Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Biskup Gedeon miał dość albo jak Rzeczpospolita straciła metropolię kijowską

Trzysta trzydzieści trzy lata temu (Бог троицу любит) biskup Gedeon opuścił Rzeczpospolitą i udał się na Kreml rozpoczynając proces podporządkowywania metropolii kijowskiej Patriarchatowi Moskiewskiemu. Nikt go w porę nie zatrzymał, dlatego dziś dokonującemu się rozłamowi w łonie Kościoła prawosławnego możemy się jedynie przyglądać.

W cieniu wielkiej wiktorii

Biskup łucki i ostrogski Gedeon Światopełk-Czetwertyński był ostatnim prawosławnym hierarchą działającym w granicach Rzeczypospolitej. I nie był tu traktowany z oczekiwanym dla siebie szacunkiem. Dlatego w październiku 1685 r. umyślił strzelić focha i opuścił granice polskiego państwa, udając się do Moskwy, gdzie w kremlowskim Soborze Uspieńskim 8 listopada złożył przysięgę na wierność carowi i Moskiewskiemu Patriarsze. Klasyczne overreacted? Być może, ale decyzja o przejściu na stronę rosyjską nie była wyłącznie wynikiem prorosyjskich poglądów duchownego, ale przede wszystkim stanowiła reakcję na działania władz państwa polskiego i Watykanu. A te, oględnie rzecz ujmując, nie były zbyt przychylne wobec wyznawców wschodniego chrześcijaństwa.

Kuria rzymska się nie krygowała w tym czasie i coraz bardziej naciskała na przejęcie wszystkich prawosławnych biskupstw i tym samym doprowadzenie do całkowitej likwidacji Kościoła prawosławnego w Rzeczypospolitej. Papiescy przedstawiciele nie wyrażali zgody na organizowanie wspólnych synodów unicko-prawosławnych, które mogłyby doprowadzić do zjednoczenia obu konfesji — rozszerzenie Unii miało nastąpić wyłącznie poprzez indywidualne decyzje poszczególnych władyków, co skutkowało obsadzaniem katedr biskupich przez ludzi przychylnie nastawionych do wiary katolickiej (przykładem biskup lwowski Józef Szumlański, który tylko formalnie był prawosławny, a później grekokatolicki – znacznie wcześniej potajemnie przeszedł na katolicyzm). Jednocześnie Sejm zakazał prawosławnym utrzymywania wszelkich kontaktów ze swoim moskiewskim zwierzchnikiem (konstytucja z 1676 r. zmierzała do całkowitej izolacji ludności prawosławnej od innych ośrodków znajdujących się poza granicami Rzeczypospolitej). Przystąpiono również do likwidacji bractw cerkiewnych stanowiących ostoję wiary prawosławnej w Rzeczypospolitej. Słowem, lepiej dla prawosławnych to już było.

W samej Europie natomiast wciąż jeszcze nie cichły echa zwycięstwa Jana III Sobieskiego nad Wielką Portą. Europejscy władcy z trudem znajdowali wyrazy uznania i zachwytu nad polskim królem (no może poza najbardziej zainteresowanego wiktorią cesarzem Leopoldem I, któremu nie bardzo zależało na rosnącej popularności Sobieskiego) sławiące jego męstwo (w Rzymie uroczystości z okazji wiktorii wiedeńskiej trwały miesiąc). Od papieża Jan III otrzymał prestiżowy tytuł „Difensor Fidei”, potwierdzony specjalnym breve. Co więcej, Innocenty XI zamierzał także przyznać Sobieskiemu prawo do wyznaczania kardynałów, jakie przysługiwało innym europejskim monarchom. Wspominał o planowanym wystawieniu polskiemu królowi pomnika w Rzymie… Ale najbardziej po bandzie poszła królowa szwedzka Krystyna pisząca w liście z gratulacjami: „W tym szczęśliwym dniu W.K. Mość okazałeś, żeś nie tylko godzien korony polskiej, ale nawet tej całego świata. Panowanie nad światem by ci się należało, gdyby niebiosa dozwoliły na powszechną monarchię”. Woda sodowa, choćby i święcona, mogła uderzyć do głowy? Mogła. A to zawsze ogranicza pole widzenia. Zwłaszcza w polityce.

Biskup skromny, ale przeczulony

Biskup Gedeon nie miał za to parcia na szkło (raczej okładki kronik). Nie był przy tym najbardziej błyskotliwym władyką w historii prawosławia („Człowiek skromny i nie wyróżniający się wybitnym umysłem”), a i atencji do spraw politycznych zbytniej nie przykładał („Człowiek dobry, łagodny, władzy dla siebie żadnej nie roszczący”). Lekceważyć go jednak nie można było, bo choć sam polityką się nie zajmował, to z uwagi na jego pozycję polityka rychło zajęła się nim. Gedeon pochodził bowiem ze starego ruskiego rodu Czetwertyńskich, wywodzącego się z dynastii Rurykowiczów, od pokoleń szczycącego się mianem obrońców wiary prawosławnej. On sam był na tym punkcie szczególnie przeczulony, oczekując na przykład od swego otoczenia tytułowania go księciem. O tym akurat Sobieski nigdy nie zapominał.

Jednakże nieustanne próby podkopywania jego pozycji, jak choćby podejmowane przez Józefa Szumlańskiego starania zniesienia Gedeona z godności biskupa łuckiego (i przekazanie jej nikomu innemu jak swemu bratu), lub wręcz zmuszanie do zmiany wiary, poprzez bezwzględne żądanie Jana III przyjęcia Unii, grożąc w przeciwnym razie uwięzieniem w Malborku, nie pozostawiały Gedeonowi wyboru. Sposób postępowania władz polskich wobec prawosławnego biskupa świadczy nie tylko o braku rzetelnej analizy osobowościowej hierarchy i skutków, jakie może to przynieść, lecz także o całkowitym bagatelizowaniu zakulisowych działań ważnego gracza na konfesyjnym teatrze działań – dyplomacji moskiewskiej, która już od pewnego czasu korespondencyjnie sondowała postawę biskupa.

Okoliczności polityczne oraz cechy osobowościowe Gedeona sprawiały, że dla Moskwy był on kandydatem na metropolitę kijowskiego idealnym. Propozycja objęcia funkcji metropolity w Kijowie ze strony cara nie mogła też zostać złożona w lepszym momencie, gdy Polsce bardzo zależało na udziale Rosji w sojuszu antytureckim — istotnym dla kontynuowania świetnej passy Sobieskiego na arenie międzynarodowej — i nie przywiązywała należytej uwagi do jakichś tam problemów religijnych we własnym kraju. Zwłaszcza jak my tu z cało Europo plemię bisurmańskie bijem (szkoda tylko, że potem to Turcja jako jedyne państwo nie uznawało rozbiorów, pytając przy okazji prezentacji dyplomatów w Stambule o obecność posła z Lechistanu. Inna sprawa, że na takie poważanie jakoś też Polacy musieli sobie zasłużyć).

Płacz i omdlenia

Moskwa natychmiast wykorzystała fakt, że Rzeczpospolita stała się dla Gedeona zbyt duszna, nawet niebezpieczna. Nie tak więc trudno było Rosjanom go namówić do objęcia funkcji metropolity kijowskiego. Już pół roku po złożonej przez niego na Kremlu przysiędze na wierność rosyjskiemu carowi, w maju 1686 r. patriarcha Konstantynopola Dionizy II, „zmuszony presją finansową” w postaci 200 złotych rubli i trzema sorokami futer sobolich, ostatecznie zrezygnował ze zwierzchnictwa nad metropolią kijowską, sankcjonując jej przyłączenie do Patriarchatu Moskiewskiego (i o to cała teraz afera).

W tym samym czasie, w maju 1686 r., ‘wieczysty pokój’ z Moskwą podpisywał wojewoda poznański Krzysztof Grzymułtowski. W kompromitującym polską dyplomację traktacie Rzeczpospolita, w zamian za udział Rosji w wojnie przeciwko Imperium Osmańskiemu, zrzekła się ostatecznie m.in. lewobrzeżnej Ukrainy z Kijowem, a nadto państwo carów uzyskiwało prawo ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski pod pretekstem obrony religii prawosławnej – zgodnie z artykułem IX prawo do zwierzchnictwa nad Kościołem prawosławnym w Rzeczypospolitej przyznano metropolicie kijowskiemu. Temu samemu metropolicie, który właśnie został podporządkowany… Moskwie. Jak niebezpieczny był ten zapis, miało się okazać dopiero w przyszłości.

Wiele wskazuje na to, że polsko-litewska delegacja była świadoma, jak bardzo niekorzystne dla Rzeczpospolitej są warunki wynegocjowanego dokumentu („Wolałbym, żeby mi ręka uschła i język paraliż zaraził, niżelibym miał tak praeiuditiosa Reipublicae pacta podpisać” – pisał Grzymułtowski do Sobieskiego). Sam król podobnież płakał, gdy go podpisywał.

Metropolita Gedeon zaś w uznaniu swoich zasług otrzymał od małoletnich carów Iwana V i Piotra I (regencję sprawowała ich siostra Zofia) podarunki i list. Po jego przeczytaniu metropolita „zemdlał i omalże nie umarł”. W piśmie zwracano się do niego bez wspominania o jego książęcym tytule.

Facebook Comments
Obraz: Widok Kremla, rycina z druku Bernarda Tannera „Legatio Polono-Lithuanica in Moscoviam...”, Norimbergae 1689.
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY