Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Kryzys. Reżyseria: Aleksandar Vučić

Ledwo minęły dwa miesiące od zabójstwa Olivera Ivanovicia w Mitrovicy, a północne Kosowo znów skupiło na sobie zainteresowanie światowych mediów. Po raz kolejny wielka polityka miesza się z interesami lokalnych kacyków, a zwykłych ludzi straszy się wojną. Tym razem na pierwszym planie znalazł się Marko Đurić, który najwidoczniej minął się z powołaniem i zamiast aktorem został politykiem.

Żaden spektakl nie odbędzie się bez reżysera. Prezydent Aleksandar Vučić już raz pokazał, że jest świetnym planistą i perfekcyjnie potrafi kontrolować pożar, który sam wzniecił. Tak było w przypadku słynnego pociągu, który właściwie był jeżdżącym sanktuarium serbskości i skutecznie zapewnił Vučiciowi wjazd do wyborów prezydenckich. Show nie obejdzie się jednak bez aktorów i statystów, a tych w tej historii nie brakuje. Serbscy i kosowscy politycy “wspólnie” grają, a świat ma wrażenie, że Bałkany znowu ogarnia chaos.

Kiedy w Polsce żyliśmy wydaleniem rosyjskich dyplomatów (do czego włączyła się Macedonia, Albania i Czarnogóra o czym warto pamiętać) w Kosowie było jeszcze goręcej.

Od poniedziałku serbskie media i politycy prześcigają się w odmienianiu słowa “wojna” przez wszystkie przypadki. Vučić, który na początku swojej prezydentury kreował się na orędownika dialogu z Kosowem najwidoczniej znudził się swoją pokojową rolą. Kompromisowe podejście nie napędzało wystarczającego poparcia dla prezydenta, który ma teraz dwa ważne zadania: zmiana konstytucji, a de facto ustroju na prezydencki, oraz zmiany w rządzie, a de facto oczyszczenie rady ministrów ze zbyt przeszkadzających polityków.

Porozumienie, którego nie było

Zanim doszło do poniedziałkowych wydarzeń w Mitrovicy, w piątek w Brukseli spotkali się prezydenci Kosowa i Serbii w towarzystwie Federici Mogherini. Rozmowy dwustronne pod auspicjami Unii Europejskie nigdy nie były łatwe. Podobnie było 23 marca. Prezydent Aleksandar Vučić stwierdził między innymi, że brak implementacji dotychczasowych porozumień to nie tylko wina Albańczyków, ale również Unii Europejskiej.

Serbskiemu prezydentowi chodziło o umowę z 2013 roku, której jednym z postanowień jest decentralizacja Kosowa poprzez powołanie Związku Gmin Serbskich. Brak realizacji tego punktu od dawna jest solą w oku w procesie normalizacji.

Niemniej, w poniedziałek 26 marca podczas spotkania trzech najważniejszych kosowskich polityków: prezydenta Thaciego, premiera Haradinaja i przewodniczącego parlamentu Veseljego zapowiedzieli podjęcie stosownych kroków aby zrealizować serbskie żądania. Po południu deklaracja ta była już nic nie warta.

Poniedziałkowy przypadek Marka Đuricia

Kilka godzin po tym jak ze strony najważniejszych kosowskich polityków popłynęła deklaracja o rozpoczęciu procesu formowania Związku Gmin Serbskich w Mitrovicy został zatrzymany szef serbskiej kancelarii ds. Kosowa i Metohii Marko Đurić. Zgodnie z dwustronnymi ustaleniami tego typu wizyty serbskich urzędników powinny być zgłaszane. Belgrad twierdzi oczywiście, że dopełnił wszystkich formalności. Zdaniem Prisztiny było inaczej. O ile można wątpić w relacje serbską lub kosowską, o tyle nie pozostawia wątpliwości fakt, że władze Kosowa wyraźnie zapowiedziały, że jeżeli Đurić przekroczy granicę to będzie to nielegalne i zostanie zatrzymany.

W relacjach dwustronnych Kosowa i Serbii od dawna brakuje zdrowego rozsądku i obydwie strony mają skłonności do wymachiwania szabelką. Tak więc wizyta Đuricia stała się próbą sił. Serbia pokazała, że ma w poważaniu kosowskie groźby, a Kosowo udowodniło, że jest niezależnym państwem i może aresztować kogo chce na swoim terytorium. Prisztina wykazała się konsekwencją a Belgrad uporem. Serbscy decydenci doskonale wiedzieli jak skończy się wizyta Đuricia a mimo to postanowili z niej nie rezygnować.

Đurić został zatrzymany około 17. Następnie przetransportowano go do aresztu w PRisztinie i jeszcze tego samego dnia deportowano do Serbii. Wieczorem prezydent Serbii zwołał Radę Bezpieczeństwa, a następnie na konferencji prasowej ostatecznie wbił gwóźdź do trumny swojej pojednawczej retoryki nazywając działania kosowskiej policji aktem terroryzmu. Całe wystąpienie prezydenta było bardzo melodramatyczne: Vucić wielokrotnie powtarzał, że Serbia jest ofiarą, choć sama nic złego nie robiła.

Kilka godzin później odbył rozmowę z prezydentem Putinem, co chętnie podłapały serbskie media, które przez cały tydzień zapewniały o rosyjskim poparciu dla działań Belgradu i ewentualnym ratunku na wypadek wojny. Serbowie po raz kolejny próbują budować swoją siłę na plecach Rosji, tym samym grożąc konfliktem globalnym. Faktem jest, że serbskie wojsko pod nadzorem ministra Aleksandra Vulina rozwija się: zapowiadany jest wzrost liczebności armii oraz kolejne kontrakty z Rosją na sprzęt wojskowy. Jednocześnie Serbia kreuje się na państwo neutralne, a minister spraw zagranicznych Ivica Dačić od ponad roku zapowiada na łamach przychylnych władzy mediom rychłe spotkanie Putina z Trumpem właśnie w Belgradzie.

Rosyjskie wsparcie dla Serbii jednak wcale nie jest takie oczywiste. Kosowo ma twarde wsparcie Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, przede wszystkim Niemiec. Równie ważnym graczem w Kosowie jak i całym regionie jest Turcja. Kryzys kosowski może więc okazać się nieprzyjemnym zgrzytem w cichym sojuszu Moskwy z Ankarą, który wydaje się być dla Rosji obecnie bardziej korzystny niż sloganowe hasła o serbsko-rosyjskim braterstwie.

Kolega pana ministra

O tym, że północne Kosowo poprzez swój nieuregulowany status jest rajem dla mafii mówiono już przy okazji zabójstwa Ivanovicia. Nie powinno więc nikogo dziwić, że dziennikarze zarejestrowali podczas swojej wizyty w Mitrovicy wymianę uprzejmości między Markiem Đuriciem i Milanem Radojičiciem, który jest nieformalnym “szefem” Serbów w Kosowie.

Milan Radojičić jest właścicielem jednej z mitrovickich restauracji, w której świat polityki miesza się z kosowskim półświatkiem. Nazywany też jest mafijnym bossem północy oraz często wymienia się jego nazwisko przy okazji sprawy zabójstwa Olivera Ivanovicia. Radojičić ma też trzymać w kieszeni serbskich polityków w Kosowie. Jak twierdzą dziennikarze Gazeta Express prezydent Thaci stara się doprowadzić do zatrzymania Radojičicia jednak na przeszkodzie stoi fakt, że jest w bardzo bliskich stosunkach z obecnym premierem Ramushem Haradinajem.

Dylematy Haradinaja

W konsekwencji zatrzymania Đuricia koalicję rządzącą opuściła Srpska Lista. Jeśli wierzyć medialnym plotkom i doniesieniom nie mogło się to odbyć bez zgody prezydenta Vučicia i wspomnianego Milana Radojičicia. W każdym razie Ramush Haradinaj utracił większość w parlamencie i będzie teraz zmuszony znaleźć nowego koalicjanta, co przy obecnym układzie sił nie wydaje się być prostym zadaniem.

Zarówno premier Haradinaj i prezydent Thaci należą do dwóch, rywalizujących ze sobą klanów. Rząd Haradinaja, którego Vučić nie raz już nazywał zbrodniarzem i terrorystą, nie mógłby istnieć bez poparcia marionetkowej wobec Belgradu Srpskiej Listy. Nowa odsłona kryzysu serbsko-kosowskiego boleśnie pokazuje, że jest to nic innego jak konflikt układów świata polityki i półświatka przestępczego. Cierpią na tym zwykli ludzie, zarówno Albańczycy jak i Serbowie, którym politycy i media wkładają do głowy toporną, nacjonalistyczną propagandę starając się tuszować swoje prywatne interesy wielkimi ideami.

Największe obawy budzą jednak zapowiedzi serbskich polityków z Kosowa o jednostronnym ogłoszeniu Związku Gmin Serbskich, co zaplanowano na 20 kwietnia. Bohater poniedziałkowych wydarzeń Marko Đuricić już zapowiedział, że pojawi się tego dnia w Mitrovicy.

Facebook Comments
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY