustanowienia kontrowersyjnej dla mieszkańców Bośni i Hercegowiny daty 9 stycznia jako Święta Republiki, od czego oficjalnie nawet odciął się rząd w Belgradzie.

Krótki spacer po głównych arteriach Belgradu wystarczy, żeby zorientować się, że Władimir Putin jest w Serbii ikoną. Różnorodność i mnogość gadżetów z rosyjskim prezydentem może przytłoczyć gościa z Zachodu dla którego gospodarz Kremla zasługuje raczej na krytykę niż uwielbienie. W Serbii jest inaczej. Niechęć do Unii Europejskiej i NATO jest wciąż żywa i obecna. W badaniach społecznych przeprowadzonych w kwietniu tego roku 55% respondentów stwierdziło, że naturalnym sojusznikiem Serbii jest Rosja, a 71,6% opowiedziało się przeciwko integracji ze strukturami euro-atlantyckimi.

Serbska sympatia do Rosji przekłada się oczywiście na działania władz. Przed kilkoma dniami prezydent Tomislav Nikolić powiedział, że jego kraj nigdy nie poprze europejskich sankcji przeciwko Kremlowi. Swoją rolę odgrywają też opiniotwórcze media, które regularnie na swoich łamach dowodzą wyższości Rosji nad zepsutym i szkodliwym dla serbskich interesów Zachodem.

Być może Serbia ma odgrywać rolę Piemontu rosyjskich wpływów w Europie, konsolidując wszystkie kraje w jeden obóz. Taką tezę ostatnio w rozległym artykule rozpatrywał portal Sputnik. Choć wydaje się to być dość fantastyczna teza, służąca bardziej łechtaniu serbskiego ego, niewątpliwie Serbia jest dla Rosji miękkim podbrzuszem Europy, gdzie ugruntowana pozycja Kremla pozwala na stworzenie bazy wypadowej dla wpływów rosyjskich w całym regionie.

Podsycanie miłości do Kremla

 
W ostatnich tygodniach Władimir Putin był postacią numer jeden w serbskiej prasie. Dziennikarze znad Dunaju rozpatrywali na wszelkie możliwe sposoby na ile Władimir Putin jest w dalszym ciągu zainteresowany serbskim prawem do Kosowa i jak ma się do tego kwestia Krymu. Pojawiły się bowiem nieprawomyślne sugestie jakoby Putin odpuszczając Kosowo chciał zyskać poparcie dla uznania rosyjskości Krymu. Oczywiście największą popularnością cieszył się cytat z odpowiedzi rosyjskiego prezydenta na pytanie, jakie zadano mu na Klubie Wałdajskim: „Przecież może Pan zniszczyć USA w ciągu około 30 minut?”, na które Putin odpowiedział po chwili namysłu: „Właściwie to szybciej…”.

Okładki serbskiej prasy. Od lewej u góry: Putin: mogę zniszczyć Amerykę w ciągu pół godziny; CIA ostrzega: Putin jest gotów walczyć za Serbię; Putin: Dajcie mi Krym, ja wam dam Kosowo; Od lewej na dole: Blitzkrieg: Zabić Putina wśród Serbów; Ultimatum dla Serbów: Albo Rosja, albo Europa; Źródło: cpj.org

Okładki serbskiej prasy. Od lewej u góry: Putin: mogę zniszczyć Amerykę w ciągu pół godziny; CIA ostrzega: Putin jest gotów walczyć za Serbię; Putin: Dajcie mi Krym, ja wam dam Kosowo; Od lewej na dole: Blitzkrieg: Zabić Putina wśród Serbów; Ultimatum dla Serbów: Albo Rosja, albo Europa; Źródło: cpj.org

Działający w Serbii odział Komitetu Obrony Dziennikarzy alarmował ostatnio, że kapitał rosyjski ma coraz większy wpływ na serbskie media. Chodzi nie tylko o nadającą od roku w Serbii stację RT, czy serbskojęzycznej wersji Sputnika, ale przede wszystkim o finansowe uzależnianie od siebie rodzimych tytułów i wydawnictw.

Komitet Obrony Dziennikarzy twierdzi, że serbscy dziennikarze często nie mają wpływu na treść publikowanych materiałów, gdyż są one przygotowywane w Rosji

Co więcej, Komitet Obrony Dziennikarzy twierdzi, że serbscy dziennikarze często nie mają wpływu na treść publikowanych materiałów, gdyż są one przygotowywane w Rosji – chodzi tu szczególnie o sponsorowany przez Rosję miesięczny dodatek do tytułu Nedeljnik, który na przykład w marcu w całości był poświęcony rosyjskim zwycięstwom w Syrii, które dodatkowo zestawiono z natowskimi bombardowaniami Belgradu z 1999 roku.

Ten nieciekawy z perspektywy wolności słowa obraz dopełniają dane opublikowane przez Center for Euro-Atlantic Studies w maju 2016 roku, według których 110 organizacji pozarządowych w Serbii korzysta z rosyjskiego kapitału. Są to zarówno koła studenckie, fundacje, organizacje regionalne, ruchy nacjonalistyczne jak i oficjalne centra rosyjskie.

Oddzielną kwestią jest również problem współpracy serbskich partii politycznych z ugrupowaniami rosyjskimi. Zdaniem autorów raportu głównymi metodami rosyjskich działań o charakterze soft power w Serbii są: budowanie narracji o odwiecznej przyjaźni między Serbią a Rosją oraz bezpośrednie wspieranie osób gotowych taką narracje propagować; ukazywanie podobieństw politycznych między krajami; intensyfikacja kontaktów w ramach cerkwi prawosławnej; bezpośrednie zaangażowanie w politykę, poprzez wspieranie określonych osób; promowanie Rosji jako głównego partnera ekonomicznego dla Serbii.

Niedługo wybory – czy Putin ma swojego faworyta?

 
Wybory prezydenckie w Serbii planowane są na maj 2017 roku. Jednym z najgłośniejszych kandydatów, obok obecnie urzędującego prezydenta, który będzie ubiegał się o reelekcje, jest Voijslav Šešelj, który w ostatnim czasie zasłynął w mediach swoimi pochwałami pod adresem Donalda Trumpa. Jednak Šešelj nie jest tabloidowym kandydatem wyciągniętym z trzeciego rzędu polityki. Jego biografia jest powszechnie znana. Ten urodzony w Sarajewie założyciel odwołującej się do ruchu czetnickiego Serbskiej Radykalnej Partii był sądzony za zbrodnie wojenne przed Trybunałem w Hadze. Jego proces zaczął się w 2004 roku, jednak rok temu został oczyszczony ze wszystkich zarzutów i tryumfalnie powrócił do Serbii.

Sam Šešelj, jak i jego partia, jest uznawany za jednego z najwierniejszych orędowników rosyjskich wpływów w Serbii. Moskwa oczywiście z radością przyjęła zarówno uniewinnienie serbskiego polityka przed haskim trybunałem jak i jego powrót do wielkiej polityki. Sam Dimitrij Rogozin – rosyjski wicepremier – pogratulował Šešelji korzystnego rozstrzygnięcia sprawy w Hadze słowami: „Gratuluję, mój przyjacielu”.

Pierwszym testem dla Serbskiej Partii Radykalnej po uniewinnieniu Šešelji były wybory parlamentarne w kwietniu 2016 roku, w których zajęła trzecią pozycję z wynikiem 8,1%. Co prawda właściwie niemożliwe wydaje się wygranie przez Šešelja wyborów prezydenckich, zwłaszcza biorąc pod uwagę utrzymującą się na wysokim poziomie sympatię serbskiego społeczeństwa do urzędującego prezydenta i premiera (obecna partia rządząca ostatnie wybory wygrała z wynikiem 48% poparcia). Jednak kontrowersyjny i cieszący się pewnym poparciem Šešelj może skutecznie destabilizować procesy pokojowe Serbii z sąsiadami, oraz torpedować europejskie aspiracje rządu.

Skryty pod płaszczem Marii Magdaleny

 
W takiej atmosferze nikogo nie powinno zbytnio dziwić, że Władimir Putin doczeka się swojej cerkwi w Serbii. Powstanie ona w regionie Srem, w miejscowości Banstol, zamieszkałej przez około 3 tysiące osób.

Pierwotnie cerkiew miała być dedykowana ofiarom operacji “Burza”, jednak ostatecznie ofiary wojny przegrały z rosyjskim prezydentem. Choć oficjalnym patronem świątyni ma być Maria Magdalena, to inicjatorzy jej budowy nie ukrywają, że jej prawdziwym bohaterem ma być Władimir Putin.

Wybór miejsca oczywiście ma swoje argumenty historyczne. To właśnie w Sremski Karlovcach po rewolucji bolszewickiej schronienie miało znaleźć wielu białych Rosjan, również tutaj miała mieścić się siedziba rosyjskiego kościoła prawosławnego. Sama świątynia ma być kopią sofijskiej cerkwi świętego Mikołaja Cudotwórcy. Co prawda pomysłodawcy przedsięwzięcia nie zebrali jeszcze wszystkich niezbędnych środków finansowych, ale otwarcie liczą, że patron w osobie rosyjskiego prezydenta przyciągnie wielu sponsorów – nie tylko do tej jednej inwestycji, ale i całego regionu.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Kosowska Mitrowica: Kosowo to Serbia, Krym to Rosja; Autor: Allan Leonard; Źródło: flickr.com
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: [email protected]

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY