Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Michalina Klejbach

Wojna czeczeńsko- inguska, pod flagą rosyjską

Mimo rzekomej bliskości, a według niektórych bycia jednym narodem, Ingusze i Czeczeni potrafili wejść ze sobą w spór. Konflikt graniczy między Inguszetią i Czeczenią rozgrzał sytuację na i tak niespokojnym Kaukazie i pokazał, że konflikty wewnątrz Federacji Rosyjskiej mogą przyjąć nawet takie oblicza.

Inguszetia to najmniejszy podmiot administracyjny (nie licząc miast o znaczeniu federalnym) z populacją mniejszą niż pół miliona ludzi w ogromnej Rosji. Rządząca partia Jedna Rosja zawsze i praktycznie bezspornie wygrywała w tej północnokaukaskiej republice. Inguszetia rządzona jest przez wojskowego wyznaczonego kiedyś przez Kreml – Junus-Bek Jewkurowa, dzielnego generała, który przeżył zamach w 2008 roku. Wydawałoby się, że wszystko jest pod kontrolą, jednak nagle coś poszło nie tak.

Ingusze i Czeczeni to dwa bardzo bliskie sobie narody, a kiedyś traktowane nawet jak jeden naród i określane mianem „Wajnach”. Ale nie identyczne. Wśród mieszkańców kaukaskich gór przywiązanie do ojczyzny – rzek, pastwisk, rodowych wiosek i wież – jest niezwykle ważne.

Kontrowersyjna kwestia granicy między oboma republikami powstała wokół regionu Sunżenskiego, który na dwie części rozdzielała granica między Inguszetią i Czeczenią. Formalnie uznano, że granica między republikami będzie przebiegać zgodnie z linią uznaną w 1934 r., jednakże do demarkacji granicy nie doszło ze względu na istniejące między Czeczenią i Inguszetią spory terytorialne. Po rozwiązaniu Czeczeńsko-Inguskiej Autonomicznej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, utworzono Republikę Inguszetii w ramach Federacji Rosyjskiej. Natomiast Czeczeńska Republika Iczkerii pod przewodnictwem Dżochara Dudajewa skierowała się w stronę separacji od Rosji.

W 1993 r. Podjęto pierwszą próbę wytyczenia granicy. Następnie Dudajew i pierwszy prezydent Inguszetii, Rusłan Auszew, podpisali porozumienie, zgodnie z którym niemal całe sporne terytorium weszło w skład Iguszetii. Jedynie miejscowości Sernowodsk i Assinewska pozostały pod administracją Czeczenii. W 2001 roku władze Czeczenii utworzyły w ramach przynależnego jej terytorium region o tej samej nazwie. W 2012 r. ponownie rozgorzał konflikt na tle spornego terytorium, Inguszetia i Czeczenia nie mogły dojść do porozumienia w kwestii podziału regionów Sunżenskiego i Malgobek. Wtedy też Ramzan Kadyrow publicznie oświadczył, że Sunżenski region powinien w całości przynależeć Czeczenii. Każda republika utworzyła własną komisję w celu określenia granicy terytorialno-administracyjnej.

Niestety i tym razem dwie północnokaukaskie republiki nie mogły dojść do porozumienia. 18 kwietnia 2013 r. około 300 czeczeńskich funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa weszło do wioski Ingszty w Inguszetii, co sprowokowało konflikt, który doprowadził do wzajemnych oskarżeń ze strony przywódców republik. Według strony czeczeńskiej siły bezpieczeństwa weszły do wioski, by przeprowadzić specjalną operację związaną z zagrożeniem terrorystycznym (nie podano dokładnych przyczyn), a w Inguszetii zamiar ten uznano za próbę zorganizowania wiecu w związku z terytorialnym sporem między republikami. Na jakiś czas konflikt zażegnano, jednak w sierpniu tego roku miejscowy polityk natknął się w zalesionym teren we wschodniej części Inguszetii na grupę czeczeńskich budowniczych, którzy torowali drogę w głąb terytorium republiki. Pytania kierowane do najwyższych władz nie dały odpowiedzi, a 26 września szefowie dwóch sąsiednich podmiotów, Jewkurow i Kadyrow, podpisali porozumienie w sprawie „wymiany terytoriów celem wyrównania granicy”. Na mapie sporządzonej przez ekspertów portalu Kavkaz Uzel widoczna jest linia nowej granicy.

Porozumienie w sprawie demarkacji granicy nie zostało jednak dobrze przyjęte przez Inguskie społeczeństwo, co doprowadziło do masowych protestów nie tylko w stolicy republiki, ale także wyraźnego sprzeciwu w mediach społecznościowych. Warto także podkreślić, że jedynie w czeczeńskim parlamencie umowa została przyjęta jednomyślnie. Natomiast w Inguszetii zmianę granicy poparło 17 z 25 deputowanych i to tylko według oficjalnych danych. W mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że zaraz po głosowaniu nad ratyfikacją projektu zmiany granic do zgromadzonego tłumu wyszedł jeden z deputowanych Achilgow Jewlojew, który ogłosił, że porozumienie nie zostało ratyfikowane, gdyż aż 15 głosujących było przeciw. Tłum oburzonych mieszkańców stolicy zgromadził się na spontanicznym wiecu protestacyjnym w pobliżu budynków rządowych i zablokował centrum Magasu. Gdy przewodniczący republiki wyszedł do tłumu w jego stronę poleciała butelka, a jego strażnicy oddali ostrzegawczą serię wystrzałów w niebo.

Od tego czasu w centrum Magas trwają protesty obywateli Inguszetii, domagających się rewizji skandalicznej ich zdaniem umowy. Organizatorzy i uczestnicy akcji są niezadowoleni, z faktu, że porozumienie w sprawie granic nie zostało poddane publicznej dyskusji. Protestujący żądają anulowania porozumienia i ustąpienia kierownictwa Inguszetii. Warto także wspomnieć, że pierwsze wyjście ludzi na ulice odbyło się w stolicy spornego regionu, w mieście Sunża. 25 września. W przededniu podpisania porozumienia, odbyło się zgromadzenie obywateli w centrum miasta, na które przybyło około trzystu osób. Deputowani regionu wyszli do tłumu i oświadczyli, że nawet oni nie zostali poinformowani o tym w jaki sposób będą przebiegać nowe granice.

Jeśli chodzi o główny protest w Magasie to według danych podanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Inguszetii protest zgromadził około 2 tys. osób, natomiast sami protestujący w mediach społecznościowych mówili o około 10 tys ludzi. Władze obu kaukaskich republik argumentują, że granice między Inguszetią i Czeczenią należało wyrównać i prawnie uregulować. Według danych podawanych przez Jewkurowa obie republiki dokonały wzajemnej wymiany terytorium o powierzchni 1890 ha, co pozwoliło uprościć linię graniczną. Ponadto szef Inguszetii zapewnia, że wymiana ta dotyczy jedynie niezamieszkałych terenów. Dodatkowo od momentu uregulowania kwestii granicy posterunki graniczne między republikami mają być rzekomo zniesione. W tym samym czasie eksperci portalu Kavkaz Uzel podają informację, z której wynika, że Czeczenia otrzymała 26.800 ha ziem dotychczas należących do Inguszetii, za co Inguszetia w zamian otrzymała jedynie 1000 ha.

Jak wpomniałam powyżej, społeczeństwo republiki wyraziło swoje oburzenie nowym podziałem terytoriów między Inguszetią i Czeczenią także w mediach społecznościowych. W internecie swoje manifesty publikowały kolejne tejpy (wspólnoty rodowe) Inguszetii. Następnie na popularnym portalu społecznościowym pojawił się film, kierowany do władz republiki przez inguską inteligencję. W swoim manifeście określili władze Inguszetii jako zdradziecką oraz argumentowali, że zgodnie z art. 4 konstytucji Republiki Inguszetia, tylko sam naród posiada kompetencje zmiany granic swojej ojczyzny. Przyjrzyjmy się zatem temu, co rzeczywiście mówi art. 4:

Cała władza w Republice Inguszetii należy do ludu. Ludzie sprawują władzę bezpośrednio, a także za pośrednictwem organów rządowych i samorządów lokalnych.

Żadna część społeczeństwa ani jednostka nie ma prawa do przejęcia władzy w republice. Uzurpowanie władzy państwowej jest przestępstwem.

I kolejny podpunkt, na który powołują się protestujący to ustaw 2 art.103:

Zezwala się na zmianę granic terytorium, na którym władzę sprawuje dany samorząd, biorąc pod uwagę opinię ludności danego terytorium.

Widzimy zatem, że zgodnie z konstytucją republiki mieszkańcy spornych regionów rzeczywiście mogliby domagać się przeprowadzenia referendum, w sprawie potencjalnej zmiany granic. Problem jednak polega na tym, że zgodnie z oficjalnymi danymi podawanymi przez władze republiki tereny, których dotyczy „wymiana” nie są zamieszkałe. Czy w takim wypadku w referendum upoważnieni do głosy powinni być wszyscy mieszkańcy republiki czy referendum w ogóle nie powinno być przeprowadzane i decyzja pozostaje w kwestii decydentów? Warto nadmienić, że dzień przed planowaną ratyfikacją porozumienia republikański trybunał konstytucyjny wydał rezolucję w sprawie niemożności rozpatrzenia kwestii granic przez Zgromadzenie Narodowe Inguszetii – gdyż kwestię zmiany granic można usankcjonować tylko w drodze referendum.

Drugim dnem całej sytuacji jest spadające w Inguszetii poparcie dla Jewkurowa i coraz częstsze głosy nawołujące do jego dymisji. Jewkurow jest pogardzany przez miejscową ludność, Kadyrowa się nie obawiają, a władzami federalnymi nie są zbytnio zainteresowani: Moskwa jest za daleko. Co ciekawe główne media w Rosji właściwie nie wspominają o sytuacji na Kaukazie, choć ta jest stosunkowo poważna. To jednak nie znaczy, że władze federalne problemem nie są zainteresowane. Jewkurow w wywiadzie dla radia Echo Moskwy przyznał, że prezydent Putin osobiście zadzwonił do szefa republik i dał specjalne zalecenia ” Porozmawiajcie z ludźmi, ludzie potrzebują demokratycznych metod, jak rozmowa”. Wypowiedź ta brzmi szczególnie interesująco w świetle ostatnich protestów w Rosji, skierowanych przeciwko reformie emerytalnej.

Ciekawy w tej sytuacji jest także komentarz władz Inguszetii na temat licznych protestów. W rozmowie z dziennikarką rosyjskiej Nowej Gazety Artjom Perehrist, doradca Jewkurowa, oświadczył, że ruch protestujących został sprowokowany przez osoby spoza republiki „Teraz widzimy, że wiele grup na Facebooku, a także liczne kanały na telegramie (popularny w Rosji komunikator), zachęcają ludzi do wyjścia. I widzimy, że tylko 10% ich ruchu pochodzi z Inguszetii, a reszta to Moskwa. Tam cały zespół pracuje: pisarze, projektanci, redaktorzy. Cała sieć działa! Po raz pierwszy w całej mojej praktyce mam do czynienia z tak zaplanowanym i dobrze zorganizowanym atakiem”. Ponadto w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się głosy nawołujące do dymisji Jewkurowa, a także liczne kompromaty na głowę Inguszetii, w tym oskarżenia o korupcję i działalność przestępczą. Należy w tym miejscu wspomnieć, że życie polityczne w Inguszetii jest bogatsze, niż w innych regionach Rosji. Często odbywają się wystąpienia opozycyjne, posłowie i ministrowie często publicznie sprzeciwiają się szefowi republiki. Wszystko to ma miejsce nie dlatego, że Inguszetia jest ostoją demokracji, ale dlatego, że moc tejpów sięga o wiele dalej niż potęga sprawującego władzę Jewkurowa.

Jak widać cała sprawa obfituje w niejasności i sprzeczne informacje. Dojście do prawdy w tym wypadku utrudnia fakt, iż większa część dyskusji w Inguszetii na ten temat prowadzona była w języka inguskim, a nie rosyjskim. Jednakże wydaje się, że kluczem do zrozumienia tej sprawy jest fakt rosnącej niechęci społeczeństwa Inguszetii do Jewkurowa. Tradycyjni Ingusze są oburzeni tym, że Jewkurow stara się być niezależny i nie bierze pod uwagę opinii społeczeństwa, tym bardziej w sprawie gdzie chodziło o przekazanie Czeczenii terenów, na których znajdują się pomniki historycznego i kulturowego dziedzictwa Inguszetii. Sytuacja szefa republiki jest bardzo trudna i ciężko mu będzie spełnić oczekiwania Inguszy, Moskwy i Ramzana Kadyrowa jednocześnie. Jedno jest pewne, że konflikt jest wewnętrzny, a nie ingusko – czeczeński. Głównym pytaniem w tej chwili jest to czy inguscy decydenci postarają się wyjaśnić sytuację i przedstawią dowody na to czy doszło bądź nie do ewentualnego fałszerstwa lub złamania konstytucji republiki.

Facebook Comments

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie piórem dziennikarzy.” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VII Otwartego Konkursu.

Zdjęcie główne: Vaynah, źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Vovnushki_fon.jpg

Absolwentka Rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miłośniczka Kaukazu Północnego i Azji Centralnej.

Tematy: nieodkryte, Rosja,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY