Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mateusz Wojcieszak

Wielka krymska amnezja

O Krymie naczytałem i nasłuchałem się przed samym wyjazdem. Że na półwyspie ciągle odbywają się wojskowe ćwiczenia, że brak tam infrastruktury drogowej, nie ma jak przedostać się z jednego miasta do drugiego, że są przerwy w dostawach prądu, że plaże są puste, a większość restauracji odnotowuje gigantyczne straty.

Wizje Krymu, które tworzyłem jeszcze przed wylotem szybko skonfrontowałem z rzeczywistością. Pierwsze zaskoczenie – pracownicy Aerofłotu na moskiewskim lotnisku proponują mi loty na trasie Szeremietiewo – Symferopol w taryfie domestic flights. Flaga Federacji Rosyjskiej na lotnisku w Symferopolu nie wzbudza więc już mojego większego zdziwienia.

Na trasach pomiędzy większymi miastami widać pełno kampanijnych plakatów Jedna Rosja. Od czasu do czasu wypatrzeć można plakaty Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej. Często z billboardów spogląda na mnie ciepłym wzrokiem Władimir Putin z całą listą zapewnień o szybkim zakończeniu budowy mostu krymskiego wypisaną obok głowy. A przecież jeszcze trzy miesiące temu budowa została wstrzymana z powodu opóźnień w płatnościach wykonawcom.

Poza niedokończonym mostem jakość reszty dróg sprowadza się do kompletnego braku możliwości czytania w drodze. W trasie pozostaje tylko sen. Śnią mi się cumujące do brzegu amfibie, wojskowi z bronią biegnący w moją stronę i wielkie wyrzutnie rakiet. Czy jestem w stanie zweryfikować ten sen dzisiaj?

Nikt nic nie wie

 
Media donoszą o ćwiczeniach na północy. Tam gdzie nocowałem, wojska nikt nie uświadczy. Przynajmniej nie w tym momencie. Żaden napotkany mieszkaniec czy turysta nie widział, często nawet nie słyszał o operacjach wojskowych. Jak to nie słyszeli? Jak to nie widzieli? Przecież aneksja Krymu nie odbyła się bez udziały żołnierzy. Czy ci wszyscy ludzie wtedy spali? Leżeli na plaży? Może zamknęli uszy i oczy na całą politykę, która się wokół nich działa i dzieje. Pochłonęło ich życie codzienne?

Lokalnych mieszkańców można spotkać w krótkodystansowych marszrutkach i miejskich trolejbusach niosących zazwyczaj torby z zakupami, kosze owoców czy worki z ubraniami. W sklepie nie dostaną polskich serów czy francuskiej polędwicy, znajdą za to odpowiedniki białoruskie i rosyjskie, znacznie gorszej jakości i biorąc pod uwagę stosunek ceny do płac wcale nie takie tanie.

Poznany na dworcu w Kerczu Rosjanin-podróżnik z dalekiej Syberii mówił, że to dobrze, że Rosjanie się cieszą, kupują swoje, bardziej naturalne, bez tej całej zachodniej chemii. Taka wersja patriotyzmu gospodarczego na okupowanym terenie. Według oficjalnych informacji emerytury i świadczenia socjalne wzrosły w porównaniu z czasem rządów ukraińskich, jednak wraz z nimi wzrosły ceny artykułów spożywczych.

My, zagraniczni turyści, też cieszymy się, że wszystko jest bardziej eko. Płacimy za to gotówką, bo karty z banków innych niż rosyjskie nie są akceptowane. Podobnie jak nasze sieci komórkowe. Roaming włączył się tylko na kilka godzin w Sewastopolu. Na półwyspie wariują również popularne aplikacje – Snapchat kompletnie zablokowany, Google Maps źle odczytuje lokalizacje oraz nie ładuje przybliżonych fragmentów półwyspu, Gmail tylko na Krymie miał problemy z ładowaniem załączników i pobraniem wszystkich wiadomości.

Napotkani ludzie mówią, żebyśmy się nie przejmowali, że wymienią nasze dolary po dobrym, konikowym kursie. I masowo dziwią się skąd jesteśmy, że dawno tu Polaków nie widzieli. Że kiedyś było nas tutaj więcej. Przez cały nasz pobyt nie spotkaliśmy ani jednego turysty z kraju nierosyjskojęzycznego. A rozglądaliśmy się uważnie. Na plażach turystów nie brakuje. Tłumy w nowootwartych kawiarniach, w pubach, muzeach. Tłumy mówiące ulica, zamiast wulica.

Gdzie oni są?

 
Mieszkańcy krymskich miast okazują dużo ciepła, chętnie zagadują, wskazują drogę. Często w tych krótkich rozmowach, trwających od przystanku do autobusu wyrażają mimowolne zadowolenia z aneksji, narzekają na władze Ukrainy, na to, że Ukraińcy Krym zaniedbali. Proszą nas, abyśmy koniecznie powtórzyli to u siebie, w Polsce. Więc powtarzam za dzisiejszymi lokalnymi, także za nowymi lokalnymi z Syberii, którzy powykupowali tutaj domy, prowadzą knajpy, hostele.

Jałta, autor: Mateusz Wojcieszak

Jałta, autor: Mateusz Wojcieszak

Za lokalnymi starymi, Ukraińcami i Tatarami powtórzyć nie mogę. Nie spotkałem ani jednego. Gdzie są? Chciałoby się powiedzieć: Pewnie wyjechali na wczasy, odpoczywają, kiedyś wrócą. Prawda jest mniej optymistyczna. Na podstawie zarządzenia Federalnej Służby Migracyjnej O porządku przesiedlenia Tatarów krymskich z bezprawnie zajmowanych terytoriów rosyjskie służby nachodzą tatarskie rodziny w domach pod przykrywką szukania terrorystów.

Osoby, które wyraziły chęć zachowania obywatelstwa ukraińskiego są postawieni przed decyzją – utrata posiadanego majątku i relokowanie na terenie obwodu Niżnonowogrodzkiego lub przyjęcie rosyjskiego obywatelstwa – zgodnie z rosyjskim prawem tylko obywatele Federacji mogą posiadać grunty. Prowadzi to do masowych migracji wewnętrznych w kierunku centralnej i zachodniej Ukrainy. Według Ukraińskiego Ministerstwa Polityki Socjalnej to już ponad 13 tys. uchodźców z terenu półwyspu krymskiego (stan na II połowę 2014 roku).

Problemy z elektrycznością? Po wysadzeniu w listopadzie 2015 roku linii energetycznych na Ukrainie prowadzących na półwysep przez kilka dni mieszkańcy mieli poważny problem z dostępem do usług opartych na elektryczności. Jednak szybko dostawę prądu wznowiono za pomocą dostarczanych z Moskwy agregatów.

W grudniu prąd płynął już przez pierwszą nitkę mostu energetycznego z Rosją, chociaż zachowano harmonogram wyłączeń prądu aż do maja 2016 roku, kiedy Władimir Putin uroczyście otworzył czwartą nitkę mostu. W sierpniu mieszkańcy Krymu ledwo mogli sobie przypomnieć o wcześniejszych problemach z elektrycznością.

Wojny nigdy nie było

 
Pobyt na Krymie wprost nie potwierdził żadnego mitu powtarzanego przez moją rodzinę przed wyjazdem. Nie potwierdził żadnej informacji powtarzanej w Polsce o jakimś referendum, jakiejś akcesji, deportacjach.

To właśnie w tym wyjeździe było najdziwniejsze. Skonfrontowany wcześniej z danymi z raportów ministerstw, urzędów ds. cudzoziemców, organizacji pozarządowych, z relacjami na żywo z działań wojennych z Twittera, nagle ląduje w epicentrum zdarzeń i słyszę tylko piosenkę Natalii z rozregulowanego głośnika śpiącego na plaży turysty.

Tylko od czasu do czasu miałem wrażenie, że przejeżdżające puste wojskowe ciężarówki na trasie Bakczysaraj – Sewastopol, czy spotkana para uzbrojonych żołnierzy w stolicy republiki, mają mi o czymś ważnym przypomnieć, o tym co się tutaj wydarzyło, o czymś co powinno być wykrzyczane, ale nie ma przez kogo.

Te kolorowe neony, otwarte do późna dyskoteki, muzyka na żywo, pełne plaże, zbyt głośno nastawione rosyjskie radio, miałem wrażenie, że wszystko ma uniemożliwić mi zadawanie pytań i rozpamiętywanie. Ma zagłuszyć i zamieść pod dywan. Stworzyć nową prawdę, że na Krymie nie było wojny, że Krym nigdy nie był ukraiński.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Zatoka bałakławska, autorka: Anja Datan-Grajewski

Student prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Związany zawodowo także z Centrum Edukacji Obywatelskiej, gdzie koordynuje projekt dotyczący aktywności uczniów w społecznościach lokalnych. Od lat zaangażowany w projekty społeczne i III sektor – m.in. w inicjatywie HejtStop, Sieci Obywatelskiej WatchDog Polska, Fundacji Schumana. Tworzy i koordynuje również własne projekty – m.in. obywatelski monitoring konfliktu interesów, wtyczka Hejt_alert. Jego zainteresowania dotyczą polskiego rynku młodej sztuki.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY