Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Mrozek

Wymyślmy granicę na nowo!

Osiem godzin. Czy to dużo? Tyle, ile trwa dzień pracy. Można w tym czasie przejechać pociągiem z Gdańska do Krakowa, albo dolecieć z Londynu do Nowego Jorku. Można też obejrzeć wszystkie stare, najlepsze, części „Gwiezdnych Wojen”. Można również w tym czasie przesunąć się 700 m w kolejce do odprawy na granicy polsko-ukraińskiej na przejściu Hrebenne-Rawa Ruska.

Co poszło nie tak?

Co poszło nie tak, że w środku Europy, pomiędzy dwoma niemal czterdziestomilionowymi krajami stoi niewidzialna ściana, przez którą trzeba się przeciskać przez kilka niezbyt sympatycznych dziur.

Co poszło nie tak, że 380 km między Lwowem a Warszawą pokonuje się PKS-em w 16 godzin, z czego połowę stoi się w korku na granicy. W autobusie z niedziałającą toaletą, korzystając (w razie skrajnej konieczności) z czegoś, co eufemistycznie nazywa się „toaletą turecką” a w istocie jest ubrudzoną fekaliami betonową dziurą, przy której za 3 hrywny można poćwiczyć powstrzymywanie odruchu wymiotnego.

Wreszcie, co poszło nie tak, że 9 lat od mojej poprzedniej podróży przez to samo przejście i – kolejno – 6, 5 i 3 lata od wydania przez Fundację Batorego konkretnych rekomendacji, jak usprawnić ruch osobowy na granicy polsko-ukraińskiej, z perspektywy podróżnego nie zmieniło się nic.

W latach 2012-2016 odbyłem dziesiątki spotkań z polskimi i ukraińskimi strażnikami granicznymi i urzędnikami, podróżnymi i ekspertami. Wydawało mi się, że dobrze rozumiem problem granicy: są przepisy, są procedury, są międzyresortowe komisje i przetargi. Wreszcie, „my chcemy”, ale „Unia nie pozwala” a jeśli nawet pozwoli „to wiecie, Ukraińcy nie chcą, bo łapówki, bo tak jak jest, jest wygodnie”.

Osiem godzin na granicy w obłoku spalin niezliczonych autokarów i komentarze towarzyszy podróży („tak już tu jest, na tej granicy”) pozwoliły mi znaleźć odpowiedź na pytanie „Co poszło nie tak?”.Wszystko. Problemem bowiem jest nasze spojrzenie na granicę.

Po co nam granica?

Granice państw od setek lat umożliwiają zabezpieczenie terytorialnej spójności państwa, kontrolowanie potoków migracyjnych, zapewnienie bezpieczeństwa i stymulowanie relacji gospodarczych państwa ze światem zewnętrznym. To nie budzi wątpliwości.

Wydaje się jednak, że w natłoku przepisów i regulacji zapomniano, że te miliony podróżnych, których widzimy w statystykach to konkretne osoby, tracące niezliczone godziny w korkach na granicy. Celem państwa powinno być zapewnienie im komfortu podróżowania, z zachowaniem wszystkich wymogów bezpieczeństwa i walki z przemytem.

Wymyślmy granicę na nowo!

Czy proponuję utopię? Czy uważam, że można i powinno się wywrócić do góry nogami porządek prawny regulujący funkcjonowanie wschodniej granicy RP? Otworzyć granicę?

Nie. Proponuję, by zacząć nową dyskusję o granicy. Zamiast uznawać za punkt wyjścia przepisy kodeksu granicznego Schengen i ustawy o ochronie granicy państwowej, jako wstęp do nowej narracji uznać oczekiwania tych, którym na sprawnej granicy zależy: podróżnych, przewoźników, mieszkańców pogranicza, społeczeństw i władz Polski i krajów ościennych.
Pod auspicjami ministerstwa spraw wewnętrznych powinna odbyć się otwarta dyskusja z udziałem wszystkich zainteresowanych aktorów o tym, jakiej granicy potrzebujemy.

Wnioski z niej należy potem przekuć w konkretne rekomendacje i wówczas zestawić je z porządkiem prawnym. Wtedy okaże się, jak wiele można zrobić bez miliardowych inwestycji i nowelizacji polskich (ukraińskich, białoruskich, rosyjskich) i europejskich przepisów, wprowadzając wyłącznie procedury, które przyspieszą odprawę.
Okaże się też, czego zrealizować się nie da, co zaś wymaga dostosowania przepisów.

Zamiast zarządzać nieustającym kryzysem, wymyślmy granicę na nowo. Nie tylko podróżni, ale i stosunki polsko-ukraińskie dramatycznie potrzebują dziś sukcesów. Niech granica będzie jednym z nich.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Granica; Autor: Tomasz Przywecki; Źródło: flickr.com

Politolog. Specjalizuje się w systemach politycznych i polityce wschodniej. Od 2012 pracownik programu Otwarta Europa Fundacji Batorego. Współpracował z think-tankiem VISIO Partii Zielonych Finlandii. Studiował w Warszawie, Tampere i Vaasa. W 2016 roku ukazał się pod jego redakcją raport „Environment in the shadow of politics. 100 years of environmental movements in Russia”. Publikował m.in. w „Nowej Europie Wschodniej” i „e-Politikonie”.

Tematy: Polska, Ukraina,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY