Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Michał Radecki

Trzy oblicza Grodna – relacja z podróży

Białoruś, jeszcze do niedawna jedna z ostatnich turystycznych „czarnych dziur” na mapie Europy, coraz szerzej otwiera swe podwoje. Początkowe wyłomy w postaci bezwizowego zwiedzania Puszczy Białowieskiej czy Kanału Augustowskiego przerodziły się w 10 dniowe pobyty na Grodzieńszczyźnie i części obwodu brzeskiego. A to dopiero początek liberalizacji! Co do zaoferowania ma nasz najbliższy sąsiad w mieście, które mocno zaznaczyło się w historii Polski – Grodnie?

Lubisz czytać Eastbooka i podoba Ci się, że nie zalewamy Cię masą reklam? Pomóż nam się rozwijać!

Wypełnij PIT 2016 i przekaż 1% podatku

Fundacja Wspólna Europa
KRS: 0000373492

Dziękujemy!

Należy przyznać, iż pomysł, by trochę uchylić drzwi dla zachodnich turystów (a przede wszystkim – pieniędzy) był strzałem w dziesiątkę dla białoruskich władz. Tylko w 2017 roku z trybu bezwizowego skorzystało aż 80 tys. osób, co dla kraju zmagającego się z nienajlepszą sytuacją gospodarczą przekłada się na realne zyski. Zapewne swoją rolę odegrała też coraz bardziej nieprzewidywalna sytuacja na Wschodzie i związana z tym chęć rozwoju zachodniego „wektora” polityki zagranicznej. Przedtem konieczność posiadania wizy, która wiązała się z wysokim kosztem (od 25 EUR dla jednorazowej) jak i uciążliwymi biurokratycznymi procedurami, skutecznie odstraszała nienawykłych do zabierania paszportu mieszkańców strefy Schengen.

Formalności

Cała procedura i związana z tym biurokracja jest niezwykle, jak na stereotypowe wyobrażenie, prosta. Potrzebujemy jedynie:

  1. Dokument od białoruskiego biura podróży, który jednocześnie jest zezwoleniem na bezwizowy pobyt. Na oficjalnej stronie można znaleźć całą listę tour-operatorów, ewentualnie można skorzystać z bezviz.pl. Cała procedura ogranicza się do wysłania wniosku online z podanymi danymi paszportowymi i datami podróży, a po chwili otrzymujemy na maila dokument, który należy wydrukować, podpisać i okazać na granicy. Cała przyjemność kosztuje raptem około 50 PLN, zaś informacje na stronach są dostępne w języku polskim. W pakiecie otrzymujemy też 2 wybrane usługi turystyczne, za które na miejscu już nie musimy płacić (np. wejście do muzeum) – oczywiście, nie trzeba z nich korzystać, zwiedzać można, jak się chce.
  2. Ubezpieczenie medyczne ważne na terenie Białorusi o sumie nie mniejszej niż 10 tys. EUR. O ile istnieją dedykowane polisy na Białoruś (np. podane na stronie ambasady) i można wykupić je też za pośrednictwem „Bezviz.pl”, tak najlepiej sprawdzić w regulaminie ubezpieczyciela, czy nasza polisa jest ważna na terenie tego państwa (jeżeli już posiadamy jakieś ubezpieczenie na wyjazdy zagraniczne). W moim przypadku bez zarzutu zadziałała ochrona zapewniana przez pracodawcę. Na granicy pokazujemy potwierdzenie owego ubezpieczenia z podanym numerem polisy i sumą ubezpieczeniową, a także danymi kontaktowymi ubezpieczyciela. Nie musi być ono po rosyjsku i wyrażone w EUR – moje było po angielsku i w PLN. W przypadku jakichkolwiek problemów zawsze też można wykupić je na granicy u białoruskiego ubezpieczyciela – we wszystkich wspomnianych wyżej konfiguracjach koszt będzie wynosił maksymalnie kilkanaście PLN..
  3. Ważny paszport – oczywistość, trzeba tylko pamiętać, by był on ważny jeszcze co najmniej 3 miesiące od daty powrotu z Białorusi.
  4. Pieniądze na każdy dzień pobytu – jest to obecnie 45 BYN za dzień, czyli około 90 PLN. Najlepiej mieć je w gotówce, na wypadek, gdyby pogranicznik poprosił o ich okazanie. Mnie nikt nie pytał.

I tyle! Wszystko można załatwić przez internet w ciągu kilkunastu minut, najpóźniej do dwóch dni przed planowanym przybyciem. Dojazdy też nie są problematyczne – od 1 stycznia można już wjeżdżać do Grodna wszystkimi rodzajami transportu – autem, busem (bezpośrednio z Warszawy, lub Białegostoku), pociągiem, lub rowerem. Latem czynne są też przejścia na Kanale Augustowskim, gdzie możemy przeprawić się kajakiem. Sama kontrola na granicy przebiega relatywnie sprawnie, trzeba tylko pamiętać, iż bagaż przy wjeździe do Białorusi czy Polski podlega inspekcji – obowiązują limity na alkohol, papierosy, jak i restrykcje na wwóz/wywóz wybranych grup towarów. WAŻNE – w punkcie kontrolnym otrzymamy także białoruską kartkę migracyjną, którą należy wypełnić i trzymać w paszporcie do momentu powrotu, kiedy to zostanie zabrana. Zgubienie może skutkować grzywną! Nie trzeba też, jak w przypadku wyrabiania wizy, podawać miejsca swego zakwaterowania – to już wyłącznie nasza sprawa.

Pierwsze wrażenia

Po przyjeździe do Grodna warto na samym początku podkreślić jedną rzecz. Białoruś to nie bantustan! Jeżeli ktoś liczy na atrakcyjne obrazki komunistycznego skansenu w którym ludzie żyją na poziomie państwa afrykańskiego to może się srogo zawieść. Niestety, z racji małej wiedzy o naszym sąsiedzie za miedzą, takie wyobrażenia jeszcze się zdarzają. Fakty są natomiast takie, że Grodno nie odbiega pod względem poziomu cywilizacyjnego od innych miast Europy, ma swój niepowtarzalny urok i ciekawe zabytki (podobno Łukaszenka nazwał je, na wyrost, „Paryżem Wschodu”), zaś w kilku aspektach ma przewagę nad polskimi miastami.

Z racji unikalnych doświadczeń historycznych, jak i położenia geograficznego, Grodno to nie tylko jedno z najładniejszych i najbardziej reprezentatywnych miast Białorusi, ale też swoisty tygiel narodowościowy, gdzie w jednym miejscu stykają się różne tożsamości i narracje. Grodno można zwiedzać śladami polskimi, sowieckimi, jak i białoruskimi – zdecydowanie warto poznać każde z nich by mieć pełen obraz miasta i jego historii.

Panorama Grodna znad skarpy, Teatr Dramatyczny, Plac Sowiecki i miejsce do selfie

Grodno polskie

Zdecydowanie najbliższe dla polskiego turysty będzie polskie dziedzictwo grodu nad Niemnem.  Oprócz bycia w składzie II RP, wcześniej przez wiele wieków Grodno było związane z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, w pewnym momencie stając się jednym z najważniejszych miast państwa. To z tym miastem związani są Stefan Batory, Eliza Orzeszkowa, to w nim także mieszkali Zofia Nałkowska, Ludwik Zamenhoff czy Czesław Niemen. W odróżnieniu od Lwowa, gdzie polskość zachowała się już głównie w historii i architekturze (a samych lwowskich Polaków jest jak na lekarstwo), miejscowi Polacy do dzisiaj stanowią aż czwartą część populacji ośrodka, która jednocześnie stanowi  centrum ich życia kulturalnego.

Kościół Znalezienia Krzyża Świętego, Bazylika Katedralna i ich wnętrza wraz z tablicą poświęconą Stefanowi Batoremu

Nierozerwalnie z miejscową polskością jest związana wiara katolicka – w dużym uproszczeniu białoruski Polak = katolik (oczywiście są wyjątki!). Jest to widoczne pod postacią niezwykle pięknych katolickich świątyń – wizytówek Grodna. Turystycznym „obowiązkiem” jest Bazylika Katedralna św. Franciszka Ksawerego, Kościół Znalezienia Krzyża Świętego, jak i Kościół Matki Boskiej Anielskiej wraz z przylegającym klasztorem franciszkanów. Oprócz pięknych i bogato zdobionych wnętrz znajdziemy tam m.in. tablicę pamiątkową poświęconą Batoremu i napisy w języku polskim, zaś liturgia jest prowadzona w językach polskim i białoruskim.

Swoją drogą, ciekawym doświadczeniem jest samo uczestnictwo w polskiej mszy na Białorusi – nie chodzi tu o pewne drobne różnice w strukturze liturgii, ale fakt, jak ważnym jest kwestia językowa. Rosyjskojęzyczni na co dzień katoliccy parafianie bowiem modlą się i śpiewają wyłącznie po polsku, nawet jeżeli poza sferą sakralną w ogóle go nie znają! Z tego powodu ogłoszenia parafialne są często już po rosyjsku, by przekaz był zrozumiały dla wszystkich. Dla przybysza z monoetnicznego i jednolitego pod względem języka kraju jakim jest Polska zrozumienie tego fenomenu może być trudne. Uświadamia jednak, że wiara katolicka stanowiła i wciąż stanowi istotny komponent przechowania polskości na tych terenach. Ciężko też nie uciec od wrażenia, że Kościół tu jest bardziej autentyczny i zbliżony do swej oryginalnej misji ewangelizacyjnej – choć na Białorusi jest spora swoboda religijna, tak katolicyzm, w odróżnieniu od prawosławia nie jest wspierany przez państwo, więc wszystko opiera się na datkach i pomocy wiernych.

Stary i Nowy Zamek

Odchodząc od tematyki sakralnej, kolejnymi ważnymi z punktu widzenia polskiego turysty będą Stary i Nowy Zamek, które stoją naprzeciwko siebie nad brzegiem Niemna. Oba miejsca były świadkami doniosłych wydarzeń z historii Polski – to na Starym Zamku rezydował i zmarł Stefan Batory, zaś w Nowym doszło do Sejmu Niemego (II rozbioru Polski), jak i abdykacji ostatniego króla Rzeczpospolitej, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Obecnie mieszczą się tam muzea, zaś stan techniczny starszej budowli woła o niezwłoczny kapitalny remont (został on już rozpoczęty, by nadać budowli wygląd z czasów panowania polskiego króla). Wizytacja wystawy głównej przeniesie nas natomiast w nostalgiczne lata 90 – skrzypiące podłogi, zapach staroci i cisza towarzyszą nam w śledzeniu dziejów Grodzieńszczyzny od czasów prehistorycznych, po średniowiecze, rozkwit w Rzeczypospolitej, zabory i okres odrodzonej Polski. Potem eskpozycja dość brutalnie kończy kresowy sentyment i uracza nas opowieścią o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, a także udziale Grodnian w sowieckiej interwencji w Afganistanie. Eklektyzm wystawy kończy pokaz fauny i flory obwodu, a także płodów rolnych lokalnej ziemi – z ziemniakiem na czele. Całość sprawia wrażenie nie do końca spójnej koncepcji i upchnięcia części eksponatów „na siłę” – mimo to, warto tam się udać. Z kolei Nowy Zamek w niewielkim stopniu zachował historyczne detale, a „dzięki” goszczeniu swego czasu siedziby obwodowej partii komunistycznej dorobił się na fasadzie sierpa i młota, który do dzisiaj dumnie pozuje do zdjęć.

W muzeum historii zobaczymy m.in. Pogoń – symbol Białorusi, a także polskie pamiątki, czy… wypchane żubry

Z Grodnem związana jest jeszcze jedna postać – Eliza Orzeszkowa, wizytówka miasta. Pisarka, oprócz pomnika i ulicy swego imienia, pozostawiła po sobie też dom, który mieści obecnie bibliotekę i niewielką izbę pamięci. W dwóch zachowanych pokojach odtworzono historyczny wygląd i umieszczono przedmioty związane z autorką „Nad Niemnem”, zaś przewodnik opowie bliżej o jej perypetiach i twórczości.  Odwiedzając zaś Cmentarz Farny, najstarszą katolicką nekropolię Grodna, nie tylko odnajdziemy grób Orzeszkowej, ale też mogiły polskich żołnierzy poległych w wojnie 1920 roku, jak i grodzieńskich obrońców podczas kampanii wrześniowej.

Dom Elizy Orzeszkowej, a także jej pomnik, który stoi jeszcze od czasów przedwojennych

Oczywiście, sama lista nie jest kompletna i wprawne oko dostrzeże więcej szczegółów (np. dom, w którym mieszkał Zamenhof czy budowle Antoniego Tyzenhauza, starosty grodzieńskiego), zaś dawna zabudowa przetrwała historyczną zawieruchę. Grodnianie nie mają problemu z polskim dziedzictwem i odnoszą się do polskich turystów przyjaźnie, zaś duża liczba „naszych” w mieście oraz regionie sprawia, że obszar ten ma ogromny i wciąż niewykorzystany potencjał.

Grodno sowieckie

Trzeba jednak pamiętać, że jest też druga strona medalu, zazwyczaj nie eksponowana w polskich relacjach. Sowiecka spuścizna w Grodnie jest wyjątkowo silnie zaznaczona. Zresztą, owe dziedzictwo pokazuje niezwykle eklektyczną politykę władz białoruskich – na tej samej przestrzeni równorzędnie funkcjonują akcenty komunistyczne i historyczne. Zabytkowy deptak nazwany Sowiecką, od której odchodzi plac Lenina, ul. Dominikańska i Elizy Orzeszkowej? Żaden problem – tu jeszcze dekomunizacja nie dotarła i raczej przez dłuższy czas nie dojdzie. Uświadczymy takich patronów, jak Dzierżyńskiego, Kirowa, czy Komsomolców, choć dzięki zawieszonym tabliczkom dowiemy się, jakie nazwy obowiązywały przed komunizacją miasta.

Owa różnorodność nie ogranicza się tylko do toponimii. Oprócz nieśmiertelnego pomniku Lenina, możemy spotkać wiele tablic pamiątkowych – czy to upamiętniających międzywojenne demonstracje za zjednoczeniem z BSRR, siedzibę Komitetu Rewolucyjnego lub np. sowieckiego politruka poległego podczas ataku na Grodno. W samym centrum miasta z kolei, zaraz przy katolickiej świątyni, stoi na cokole radziecki T-34, z lufą groźnie wymierzoną na zachód. W opisanym wcześniej muzeum historii Grodna, napotkamy np. zdanie o „międzywojennej okupacji Grodzieńszczyzny”, „wzroście terroru w zachodniej Białorusi” i dowiemy się więcej o historii miejscowego ruchu komunistycznego. Taka narracja może być dla nas trudna do przełknięcia.

W muzeum historii obejrzymy także eksponaty z epoki sowieckiej, dowiemy się, kim był Sergiusz Prytycki i znajdziemy zaskakująco neutralny opis AK, która „stawiała za cel odnowienie porządku i granic dawnej Polski”

Wkład Armii Czerwonej w wyzwolenie/okupację (dla Białorusinów 17 września to święto zjednoczenia, więc ich optyka jest odmienna od naszej) miasta jest też podkreślony przez powszechny na wschodzie monument – „wieczny ogień” poświęcony poległym czerwonoarmistom i „Kurhan Sławy”, gdzie obok kopca z białoruską flagą uświadczymy też wystawę sowieckiej techniki wojskowej.

Zajęcie Grodna upamiętniają pomnik poległych i kopiec, swój monument mają też milicjanci – utrwalacze władzy ludowej

Choć w odróżnieniu od ogarniętej dekomunizacyjnym szałem Polski, oficjalna Białoruś nie uważa epoki radzieckiej za coś złego.  Sowieckie „artefakty” wywołują konsternację i sensację co najwyżej u zachodnich turystów. Sami Białorusini nie zwracają na to najmniejszej uwagi i traktują te kwestie obojętnie, skupiając się na teraźniejszości.

Grodno białoruskie i współczesne

Finalnie, Grodno to też miasto spoza kontrastu „polskie-sowieckie”, przede wszystkim białoruskie. Także w tym przypadku przyciąga ono w pierwszym rzędzie architekturą sakralną. Oprócz pięknych katolickich świątyń mamy okazję zwiedzić wnętrza budowli jeszcze trzech innych religii – prawosławnego Soboru Opieki Matki Bożej, luterańskiej Kirchy (Kościół św. Jana – uwagę zwraca ascetyczny wystrój i organy), czy Wielkiej Synagogi, obecnie w trakcie remontu i mieszczącej niewielkie muzeum społeczności żydowskiej. Z kolei w parku przylegającym do głównego placu miasta, pl. Sowieckiego znajdziemy upamiętnienie Fary Witoldowej, świątyni prawosławno-katolickiej, która przetrwawszy zawieruchę XX wieku, musiała ulec poleceniu Chruszczowa i została wysadzona w powietrze. Gdyby przetrwała, z pewnością byłaby najpiękniejszym kościołem Grodna.

Jedno miasto – cztery wyznania: katolickie, prawosławne, protestanckie i judaistyczne

Najciekawszym jednak obiektem sakralnym jest położona trochę na uboczu mała Cerkiew Świętych Borysa i Gleba, zwana inaczej Kołożą. To unikalny zabytek staroruski (białoruski kandydat do UNESCO), którego kamienne ściany w części osunęły się ze skarpy i zostały odbudowane, ale już z drewna, co daje niezwykły efekt wizualny. Bardzo klimatycznie wygląda też surowe i spowite w półmroku wnętrze. Sama cerkiew przeszła właśnie renowację, zaś kawałek dalej możemy ujrzeć monumentalny pomnik 850-lecia Grodna z jego herbem – jeleniem św. Huberta.

Kołoża, jej wnętrze i pomnik 850 lecia-Grodna

Przechadzając się w okolicach centralnego deptaka, warto też odejść w bok i zobaczyć bramę do getta (w czasie wojny przebywało tam 29 tys. Żydów), a także położony niedaleko Zamku budynek-muzeum straży pożarnej, wraz z zabytkową wieżą, na której w każde południe usłyszymy strażaka grającego na trąbce i ciekawym malowidłem na froncie. Intrygującą formą w kształcie korony wyróżnia się natomiast budynek miejscowego Teatru Dramatycznego.

Upamiętnienie miejscowego getta, niedaleko którego znajduje się budynek straży wraz z wieżą i muralem poświęconemu strażakom

Sam deptak natomiast – o wspomnianej wcześniej bardzo historycznej nazwie Sowiecki, to namiastka Starego Miasta, bardzo urokliwa. Znajdziemy tam wiele fajnych knajpek i kawiarni, unikalne Muzeum Żelazka, a także pijalnię czekolady Kommunarka – to taki białoruski odpowiednik Wedla lub ukraińskiego Roshena. Oprócz degustacji na miejscu, jest tam też sklep, gdzie możemy kupić cukierki różnych rodzajów, bombonierki czy tabliczki czekolady w białoruskich motywach. Są przepyszne i zdecydowanie warto je zabrać do Polski. Z współczesnych akcentów warto też wspomnieć o centrum handlowym „Old City”, w którym, oprócz przyjemnej estetyki, możemy obejrzeć historyczne fotografie starego Grodna.

Ulica Sowiecka – główny deptak miasta dniem i nocą; fasada jednej z kamienic z herbem Grodna

Współczesne Grodno, jak już wspominałem na początku tekstu, nie odbiega znacząco od innych europejskich miast. W sklepach kupimy zachodnie towary, zaś żart o inflacyjnych „białoruskich milionerach” przestał być aktualny – teraz rubel to równowartość prawie 2 zł, co pozwala dość łatwo przeliczać ceny na złotówki. Jeżeli już o nich mowa, to ceny są trochę niższe niż w Polsce, lecz o szastaniu pieniędzmi w stylu ukraińskim możemy zapomnieć. Na Białorusi jest bardzo czysto i obcy jest jej problem wszechobecnych reklam, które szpecą polskie miasta. Marketing odbywa się w znacznie bardziej stonowany sposób – jednym z powodów są wysokie koszty wynajęcia przestrzeni reklamowej. Często uświadczymy też państwowe billboardy o różnorakiej tematyce – prozdrowotnej, edukacyjnej, obywatelskiej czy też po prostu patriotycznej. To ciekawa forma – ciężko jednak powiedzieć na ile efektywna. W trakcie mego pobytu było również mnóstwo afiszy przypominających o zbliżających się wyborach lokalnych – brakowało natomiast jakichkolwiek oznak kampanii wyborczej. Jest ona zbędna, gdyż wynik elekcji jest z góry wiadomy.

Państwowe bilbordy przypominają Białorusinom o wyborach, namawiają do rzucenia palenia, czy promują lokalny patriotyzm, choć motywów jest znacznie, znacznie więcej

Miłośnicy komunikacji miejskiej będą mieli do wyboru słynne marszrutki bądź stare autobusy i trolejbusy, które z niewiadomych względów poruszają się niezwykle opieszale (45 km/h to absolutne maksimum), zaś bilet odbijemy w zabytkowym, mechanicznym kasowniku. Niech nie zdziwią też reklamy czytane przez spikera podczas przejazdu. W przypadku, gdy podróżujemy poza ścisłe centrum, nocą trzeba uważać – choć jest bardzo bezpiecznie, tak osiedla są niedoświetlone i jest zwyczajnie ciemno.

Interesująca jest kwestia językowa na Białorusi. Ojczystą mowę Białorusinów, język białoruski, można usłyszeć jedynie w komunikatach transportu publicznego bądź dostrzec w nazwach ulic, plakatach czy napisach. I tutaj jednak panuje pomieszanie z poplątaniem – niczym nadzwyczajnym są napisy w obu językach w jednym miejscu, więc nawet w tej niszy białoruski musi koegzystować z rosyjskim. Poza tym, w codziennym życiu totalną dominację ma mowa Puszkina.

Byłem jednak świadkiem pewnej interesującej sytuacji. Podczas zwiedzania muzeum Orzeszkowej wraz ze mną była grupa patriotycznych studentów z Mińska, którzy wyraźnie poprosili o wykład w języku białoruskim – to był jedyny moment, kiedy miałem okazję usłyszeć go na żywo. Coś się jednak powoli zmienia?

Grodno bezwizowe

Oczywiście, przytoczone powyżej „warianty” miasta jak i jego tajemnice nie stanowią zamkniętej listy i warto je eksplorować samemu. Grodno od momentu wprowadzenia ruchu bezwizowego znacznie na tym skorzystało, nadrabiane są braki w infrastrukturze turystycznej – władze odnawiają zabytki, pojawiły się tanie hostele, zaś w restauracjach czy wybranych punktach przeczytamy opisy po angielsku (choć wciąż jego znajomość jest niewielka – warto znać podstawy rosyjskiego lub dogadywać się po polsku). Nie ma też problemu, by znaleźć hosta na couchsurfingu. Mieszkańcy są pomocni, a prawie wszystkie atrakcje są zlokalizowane w ścisłym centrum. Należy tylko przestrzegać miejscowego porządku i pamiętać o granicach strefy bezwizowej – choć nikt nas nie zatrzyma, tak straż graniczna może po sygnale telefonu sprawdzić, gdzie byliśmy i przy wyjeździe wlepić solidny mandat.

Dobrze się stało, że Białoruś coraz szerzej uchyla swe drzwi dla świata zewnętrznego. Sentymentalni mają okazję zwiedzić ostatnią, białoruską część dawnej RP, a reszta może zweryfikować swe wyobrażenia o „najmniej odwiedzanym kraju Europy”. Czy warto? Zdecydowanie tak! Pozostaje czekać, aż rząd dalej poluzuje politykę wizową, a w przyszłości – zniesie całkowicie wizy. Skorzystają na tym wszyscy – a w międzyczasie gród nad Niemnem zaprasza do siebie.

Lubisz czytać Eastbooka i podoba Ci się, że nie zalewamy Cię masą reklam? Pomóż nam się rozwijać!

Wypełnij PIT 2016 i przekaż 1% podatku

Przekaż nam swój 1% podatku, lub wyślij nam darowiznę na konto:

57 1750 0012 0000 0000 2701 8815

Fundacja Wspólna Europa
al. Komisji Edukacji Narodowej 98/160
02-772 Warszawa

KRS: 0000373492

Dziękujemy!

Facebook Comments
Zdjęcia: Michał Radecki ©
Michał Radecki
Od kilku lat zauroczony Białorusią i Ukrainą. Piszę, obserwuję, eksploruję - dla siebie i innych.
    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY