Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Anna Pająk

Kaukaz, Hillary & Donald

Trump czy Clinton, Clinton czy Trump? To obecnie jedno najczęściej zadawanych pytań przez media oraz w trakcie debat – tak politycznych, jak i tych rodzinnych. Wybory w USA mają znaczenie globalne, to nie ulega wątpliwości, dlatego też wyścig wyborczy obserwowany i komentowany jest na całym świecie - również na Kaukazie. Który z kandydatów jest faworytem Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji?

Dla wszystkich krajów Kaukazu relacje zarówno z Rosją jak i USA są ważne, choć postrzegane w odmienny sposób. Wynika to zarówno z różnych pozycji na geopolitycznej szachownicy, odmiennej historii, posiadanych zasobów naturalnych, czy różnic społecznych.

Kaukaska szachownica

 
Gruzja mimo wielu zawirowań kontynuuje integrację euroatlantycką i prawdopodobieństwo zmiany tego kierunku jest raczej równe zeru. Kurs, który wybrał ten kraj jest świadomym wyborem większości społeczeństwa od przeszło 20 lat. Wojna w Abchazji i Osetii jeszcze bardziej umocniła pozycję USA w tym małym kraju, osłabiając jednocześnie sympatie prorosyjskie. Po wszystkich tych wydarzeniach każda licząca się postać politycznego mainstreamu – nieważne czy jest byłym sekretarzem KC czy rosyjskim oligarchą – po prostu musi oficjalnie głosić poglądy prozachodnie.

Oczywiście istnieją strony deklarujące konieczność większej integracji z Rosją i wstąpienia do Unii Eurazjatyckiej, jednak jest to zdecydowanie polityczny margines, czego najlepszym dowodem były wyniki tegorocznych wyborów parlamentarnych. Obecna władza z pewnością kontynuować będzie politykę lawirowania pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem, którą rozpoczęła w 2012 roku. Wybranie prorosyjskiego wektora byłoby dla niej politycznym zabójstwem, a bezgraniczne zaufanie i oddanie kraju w ręce USA – jak to było za czasów Saakaszwilego – groziłoby kolejną wojną.

Zgoła odmienna sytuacja panuje w Armenii, która wpisuje się dobrowolnie w eurazjatycki projekt Rosji. Przyczyn tego wyboru jest kilka. Pierwszą z nich jest konflikt w Karabachu, gdzie ważne dla kraju jest wsparcie rosyjskie i dozbrajanie wojska Armenii, a także izolacja kraju ze względu na zamknięte granice z Turcją i Azerbejdżanem. Armenia znalazła sojusznika właśnie w Rosji, wstępując do Unii Eurazjatyckiej i Celnej.

Najbardziej samodzielnym krajem zakaukaskim pozostaje Azerbejdżan. Królestwo rodu Alijewów posiadając ropę i gaz może realizować swoje własne projekty polityczne i ekonomiczne, dryblując pomiędzy Rosją, UE, USA i Turcją.

Opiekunka czy kowboj?

 
Kwestia nadchodzących wyborów prezydenckich w USA jest rozpatrywana rzecz jasna w wymiarze globalnym, czyli relacji „Trump- Putin”/ „Clinton- Putin”. Nie ulega wątpliwości, że dla każdego z tych trzech krajów tak samo ważne jest to, kto będzie rządził na Kremlu, jak i w USA. Oboje z kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych zaznaczyli swoją obecność na Zakaukaziu wypracowując sobie określone sympatie lub antypatie w każdym z krajów.

Donald Trump odwiedził Gruzję w kwietniu 2012 roku, kiedy prezydentem był jeszcze Micheil Saakaszwili, by zaprezentować swój projekt „Trump Tower” w Batumi, którego deweloperem była firma Silk Road Group związana z kazachskimi inwestorami. „Misza” (jak mówi się o byłym prezydencie Gruzji) zachwycony był amerykańskim miliarderem i wielokrotnie określał go mianem „swojego przyjaciela”. Podczas wspomnianej wizyty Trump nagrodzony został nawet Orderem Światła, czyli Orderem Prezydenta Gruzji dla wybitnych działaczy kultury, nauki, sztuki, sportu. Trump jest zatem kojarzony w Gruzji przede wszystkim z Miszą, a z drugiej strony „wydaje się być prawdziwym mężczyzną, kowbojem” – jak można przeczytać chociażby na gruzińskich forach dyskusyjnych,

Clinton będąc Sekretarzem Stanu USA również odwiedzała Gruzję za rządów Saakaszwilego. Dokładnie dwa miesiące po Trumpie odbyła tournée po Zakaukaziu. W Gruzji wtedy też poruszony został oficjalnie temat współpracy zbrojeniowej USA i Gruzji, dzięki czemu kojarzona jest jako orędowniczka współpracy Gruzji z sojuszem euroatlantyckim.

Kandydatka Partii Demokratycznej cieszy się natomiast ogromnym szacunkiem i sympatią w Armenii. Oficjalnie popierana jest przez diasporę ormiańską w USA. Związane jest to z pamięcią o działalności społeczności ormiańskich w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku i ich współpracą z Woodrowem Wilsonem, który uznał granicę tzw. Wielkiej Armenii w traktacie z Sevres 1920 r. Szefowie amerykańskich organizacji ormiańskich od tej pory mają ścisłe powiązania z wysokimi rangą urzędnikami z Kongresu Demokratów.

Hillary Clinton nieprzerwanie od 10 lat wspiera wysiłki społeczności ormiańskiej o uznanie rzezi Ormian z 1915 roku za ludobójstwo. Konsekwentnie działała jako zwolennik pro-ormiańskich uchwał oraz brała udział w konferencjach i spotkaniach ormiańskiej diaspory. To właśnie ona była orędowniczką stworzenia ormiańsko-tureckich protokołów, które rozpoczęły stosunki dyplomatyczne pomiędzy tymi krajami. Armenia żywić może szczere nadzieje wobec byłej Sekretarz Stanu, że stanie się ona silnym rzecznikiem w sprawie uznania ludobójstwa przez Turcję.

Donald Trump prowadzi z kolei interesy w Turcji i Azerbejdżanie, co automatycznie powoduje niechęć Ormian do przedstawiciela Republikanów, a odwrotną reakcję w stosunku do niego u samych Azerów. Dla nich najważniejszy jest fakt, że Trump, w przeciwieństwie do jego kontrkandydatki, nie jest w żaden sposób związany z ormiańskimi lobbystami.

Jaką przyszłość Kaukazu wybiorą Amerykanie?

 
USA już dziesiątki lat budują swoje wpływy i pozycję na Kaukazie Południowym. Zwykle projektowane są one w oparciu o relacje z samą Rosją i określane jako „Wielka Gra Mocarstw”, gdzie Kaukaz jest jednym z wyznaczników dominacji któregoś z nich nie tylko w regionie, ale i na całym obszarze eurazjatyckim. Toteż fakt, iż za kilka dni ulegnie zmianie władza jednego z głównych uczestników tej gry wzbudza na samym Kaukazie ogromne zainteresowanie.

W wywiadzie dla Azeri Today (azerbejdżańskiej telewizji) zapytany o przyszłość Kaukazu po wyborach prezydenckich w USA, amerykański politolog Jeff Weintraub prognozuje, iż „jeśli 8 listopada prezydentem USA zostanie Clinton, polityka USA pójdzie tym samym torem, którym szła do tej pory. Być może istnieje kilka dziedzin, gdzie pojawią się nowe regulacje, mimo wszystko, jeśli nie potrzebne będą kardynalne zmiany (związane z konfliktami w regionie), Clinton będzie kontynuować politykę Obamy”. Co oznacza, że zostanie pewną „dobrą opiekunką”, do której można się będzie uciec w razie pojawienia się zagrożenia ze strony „rosyjskiego niedźwiedzia”.

Jeśli natomiast wygra Trump, kwestia ta będzie bardziej skomplikowana” – stwierdza dalej Weintraub – „w jego przypadku wiele kwestii dotyczących polityki zagranicznej jest niewyjaśnionych. Bardzo możliwe, że zwyczajnie będzie ignorował zamrożone konflikty i problemy Kaukazu”.

Czy oznacza to zatem, że w przypadku wygranej Republikanina, Kaukaz pozostanie zdany sam na siebie, a dla Moskwy otwarte zostaną drzwi do dominacji w regionie? A może po prostu przestanie być „kozłem ofiarnym” rozgrywek pomiędzy Rosją i USA? Albo też przez kolejne lata pozostanie przede wszystkim obiektem zainteresowania turystycznego uśmiechając się równocześnie zarówno do rosyjskiego Wielkiego Brata jak i amerykańskiej Opiekunki? Cały świat ciekaw jest wyboru Amerykanów.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Donald Trump speaking at CPAC 2011 in Washington, D.C., Autor: Gage Skidmore; Źródło: commons.wikimedia.org

Filolog ukraiński i studentka Rosjoznawstwa. Pilot wycieczek w kierunku: Ukraina, Rosja, Kaukaz. Te kraje też odwiedza i bada, jak często tylko może.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY