Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Partnerstwo Wschodnie Plus to porażka UE

Parlament Europejski przyjął 15 listopada rezolucję, w której zawarto zapowiedź utworzenia Partnerstwa Wschodniego +. Koncepcja ta sprawia wrażenie, jakby miała tchnąć w inicjatywę nowe życie, jednak może przynieść skutki odwrotne do oczekiwanych.

Zgodnie z treścią rezolucji, Partnerstwo Wschodnie + ma być skierowane do tych państw, które osiągnęły znaczące rezultaty we wdrażaniu reform oczekiwanych przez Brukselę. Wymienia się szereg korzyści dla państw włączonych w tę inicjatywę. Do najważniejszych należy utworzenie perspektywy stania się częścią unii celnej, cyfrowej i energetycznej oraz strefy Schengen. W rezolucji podkreślono po raz kolejny, że zakres i stopień współpracy z UE zależy od ambicji obu stron oraz tempa i jakości reform. Innymi słowy – mamy państwa, które dobrze sobie radzą w programie Partnerstwa Wschodniego, przede wszystkim dlatego, że są skonfliktowane z Rosją i nie mogą zwrócić się do niej, oraz państwa, które z różnych przyczyn nie angażują się w ten proces. Partnerstwo Plus ma zatem wyjąć z wspólnej klasy prymusów i przenieść ich oczko wyżej, pozostawiając oryginalne Partnerstwo Wschodnie jako inicjatywę współpracy z państwami niezainteresowanymi współpracą z UE.

Cała Europa z radością przyjęła rezolucję Europarlamentu, prawdopodobnie dlatego, że jest ona klasycznym produktem europejskiej machiny biurokratycznej. Jest to rezolucja, w której Parlament wzywa przedstawicieli Państw Członkowskich do podjęcia działania mającego na celu rozpoczęcie prac nad inicjatywą ukierunkowaną na zdynamizowanie…. I tak dalej, w praktyce rezolucja niczego nie wnosi i nie tworzy, więc do Partnerstwa Wschodniego + jeszcze daleka droga. Zapewne dlatego udało się ją przyjąć.

Partnerstwo Wschodnie Minus

Koncepcja PW+ sprawia wrażenie próby przykrycia faktu, że cały program Partnerstwa Wschodniego nie zrealizował swoich celów, bo nie mógł tego zrobić. Problem Partnerstwa Wschodniego jest taki, że jego celów de facto nie da się osiągnąć nie dając ostatecznie perspektywy członkostwa w UE. Jeśli wziąć pod uwagę najprostszy opis tego czym Partnerstwo jest, a więc polityką zagraniczną UE ukierunkowaną na zbliżanie państw partnerskich do Unii Europejskiej, to kiedyś trzeba się do siebie zbliżyć! Tego zaś Unia Europejska zrobić nie może albo nie chce.

Ambasador UE w Kijowie Hugh Mingarelli powiedział, że w najbliższej przyszłości nie należy liczyć na członkostwo jakiegokolwiek państwa partnerskiego w Unii Europejskiej. Dlatego Bruksela ma przygotować w miejsce członkostwa protezę – doprowadzić do wprowadzenia Ukrainy, Gruzji i Mołdawii do unii celnej, ujednolicić stawki za połączenia, a nawet doprowadzić do wejścia tych krajów do Schengen, umacniając równocześnie ich status jako peryferii Europy.

Należy tutaj podkreślić strategiczny zmysł naszych rosyjskich partnerów, którzy zadbali o to, aby w każdym z państw wybijających się w inicjatywie Partnerstwa Wschodniego zainstalować wewnętrzny konflikt. Naddniestrze, Osetia Południowa, Abchazja, Ługańska i Doniecka Republiki Ludowe, o Krymie nie wspominając są nie tylko szansą dla Rosji na kontrolowanie Ukrainy, Gruzji i Mołdawii, ale również gwarantem, że wszystkie te państwa będą miały utrudnioną drogę do członkostwa w UE. Partnerstwo Wschodnie Plus ma zatem osłodzić naszym sąsiadom gorzką prawdę, że w Unii Europejskiej nie ma dla nich miejsca. Po Partnerstwie Wschodnim Plus będziemy mogli za 5 lat przygotować Partnerstwo Wschodnie Extra, a za dekadę Partnerstwo Wschodnie Elite, ale to i tak nie zmienia faktu, że wciąż będziemy mówili o Europejskiej Polityce Sąsiedztwa i o partnerach, ale nie członkach rodziny.

Stracona szansa

Brak perspektyw na członkostwo wynika również z faktu, że wszystkie te trzy kraje przegapiły okienko czasowe, które pozwalało wyrwać się z przestrzeni poradzieckiej. Okres traumatycznej słabości Rosji w latach 90 połączony z sukcesami gospodarczymi i politycznymi Wspólnot Europejskich. Polska weszła do NATO i do Unii Europejskiej po wielu latach ciężkiej pracy nad spełnieniem kryteriów kopenhaskich, jednak miała od początku perspektywę, że będzie to możliwe. W latach 90., gdy zapadały pierwsze decyzje na temat przesunięcia się świata Zachodu na wschód, Rosja miała problemy z ustabilizowaniem własnego terytorium, nikt więc jej protestów nie słuchał.

Obecnie sytuacja jest zgoła odmienna. W okresie, gdy Unią targają kryzysy, każde większe zachodnie państwo posiada już w swoich parlamentach przedstawicieli partii eurosceptycznych i trudno wyobrazić sobie akcesję Ukrainy jako 29 członka Unii Europejskiej. Wynika to choćby z prostego faktu, że Ukraina musiałaby się wtedy stać beneficjentem funduszy unijnych, a francuscy i polscy rolnicy podzielić się ogromną częścią swojego dofinansowania. Ukraina to w końcu państwo z silnie rozwiniętym rolnictwem i kraj liczący według różnych szacunków 42 miliony mieszkańców. Przełożyłoby się to natychmiast na wzrost znaczenia Ukrainy, która miałaby szansę stać się jednym z unijnych rozgrywających, będąc równocześnie jednym z najbiedniejszych państw. Politycznie zatem, a także gospodarczo, nie ma obecnie takiej możliwości i jeszcze długo nie będzie.

Obecny prymus integracji, czyli Ukraina grzebie tym samym szanse na członkostwo dla Gruzji i Mołdawii. Trudno byłoby ostatecznie wytłumaczyć Kijowowi, że niestety ale Ukraina jest zbyt duża, aby wejść do Unii Europejskiej. Dlatego powstawać będą kolejne inicjatywy wspierania integracji, co ma doprowadzić ostatecznie do arcypolskiego celu, jakim jest utworzenie kordonu sanitarnego oddzielającego Rosję od Unii Europejskiej. Tym bowiem mają się stać zintegrowane, ale nie zjednoczone z Unią kraje PW+.

Konkretna pomoc, czy spokój sumień?

Polska zawsze się cieszy, gdy ktoś w Europie mówi o Partnerstwie Wschodnim, bo z dumą podkreślamy, że to przecież nasza (i Szwecji) inicjatywa. Tymczasem Partnerstwo Wschodnie ma się stać za chwilę Partnerstwem Wschodnim dwóch prędkości. Unia działa wciąż według tych samych mechanizmów – jeśli nie chcecie się integrować, to my odskakujemy do przodu. Kiedy mówimy o stworzeniu Unii Europejskiej opartej o podobny schemat myślowy to Warszawa protestuje, tymczasem cieszy nas wyrugowanie Białorusi, Armenii i Azerbejdżanu z inicjatywy PW+. Partnerstwo Wschodnie bez państw odnoszących w nim jakiś sukces stanie się pustą inicjatywą i za rok nawet najwięksi optymiści powiedzą uczciwie, że ten program nie ma sensu. Partnerstwo Wschodnie + czeka z kolei ten sam los co poprzednika. Ktoś w końcu w Kijowie, Tbilisi czy Kiszyniowie się zmęczy staniem w przedsionku, a wtedy Rosja, o ile będzie miała za co, rozwinie przed nim czerwony dywan.

Unia Europejska musi się określić, czy chce robić z Partnerstwa Wschodniego inicjatywę geopolityczną, czy jednak fanklub państw o europejskich aspiracjach. Jeżeli zdecyduje się na to pierwsze rozwiązanie, to faktycznie rzuci Rosji rękawicę, którą Moskwa podjęła na samym początku funkcjonowania programu. Skoro tak, to UE powinna zagwarantować, aby oferta Partnerstwa była atrakcyjna. Należy skupić się na zagwarantowaniu państwom wschodnim benefitów – nie tylko znoszenia wiz, czy wprowadzania wymian studenckich, ale również dostępu do konkretów, czyli funduszy infrastrukturalnych, wsparcia finansowego dla MŚP, a wreszcie też wsparcia dla krytycznych sektorów takich jak rolnictwo czy energetyka. Wraz z pieniędzmi należałoby wysłać nasze „dywizje soft power”, które przed Ukraińcami, Ormianami czy Białorusinami roztoczą wizję konkurującą z rosyjską ofertą. W ten sposób możemy nie tylko skłonić Białoruś i inne państwa do spojrzenia na integrację z UE z perspektywy korzyści, ale również zagwarantujemy państwom PW takim jak Ukraina to, na czym im naprawdę zależy, a więc podniesienie poziomu życia obywateli. Może się wtedy okazać, że samo wejście do Unii Europejskiej nie będzie już wtedy potrzebne, bo cel jakim jest życie w „europejskim” państwie zostanie zrealizowany.

Wejście na taką ścieżkę oznacza jednak podgrzanie konfliktu z Rosją, a to z kolei wymaga sprawdzenia, czy będziemy w stanie konkurować o swoją strefę wpływów. Biorąc pod uwagę fakt, że Unii Europejskiej nie udało się do dzisiaj wymusić reintegracji Cypru, czy oddania przez Rosję Krymu świadczy o tym, że w starciu z siłą wojskową Bruksela zawsze rozłoży ręce. Przebudowa Partnerstwa Wschodniego z programu budowy kordonu sanitarnego wymagałaby również woli politycznej i ustawienia polityki wschodniej UE jako priorytetowej. Na to zapewne nie ma co liczyć w sytuacji, gdy Włochy i Francja wolą skupiać się na rozwijaniu współpracy z Afryką. Szczególnie, że w Afryce nie ma obecnie, jeszcze, odpowiednika Rosji, który mógłby stawić tamę europejskim oddziaływaniom w tym regionie. Niestety wszystko wskazuje na to, że nawet jeżeli na szczycie Partnerstwa Wschodniego zapadnie decyzja o utworzeniu PW+, to wciąż celem pozostanie zbliżanie się, ale pod żadnym pozorem zbliżenie.

Facebook Comments

***

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 - komponent II Wymiar wschodni polskiej polityki zagranicznej 2017. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Zdjęcie główne: © European Union 2017 - European Parliament
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY