Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Bałkański wyłom. Czy Bułgaria po wyborach stanie się prorosyjska?

W najbliższą niedzielę w Bułgarii odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. W rywalizacji o najwyższy państwowy urząd liderów jest dwóch. W trakcie pierwszej debaty telewizyjnej zarówno kandydat Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) Rumen Radev, jak i reprezentująca obóz rządowy spod sztandaru Obywateli na Rzecz Rozwoju Bułgarii (GERB) Cecka Caczeva opowiedzieli się za zniesieniem sankcji wobec Rosji.

W najbliższą niedzielę 6 listopada w Bułgarii odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. W rywalizacji o najwyższy państwowy urząd udział bierze 21 kandydatów. Jak jednak często bywa, prawdziwych liderów jest dwóch. W trakcie pierwszej debaty telewizyjnej zarówno kandydat Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) Rumen Radev, jak i reprezentująca obóz rządowy spod sztandaru Obywateli na Rzecz Rozwoju Bułgarii (GERB) Cecka Caczeva opowiedzieli się za zniesieniem sankcji wobec Rosji.

Obecnie przez Bułgarię przetacza się fala antyimigranckich demonstracji organizowanych przez skrajną prawicę

Nadchodzące wybory odbędą się na nowych warunkach prawnych i w wyjątkowych okolicznościach. Obecnie przez Bułgarię przetacza się fala antyimigranckich demonstracji organizowanych przez skrajną prawicę, a administracja państwowa zaniepokojona sytuacją wysłała oddziały wojskowe na granice. W atmosferze skandalu w ostatnich miesiącach doszło również do zmiany ordynacji wyborczej. Zgodnie z nowymi przepisami, od tej pory udział w głosowaniu w Bułgarii będzie obowiązkowy. W przypadku niestawienia się przy urnie obywatelowi grozi skreślenie z listy wyborców. Choć taki obywatel, w odpowiednim terminie przed kolejnymi wyborami, będzie mógł się na taką listę dopisać, istnieje ryzyko, że część społeczeństwa, zwłaszcza grupa niezdecydowanych i mało zaktywizowanych, zostanie wykluczona z procesu wyborczego. Przyjęcie takiego zapisu jest reakcją bułgarskich polityków na najniższa frekwencję w ostatnich wyborach, która wyniosła około 46%.

Jeszcze większe zastrzeżenia budzi przyjęta z inicjatywy nacjonalistycznego ugrupowania – Frontu Patriotycznego – ustawa rażąco ograniczająca prawa wyborcze osób z podwójnym obywatelstwem jak i tych, którzy znajdują się zagranicą. W myśl pomysłodawców ustawy jej głównym adresatem są bułgarscy Turcy, którzy w narracji Frontu Patriotycznego stanowią piątą kolumnę Ankary i prezydenta Recepa Erdoğana.

W ostatnich wyborach partia reprezentująca interesy miejscowych Turków otrzymała blisko 15% poparcia. Dodatkowo nowe przepisy znacząco utrudniają głosowanie za granicą, przewidując możliwość tworzenia lokali wyborczych tylko w placówkach dyplomatycznych. Wywołało to sprzeciw w środowiskach emigracyjnych i doprowadziło do protestów pod ambasadami w Paryżu, Berlinie i Londynu. Przeciwko takim rozwiązaniom prawnym był również obecny prezydent Rosen Plevneliev, który zawetował nową ordynację.

Z racji jednak, że Front Patriotyczny jest jednym z filarów koalicji rządowej, w celu uniknięcia kryzysu i przedterminowych wyborów, parlament weto odrzucił, a prezydent Plevneliev zrezygnował z ubiegania się o reelekcję. Mówi się, że możliwym powodem wycofania się Plevnelieva jest rozbieżność zdań z liderem GERBU i premierem Bojko Borisovem odnośnie polityki względem Rosji, jak i osobista, wzajemna niechęć obydwu panów.

Czarnomorska szachownica

 
Bułgaria, z silnymi nastrojami prorosyjskimi, pragmatyzmem utrzymania pozytywnych stosunków z Turcją oraz jako członek Unii Europejskiej, prowadzi rozbudowaną grę polityczną na kilka frontów. Z jednej strony władze Bułgarii po warszawskim szczycie NATO podnosiły pomysł demilitaryzacji obszaru Morza Czarnego, co było ewidentnym ukłonem w stronę Moskwy. Z drugiej strony, mniej więcej w tym samym czasie, prezydent Plevneliev opowiedział się za integralnością terytorialną Ukrainy, uznając Krym jako część państwa ukraińskiego. Natomiast w ramach współpracy z NATO Bułgaria podpisała memorandum dotyczące współpracy w zakresie walki z cyberprzestępczością, oraz zapowiedziała udział swojej floty w ćwiczeniach na morzu śródziemnym.

Nie bez znaczenia pozostaje też bułgarsko-rosyjska wymiana gospodarcza, która została wstrzymana wraz z sankcjami. Za odstąpieniem od sankcji od dłuższego czasu opowiadają się organizacje rolnicze i sadownicze, a najważniejsi kandydaci w nadchodzących wyborach popierają pomysł wznowienia gospodarczej współpracy z Rosją.

Niektórzy publicyści wysuwają tezę, że Bułgaria może być pomostem w dialogu między Rosją a Unią Europejską

Wątek zniesienia niekorzystnych dla Bułgarii sankcji wobec Rosji przewija się również w miejscowej prasie. Komentatorzy twierdzą, że kwestie problematyczne z Moskwą powinny być rozwiązywane na drodze dyplomatycznej. Co więcej, niektórzy publicyści wysuwają tezę, że Bułgaria może być pomostem w dialogu między Rosją a Unią Europejską.

Przykładem efektywności działań dyplomatycznych ma być zawarcie w ostatnich dniach porozumienia między rządem w Sofii a rosyjskim koncernem Atomstrojeksport dotyczącego spłaty zadłużenia od kary za zerwanie w 2013 roku umowy o budowie w Bułgarii dwóch reaktorów atomowych.

Dodatkowym problemem są relacje rządu w Sofii z Ankarą. Wydawało się, że zarówno napływ uchodźców z Turcji, który wywołał nacjonalistyczną reakcję Bułgarów, jak i nowa ordynacja wyborcza zaostrzy wzajemne stosunki. Rzeczywiście, nastroje antytureckie w Bułgarii narastają, jednak nie przeszkadza to współpracy na szczeblu rządowym. Władze Bułgarii wręcz ochoczo wydają Erdoğanowi ludzi podejrzanych o powiązania z ruchem Fethullaha Gülena.

Choć do procedury ekstradycji do Turcji swoje krytyczne uwagi zgłaszali bułgarscy obrońcy praw człowieka, to premier Bojko Borisov stwierdził, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, a ceną są dobre relacje z Ankarą. Być może, władze Bułgarii rzeczywiście, tak jak mówi Borisov, obawiają się, że Turcja wypuści do Bułgarii kolejnych uchodźców. Z drugiej strony może być to działanie mające na celu osłabić społeczność turecką, z którą władze Bułgarii prowadzą cichą walkę od wielu lat, a ostatnie zmiany prawne są tego najlepszym przykładem. O istnieniu rozbudowanej siatki gülenowskiej, zwłaszcza placówek edukacyjnych, w Bułgarii mówił już kilka dni po zamachu turecki ambasador w Sofii.

Pozycja Bułgarii w regionie staje się również coraz bardziej niepewna w kontekście rozwijającej się współpracy turecko-rosyjskiej

W ostatnich dniach najwyższe władze Turcji zasugerowały, że przebieg granicy z Grecją nie jest optymalny, co wywołało również krytyczne reakcje w Bułgarii. Pozycja Bułgarii w regionie staje się również coraz bardziej niepewna w kontekście rozwijającej się współpracy turecko-rosyjskiej. Do tej pory Bułgaria mogła liczyć na wsparcie Rosji w swojej antytureckiej retoryce. Być może w kontekście ocieplenia relacji na linii Ankara-Moskwa władze w Sofii będą musiały zrewidować swoją politykę wobec tureckiej mniejszości. Jak informuje magazyn Forbes, budowa gazociągu Turecki Potok w sposób wyraźny godzi w interesy ukraińskie i bułgarskie.

Styl amerykański, a jednak po bałkańsku

 
W wyborach prezydenckich Bułgarzy wybierają nie tylko głowę państwa, ale też jego zastępcę. Nie tylko to łączy wybory po dwóch stronach oceanu.

Żaden z dwóch najbardziej liczących się pretendentów na stanowisko prezydenta nie pochodzi z pierwszego rzędu bułgarskiej polityki. Kandydatka rządzącego GERBU, Cecka Czaceva pełniła dotychcasz funkcję przewodniczącej parlamentu, a pierwsze sondaże wyborcze dawały jej ledwie 15% poparcia.

Z kolei jej kontrkandydat, który w najnowszych sondażach ma jeden punkt procentowy przewagi – Rumen Radev – jest byłym generałem lotnictwa. Radev z kariery wojskowej zrezygnował na znak protestu przeciwko obecności sił NATO w bułgarskiej przestrzeni powietrznej. Ten propagandowy gest uczynił z niego najlepszego kandydata dla prorosyjskiej i antyimperialistycznej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej. Czeceva kreuje się na “matkę narodu” – tak zresztą nazwał ją premier Borisov. Radev chce natomiast odbudować dawną (jeżeli nawet nie pradawną) siłę Bułgarii. Jak łatwo się domyślić, chce to zrobić poprzez modernizację armii, w czym oczywiście miałaby Bułgarię wspierać Rosja.

Jednak nie tylko Radev prezentuje punkt prorosyjski. Czeceva również opowiada się za zniesieniem sankcji wobec Rosji, a jej łagodne podejście wobec Moskwy miało być jednym z powodów przyznania jej nominacji partyjnej. Czeceva jednak, w przeciwieństwie do Radeva, nie uznaje rosyjskiej okupacji Krymu.

Jeśli wierzyć sondażom, druga tura będzie nieunikniona i o ile nie dojdzie do cudu nad urną, to właśnie te dwie malowniczo nijakie postacie staną w szranki w drugiej turze przewidzianej na 13 listopada.

Bułgarski Kukiz, czyli jowialny wytrych

 
Wraz z pierwszą turą wyborów prezydenckich odbędzie się również referendum dotyczące ordynacji wyborczej, oraz finansowania partii politycznych. Pierwotnie referendum miało dotyczyć jeszcze możliwości internetowego głosowania, oraz zmniejszenia ilości posłów w parlamencie, jednak na poddanie tych kwestii pod powszechne głosowanie nie wyraził zgody Trybunał Konstytucyjny.

Inicjatorem całego przedsięwzięcia jest bułgarski showman i gwiazdor telewizyjny Slavi Trifonov, który organizował akcję zbierania podpisów pod projektem referendalnym, na który ostatecznie zgodę wyraził bułgarski parlament. Trifonov widzi w jednomandatowych okręgach wyborczych sposób na uzdrowienie bułgarskiej polityki, o czym opowiada na swoich koncertach.

Facebook Comments
Źródło zdjęcia głównego: minsvyaz.ru
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY