Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Gieorgij Makarenko

Demontaż pomników radzieckich w Polsce oczami Rosjan

Sposób, w jaki Rosja reaguje na skandal, który wybuchł wokół projektu ustawy o dekomunizacji ledwie zauważalnie, ale trafnie charakteryzuje jej stosunek do wrogów, przyjaciół i samej siebie.

„Działania Sejmu nie można nazwać inaczej jak haniebnym znieważeniem pamięci tych, którzy zginęli. Niewątpliwie wiele osób w Polsce nie akceptuje takiego odrażającego zachowania. Ci, którzy kontynuują „wojnę na pomniki”, muszą rozumieć, że w ten sposób prowokują dalsze zaostrzenie relacji rosyjsko-polskich” – w ten sposób Departament Informacji i Prasy MSZ Rosji zareagował na przyjęcie przez polskich parlamentarzystów nowelizacji ustawy dekomunizacyjnej.

22 czerwca Sejm większością głosów przyjął poszerzony projekt ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Przewiduje on zmianę nazw obiektów lub ich usunięcie z przestrzeni publicznej.

Projekt ustawy nie dotyczy pomników o wartości historycznej bądź naukowej, pomników znajdujących się na prywatnych posesjach, a także tych utworzonych bezpośrednio w miejscu pochówku. Decyzję ostateczną w kwestii określenia ich stanu podejmą grupy wykwalifikowanych historyków. Szacuje się, że zagrożonych jest ponad 400 pomników.

p_20170506eastbook

Projekt ustawy polskiego Sejmu został przegłosowany kilka godzin po konferencji prasowej szefowej rosyjskiego Departamentu Informacji i Prasy Marii Zacharowej. Zaskakiwać mogło, że na kolejnej konferencji, jaka odbyła się 29 czerwca, rzeczniczka MSZ całkowicie pominęła kwestię tego „świętokradztwa”.

Cotygodniowa konferencja prasowa rosyjskiego resortu spraw zagranicznych składa się z dwóch części. W pierwszej omawiany jest harmonogram ministra i pozycja MSZ Rosji wobec kluczowych spraw. Druga część przeznaczona jest na pytania od dziennikarzy. Podczas konferencji 29 czerwca problem demontażu pomników w Polsce został całkowicie pominięty.

W tym samym dniu Senat przyjął nowelizację ustawy. Wynika z tego, że rosyjskie MSZ zareagowało na ustawę jedynie w dniu głosowania w Sejmie. Jest to dowodem na to, że dla Moskwy wydarzenia te nie mają dużego znaczenia. Inaczej było chociażby w przypadku Czarnogóry. Podczas wojny dyplomatycznej związanej z procesem wstąpienia tego niewielkiego bałkańskiego państwa do NATO, rosyjskie MSZ nie omieszkało wystosować kilkunastu uszczypliwych komentarzy.

Kropla w morzu mediów

„Tak, słyszałem o tym. Ludzie piszą w Internecie. Cóż, jeśli będzie symetryczna odpowiedź, zaczną likwidować miejsca pamięci w Rosji. Katynia to nie dotknie, bo tam są miejsca pochówku, ale zwykłe pomniki ucierpią – na Syberii, ale nie tylko tam” – półżartem odpowiedział mi mój ojciec na pytanie, czy wie o decyzji Sejmu. Jako potomek polskich Sybiraków uważnie przygląda się on polityce międzynarodowej i ze zdrowym sceptycyzmem stara się traktować wszystkich jednakowo – lewicę i prawicę, konserwatystów i liberałów.

Nic dziwnego, że 22 czerwca, w dniu przyjęcia ustawy i reakcji MSZ, wszystkie najważniejsze rosyjskie agencje prasowe poświęciły sporo uwagi temu problemowi. Temat jednak ucichł, a nawet jeśli dziennikarze i blogerzy próbowali do niego nawiązywać, to robili to raczej niedbale.

Według analizy wyszukiwań Google Trends, 22 czerwca w Rosji było zarejestrowane rekordowe zainteresowanie Polską, jednak następnego dnia wskaźnik wrócił do normy.

Ten szczyt zainteresowania był natomiast o wiele niższy niż 6 czerwca, gdy minister spraw zagranicznych Sergiej Ławrow podczas wizyty w Kaliningradzie skrytykował politykę migracyjną Polski i Litwy określając ją jako rusofobiczną. Polską najbardziej się interesowali mieszkańcy Kaliningradu. O wiele mniej zaciekawieni byli mieszkańcy innych regionów Rosji. Żadne z tych wydarzeń nie można jednak porównać z falą zainteresowania występem Polaków podczas Euro 2016.

Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak powiedzieć, że próbowano w pewien sposób uwypuklić temat. Chodzi przede wszystkim o hurrapatriotyczne blogi i mało zauważalne komentarze w mediach państwowych.

Kierunek rosyjskim mediom nadaje Departament Informacji i Prasy MSZ, gdzie panuje przekonanie, że „wiele osób w Polsce nie akceptuje takiego odrażającego zachowania”. Do akcji dołączyli rosyjscy i polscy eksperci przekonujący, że za inicjatywę jest odpowiedzialna „rusofobiczna ultrakonserwatywna władza”, a Polacy nie w pełni akceptują te działania.

W innych przypadkach podkreślano, że decyzja Sejmu będzie miała negatywne konsekwencje dla Polski (sankcje, zwiększenie liczebności wojska w obwodzie kaliningradzkim i na Białorusi, wzywanie ambasadora na konsultacje oraz dyskusje z posłami Sejmu) i relatywnie pozytywne dla Rosji (przeniesienie demontowanych pomników do Moskwy). Bądź co bądź o fali zainteresowania w mediach mówić raczej nie wypada.

Na niewielkie zainteresowanie sytuacją wpływ miało to, że projekt ustawy o propagowaniu totalitaryzmu jest tylko kontynuacją kontrowersyjnego tematu. Po raz pierwszy problem ten ujawnił się, kiedy w 2016 roku ówczesny prezes IPN Łukasz Kamiński ogłosił zamiar demontażu 500 radzieckich pomników w Polsce.

Ulica Armii Czerwonej w Krośnie Odrzańskim; Autor: Krzysztof Głogowski; Źródło: pomniki-hanby.pl

Ulica Armii Czerwonej w Krośnie Odrzańskim; Autor: Krzysztof Głogowski; Źródło: pomniki-hanby.pl

Wtedy temat wywołał dyskusję trwającą około miesiąca. Zaliczały się do niej zarówno potępiające komentarze w rosyjskich mediach, jak i próby dojścia do sedna sprawy podejmowane przez liberalne media, na przykład przez rosyjską redakcję Deutsche Welle. W końcu przyszła kolej na tłumaczenia artykułów z mediów zagranicznych na portalu InoSMI (ИноСМИ) i na reportaże kanału telewizyjne NTV (НТВ) o polskich obrońcach radzieckich pomników w Rzeszowie. Temat zniknął pod koniec wiosny.

Zwierciadło duszy

Wszystkie te komentarze świadczą o tym, że społeczeństwo rosyjskie w swojej krytyce nie utożsamia narodu polskiego z konserwatywnym polskim rządem. Demontaż pomników to tylko incydent, część większego obrazu. Jest to zdanie nie tylko dyplomacji, dziennikarzy i blogerów, jak wspomniano wyżej, ale również naukowców.

Historyk Albina Noskowa w rozmowie ze mną zaznaczyła, że program PiS ma w sobie element odwetu wobec porażki politycznej rządu RP na uchodźstwie. Wynika to, jej zdaniem, z tego, że po II wojnie światowej nie on przejął władzę, lecz komuniści. Noskowa jest czołowym pracownikiem Instytutu Słowianoznawstwa Rosyjskiej Akademii Nauk i renomowanym znawcą historii współczesnej Polski.
Noskowa podkreśla, że krytyka Rosjan wobec tego, co się dzieje w Polsce, jest ukierunkowana wyłącznie na ekipę rządzącą, ponieważ „nie wszyscy Polacy akceptują taką politykę”.

Dwa lata temu, kiedy na Zachodzie temat rosyjskiej ingerencji i propagandy dopiero raczkował, wspólnie z innymi dziennikarzami zbadałem radykalne partie europejskie sympatyzujące z Moskwą. W Polsce takim przypadkiem jest partia „Zmiana”. Jej lider Mateusz Piskorski był częstym gościem na Krymie i z dumą demonstrował wstążkę św. Jerzego. W maju 2016 roku, już za czasów nowej władzy, zatrzymano go jako „rosyjskiego szpiega”. Piskorski nadal pozostaje w areszcie.

Pomnik wdzięczności żołnierzom Armii Czerwonej w Legnicy; Źródło: commons.wikimedia.org

Pomnik wdzięczności żołnierzom Armii Czerwonej w Legnicy; Źródło: commons.wikimedia.org

Takie dotkliwe działania na poziomie państwowym wobec „swojego wśród obcych” (czy wobec apologetów „rosyjskiej wiosny”, czy radzieckich pomników) tylko nasilają przekonanie, że „obcy” są naprawdę obcymi. Innymi słowy, jest to symulakra, wymyślona „oblegana twierdza”, która napotyka na brak zrozumienia i odrzucenie, a to kreuje namacalne bariery.

Nie tak dawno ten temat skomentował znany rosyjski politolog Wiaczesław Inoziemcew. Zauważył on, że coraz częściej rosyjscy urzędnicy wysokiego szczebla używają słowo „rusofobia” wobec krajów zachodnich.

Inoziemcew nawiązuje do słów ministra Ławrowa, który 20 czerwca wypowiedział się w sprawie przedłużenia sankcji USA wobec Rosji. „Nie mogę powiedzieć nic innego, niż tylko wyrazić żal z powodu rusofobicznej obsesji naszych (amerykańskich) kolegów, która przekracza wszelkie granice”, – oświadczył Ławrow.

Słowa te padły podczas wspólnej konferencji prasowej z ministrem spraw zagranicznych Francji Jean-Yves’em Le Drianem w Moskwie. Byłem na tej konferencji i rzeczywiście, jak słusznie zauważa Inoziemcew, powiedziane to było zwykłym tonem i bez żadnego dramatyzmu. Po czym Ławrow porównał „bezzasadne zarzuty wobec Rosji” do „plotkowania babci na ławeczce”.

Według Inoziemcewa za pomocą takiej retoryki władze sprowadzają interesy obywateli do racji stanu, a raczej do interesów tych, którzy teraz rządzą państwem. To podejście przeczy wspomnianej wyżej tendencji do oddzielenia zwykłych Polaków, Ukraińców (wybrać potrzebną opcję) od „junty” i „establishmentu”. Czy świadczy to o życzliwości Moskwy wobec obywateli innych państw? I tak, i nie, bo zależy to od sytuacji, interesów politycznych i celów propagandy.
Na zakończenie warto wspomnieć o pewnym ciekawym detalu. W 2016 roku ukazał się słownik o nazwie „Psychiatria. Encyklopedia” pod redakcją rosyjskiego psychiatry Witalia Żmurowa. Artykuł o wandalizmie zilustrowano w nim fotografiami radzieckich pomników, demontowanych w Rosji, krajach Bałtyckich, na Ukrainie i w Polsce.

Facebook Comments

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Dziennikarstwo w czasach dezinformacji. Jak pisać o Polsce w Rosji i Rosji w Polsce?” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VI Otwartego Konkursu.

Zdjęcie główne: Pomnik wdzięczności żołnierzom Armii Czerwonej w Warszawie, 6 maja 2017 roku; Autor: Switłana Owczarowa
Gieorgij Makarenko
Korespondent RBC (Moskwa)
    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY