Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Miękka siła wiedźmińskiego miecza, czyli jak budować wizerunek Polski

Wiedźmin, zarówno książka, jak i gra komputerowa - stał się kulturowym fenomenem w Polsce i na świecie. Na popularności Geralta i jego perypetii można nie tylko zarobić dobre pieniądze, ale także wykorzystać go jako narzędzie do promocji Polski.

Tworząc Wiedźmina Andrzej Sapkowski odwoływał się w większości do literatury europejskiej. Geralt z Rivii trafił zatem pomiędzy Piękną i Bestię i spotykał Królewnę Śnieżkę o morderczych skłonnościach. Dla wprawnych i obytych w literaturze czytelników widoczne są niezliczone nawiązania do mitów, wydarzeń historycznych, państw i pojedynczych osób. Sam Sapkowski w wywiadzie – rzece “Historia i Fantastyka” tłumaczył, że zapożyczał wydarzenia i konteksty z europejskiej historii i kultury, aby łatwiej było mu przedstawić perypetie swoich bohaterów. Innymi słowy, łatwiej było je przerobić niż tworzyć od zera. Dzięki temu świat Sapkowskiego jest realny, miejscami okrutny, a miejscami pełen humoru. Zupełnie jak nasza rzeczywistość!

CD Projekt tworząc swojego własnego Wiedźmina miało przed sobą równie trudne zadanie., Musiało bowiem wykreować nie tylko samego Geralta, Jaskra i inne postacie, ale cały świat przedstawiony w książkach. Poznawani podczas przygody bohaterowie musieli mieć swoje cechy charakteru, ulice musiały jakoś wyglądać, a rozmowy między bohaterami musiały brzmieć naturalnie. Dlatego też CD Projekt również postanowił również zaczerpnąć z europejskiego średniowiecza, dodając jednak znacznie więcej słowiańskości niż sam Sapkowski, zwłaszcza tej w wydaniu polskim.

Balladyna, Dziady i Szewczyk Dratewka

Miłośnicy gier komputerowych doskonale znają pojęcie “easter eggów”, czyli drobnych nawiązań do świata popkultury, innych gier czy historii, które twórcy zaszywają w kodzie, a gracze starają się odnajdywać. Wiedźmin, jak na porządnego RPGa przystało, również w nie obfituje, szczególnie te, związane z polską kulturą. W drodze do kolejnego potwora, gdy Geralt mija truchło mężczyzny obok owcy, pada komentarz “kolejny naśladowca Dratewki”. Wywoła to uśmiech, jednak największy ubaw sprawiają odezwy typu “Spieprzaj dziadu” (słynne słowa Lecha Kaczyńskiego), czy “Velerad musi odejść” (slogan „Balcerowicz musi odejść” wykorzystywany był przez przeciwników reform gospodarczych Leszka Balcerowicza), którymi mogli nas poczęstować zdenerwowani mieszkańcy Wyzimy i okolic.

Tym co wyróżnia Wiedźmina i sprawia, że zasłużył on na stanie się prezentem godnym głów państw, jest nie tylko ilość zer na koncie producenta, ale całe fragmenty, które wręcz toną w polskiej i słowiańskiej kulturze, czerpiąc z nich pełnymi garściami. W pierwszej części gry mamy okazję przechodzić przez całe zadanie oparte na “Balladynie” Juliusza Słowackiego. I nie oznacza to, że któraś z postaci rzuci proste nawiązanie do tego dzieła. Nie, każdy gracz, pod każdą szerokością geograficzną, który przechodził Wiedźmina musiał wraz z Jaskrem recytować poemat wieszcza. Inaczej questu nie uda się ukończyć, doświadczenie się nie nabije, a Geralt spędzi resztę życia na spokojnej, słowiańskiej wsi, wśród pól malowanych zbożem rozmaitem.

O ile pierwsza część przygód Geralta z Rivii nie zapowiadała się jeszcze na międzynarodowy hit, o tyle na trzecią część przygód Wiedźmina czekała z wypiekami na twarzy cała społeczność graczy, a jest ich z roku na rok coraz więcej. Stworzony przez twórców świat rozrósł się znacząco i trzeba przyznać, że stał się bardziej wielokulturowy, do czego nawiązują krytycy teorii, że Geralt jest Słowianinem. Zanim jednak popłyniemy na jak najbardziej nordyckie Skellige czeka nas przeprawa przez bagna Velen, a tam mamy szansę spotkać Guślarza, który chociaż jest nieco nienormalny, poprosi nas o pomoc w odprawieniu rytuału Dziadów. Tych najprawdziwszych, opartych na dziele Mickiewicza, z udziałem chórku okolicznego chłopstwa powtarzającego “ciemno wszędzie, głucho wszędzie”.

Polskie, słowiańskie, wspólne

Ogólnoświatowy sukces Wiedźmina, który umożliwił CD Projekt wejście do światowej czołówki producentów gier, wynika z tego, że jest to po prostu doskonała gra. Dopracowana w każdym calu, pozbawiona w większości głupich błędów, ze świetnie rozpisaną fabułą i zwyczajnie grywalna. Amerykanie nie rzucili się na “Dziki Gon” dlatego, że przeciekła do nich informacja o kolejnych questach opartych o twórczość Mickiewicza.

Jednak Wiedźmin został doceniony za swoją “słowiańskość”. Do fanów gry zaliczają się Czesi, Rosjanie, Słowacy, Bułgarzy i inni, którzy podróżując wraz z Geraltem napotykają na posągi naszych wspólnych pogańskich bóstw, rozszyfrowują nazwy miejsc związane ze słowiańską mitologią, czy łączą samą postać naszego Wiedźmina, speca od machania mieczem, z oryginalnymi wiedźminami, którzy występowali w słowiańskich wierzeniach. O ile dla Polaków wydaje się to nie mieć tak dużego znaczenia, o tyle Rosjanie, wśród których słowianofilskie skłonności zdają się być silniejsze niż nad Wisłą, z radością powitali Wiedźmina jako jedną z gier opartych na słowiańskiej mitologii. To cieszy, bo faktycznie gier, które w jakiś sposób promowałyby nasz region i kulturę nie ma zbyt wiele, o czym piszą sami Rosjanie.

Co ciekawe, o ile przeważnie komentarze w Runecie dotyczące naszego kraju są mu albo obojętne, albo nieprzychylne, o tyle w przypadku Wiedźmina negatywne skojarzenia znikają. Zostaje radość z faktu, że Polacy stworzyli tak wspaniałe zwierciadło słowiańskiej kultury. Pięknie podsumował to jeden z rosyjskich blogerów stwierdzając, że nie był nigdy w Polsce i nie jest w stanie stwierdzić, czy nasza mentalność odeszła daleko od rosyjskiej, jednak Wiedźmin to obok Stalkera i Tetrisa (sic!) najbardziej rosyjska gra obecna na rynku.

Co ma wspólnego Wiedźmin z czołgiem?

Nie trzeba tłumaczyć współczesnemu czytelnikowi, że gry komputerowe daleko wyszły już poza rozrywkę dla dzieci, a stały się dojrzałym i pełnowartościowym dziełem kultury. Natomiast warto zwrócić uwagę na to jak można wykorzystywać ich popularność. Z pomocą przychodzi tutaj sama treść, podobnie jak ma to miejsce w przypadku filmów. Jeżeli gra będzie budowała negatywny wizerunek przykładowo Armii Czerwonej, to twórcy muszą się liczyć z protestami. Tak jak miało to miejsce w przypadku gry Company of Heroes II, w której żołnierze Armii Czerwonej zostali przedstawieni nieprzychylnie, co poskutkowało ostatecznie wycofaniem tej gry ze sprzedaży na terytorium nie tylko Rosji, ale i całego WNP.

Twórcy często starają się puścić oko do społeczności graczy, licząc na to, że ci odwdzięczą się wydaniem pieniędzy, czy zwyczajnie większą lojalnością wobec tytułu. Mistrzami są w tym nasi wschodni sąsiedzi. Białoruskie World of Tanks i pochodne tego tytułu po mistrzowsku grają sentymentami poszczególnych grup, udostępniając przykładowo Rudego 102 jako grywalny czołg. Maszyna w pełni odzwierciedla swój serialowi pierwowzór, a w skład załogi wchodzi również pies Szarik (który szczeka, gdy naciśnie się jego ikonkę). Niewątpliwie zaś największym świętem na serwerach World of Tanks pozostaje 9 maja, czyli Dzień Zwycięstwa, gdy każdy z graczy zza naszej wschodniej granicy ma możliwość wyjechania w pole swoją pancerną bestią i stanięcia do walki w patriotycznym uniesieniu.

O ile działania twórców WOT obliczone są na monetyzację sentymentów, o tyle w przypadku Wiedźmina można już mówić o wykorzystaniu go w promocji Polski. Odwiedzający nasz kraj Barack Obama otrzymał drugą część przygód Geralta od ówczesnego premiera Donalda Tuska. Odniósł się do prezentu jako symbolu nowoczesności polskiej gospodarki. I ten sukces należy wykorzystywać. Netflix widząc, że Wiedźmin to wciąż kura znosząca złote jaja zapowiedział, że stworzy serial o jego przygodach. Na sukcesie CD Projekt wybijają się również mniejsze studia, bo okazało się, że Polacy potrafią robić doskonałe gry, więc łatwiej im będzie przyciągnąć inwestorów.

Wiedźmin ambasadorem?

Chociaż Geralt wielokrotnie podkreślał, że nienawidzi sztywnych balów i uroczystości, a eleganckie ubrania piją go i uciskają, to jednak Polska powinna wysyłać go na salony jak najczęściej. Dzięki Andrzejowi Sapkowskiemu zyskaliśmy bowiem bohatera popkultury, z którym nie może się równać Michał Wołodyjowski czy Czterej Pancerni. Wiedźmin jest rozpoznawany na całym świecie i, uwielbiany na Wschodzie, co należałoby wykorzystać. Na razie powstają projekty oddolne, ale nie powinno to przeszkadzać Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego udać się do Sapkowskiego z pakietem umów na wykorzystanie całego uniwersum nieco szerzej.

Pomysł eksportowania za pomocą gier i dzieł popkultury wyjątkowości naszego kraju podkreślał również Piotr Gnyp ze studia Platige Image, które dało nam całą serię “Legend Allegro”, również ociekających słowiańszczyzną. Polscy twórcy ze studia The Farm 51 stworzyli wirtualny spacer po Czarnobylu i nawiązali przy tym współpracę z władzami ukraińskimi otrzymując patronat mera Kijowa Witalija Kliczki. Przykładów jest coraz więcej i wskazują na rozwój we właściwym kierunku. Wciąż jednak brakuje strategii.

Szansa na to, że w ciągu najbliższych kilku lat Polacy stworzą film, który zawładnie kinami na całym świecie jest niewielka. Szansa na kolejne znakomite gry jest już znacznie większa, a skojarzenie Polski z dobrą wirtualną rozrywką to szansa na zysk pieniężny i wizerunkowy. Na tym zaś, co już powstało należy budować dalej. Skoro Wiedźmin to jeden z niewielu tematów, który Polaków i Rosjan łączy, a nie dzieli, to może warto z nimi o tym częściej rozmawiać? Choćby przy kieliszku Redańskiej żołądkowej mocnej?

Facebook Comments

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zdjęcie: BANDAI NAMCO Entertainment Europe, CC BY 3.0., źródło https://pl.wikipedia.org/wiki/Wied%C5%BAmin_(seria)#/media/File:The_Witcher_3_-_Geralt,_Yennefer_%26_Triss.png
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY