Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Wasilij Tuganow

Wyjść suchym z wód Jekaterynburga

Zwykli obywatele sprzeciwili się władzom oraz wielkim korporacjom i udało się im uratować staw w centrum Jekaterynburga, nie dopuszczając do budowy na jego obszarze. To historia o miłości do rodzinnego miasta.

W rosyjskim społeczeństwie na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku Cerkiew Prawosławna zaczęła zdobywać popularność, odradzać się i ostatecznie uzyskała status legalnej. Odzyskiwaliśmy nasze dziedzictwo odbudowując obiekty wiary chrześcijańskiej: Sobór Chrystusa Zbawiciela w centrum Moskwy, dziesiątki budynków sakralnych na północy Rosji, Sołowki, Wałaam itp. Jednak w ostatnich latach proces ten w pewnym momencie zaczął przekraczać granice i szkodzić ekologii.

W zeszłym roku władze w Jekaterynburgu były o krok od podjęcia decyzji o budowie ogromnego soboru na obszarze miejscowego jeziora. Doprowadziło to do lawiny sprzeciwów ze strony mieszkańców, jednak nikt nie wiedział, jak temu zapobiec. Wówczas działacz społeczny, politolog i były kandydat na mera Jekaterynburga, Dmitrij Moskwin wraz z Alioną Corik, obecną koordynatorką ruchu, postanowili zebrać ludzi, by zwrócić się do władz i wyrazić sprzeciw wobec budowy i uratować miejski staw. Przerodziło się to w duży projekt społeczny. Jak rozwijał się ruch i co obecnie dzieje się w mieście?

Ocalenie miejskiego stawu

Pod koniec 2016 r. w Jekaterynburgu, najgłośniejszym wydarzeniem, które zbulwersowało opinię publiczną, było przyjęcie przez Radę Urbanistyki za zgodą gubernatora, projektu budowlanego soboru św. Katarzyny, mającego znajdować się na wodach miejskiego stawu. W centrum miasta znajdują się już 4 podobne obiekty, z których jeden, Świątynia Krwi, stoi na miejscu domu, w którym zastrzelono rodzinę cara Mikołaja II.

W 2016 r. metropolita jekaterynburski i wierchoturski w wywiadzie dla miejscowych mediów stwierdził, że w Jekaterynburgu nie ma katedry, co stanowi wielkie zaniedbanie. Kiedy tylko rozpoczęły się rozmowy na temat budowy „soboru na wodzie”, działacz społeczny, politolog i muzeolog, Dmitrij E. Moskwin zwrócił się do swoich obserwujących (4000) na Facebooku i Vkontakte wzywając do utworzenia Komitetu miejskiego stawu (skrót – KGP) – społecznej organizacji, dobrowolnie finansowanej przez członków mającej zajmować się ochroną i oczyszczaniem stawu miejskiego. Organizacja nie jest w żaden sposób sformalizowana, a wszystkie fundusze gromadzone są za pośrednictwem Internetu.

Oto fragment Deklaracji KGP:

„My, mieszkańcy Jekaterynburga… w warunkach bezprecedensowego zamachu ze strony wielkiego biznesu i poszczególnych urzędników narzucających miastu niszczycielską inicjatywę urbanistyczną, zniekształcającą historyczny wygląd miasta, a także dając podwaliny do tworzenia w przyszłości zagrożenia unilateralnego wdrażania takich inicjatyw, zakładamy ruch publiczny – Komitet Miejskiego Stawu.”

Na portalach społecznościowych stowarzyszenie ratuje miejski staw przed zniszczeniem

Latem 2017 r. media nazwały ten projekt „świątynią niezgody”. Liczba przeciwników świątyni była znacznie większa, ale za zwolennikami budowy stały wielkie przedsiębiorstwa i diecezja (zarządzanie majątkiem kościelnym). Dzięki działalności KGP w mediach społecznościowych pomysł zaczął być lobbowany na najwyższych szczeblach, po tym jak zebrano wystarczającą liczbę podpisów pod petycją, w której członkowie Komitetu sprzeciwili się budowie Świątyni na Wodzie i wezwali Dumę Miasta do ponownego rozpatrzenia projektu.

W tym samym czasie, po raz pierwszy od dziesięcioleci, aktywiści i zwykli obywatele wspólnie z ówczesnym burmistrzem Jewgienijem Rojzmanem, oczyścili dno stawu. Koordynator KGP Aliena Corik mówi, że podczas pierwszego czyszczenia stawu, członkowie KGP byli zszokowani, gdy zobaczyli nagie dno. Po kilku akcjach porządkowych, latem 2017 r. działacze KGP byli w stanie stworzyć Muzeum miejskiego stawu – tak wiele na jego dnie odkryto historycznych znalezisk. Wśród eksponatów muzeum stworzonego pod gołym niebem tuż przy bulwarach miejskiej zapory, aktywiści umieścili na stołach przedmioty, które gromadziły się w stawie na przestrzeni wieków: od koła wagonu z XIX-XX wieku, po kości nieznanego pochodzenia.

Warto nadmienić, że uczestnicy KGP nie zainicjowali spuszczenia wody: nastąpiło to ze względu na techniczną konieczność, która wynikła podczas przebudowy mostu Makarowa na wysokości rzeki Iset. Należy zwrócić uwagę, że spuszczenie wody ze stawu wywołuje stres dla jego flory i fauny. Aliona zauważa, że samymi subotniami (czynami społecznymi) nie da się rozwiązać sprawy. Według niej, konieczne jest przeznaczenie na sprzątanie większej ilości funduszy z budżetu miasta, aby robić to regularnie i wydajniej.

W tym samym czasie we wrześniu 2017 r. zebrała się grupa architektów, która skierowała pismo do władz przeciwko budowie „Świątyni na wodzie”. Zdaniem jednego z największych architektów miasta, szefa biura architektonicznego „Borisow i Partnerzy”, Siergieja Borisowa, „nikt dziś nie myśli o kontekście architektonicznym czy o środowisku, w którym będzie znajdował się ten lub inny obiekt”. Świątynia niestety nie pasowała do zespołu budynków stanowiących panoramę wraz z miejskim stawem.

Projekt katedry

Projekt „Świątyni na wodzie” został odrzucony przez administrację, która wzięła stronę mieszkańców miasta. Ruchowi udało się więc wywołać reakcję, która uniemożliwiła dużemu przedsiębiorstwu realizację projektu.
Aliona Corik, koordynatorka KGP, zaznacza z satysfakcją, że dla niej najważniejszym osiągnięciem Komitetu jest to, że przywódcy ruchu znaleźli siłę, by zatrzymać się i nie realizować wyłącznie programu o charakterze protestu: „Szczerze mówiąc, to była trudna i, pod wieloma względami, decyzja niezwykła. Wielu z nas to doświadczeni aktywiści. Jesteśmy przyzwyczajeni do reagowania na wszystkie bolączki miasta, które nas niepokoją. Z biegiem czasu zaczęliśmy jednak rozumieć, że nasze działania niczego nie zmieniają. Wówczas skupienie się na działalności twórczej i konkretnym obszarze odpowiedzialności zaczęło nam się wydawać skutecznym rozwiązaniem”. Pod pojęciem „konkretnego obszaru odpowiedzialności” Aliona rozumie ochronę obszaru wodnego i skupieniu się na walce o czystość wody oraz dna stawu. „Co dziwne, największe trudności czekały na nas nie na zewnątrz, a w środku. Kiedy podjęliśmy decyzję o tym, co zrobić z naszą „marką” i zasobami informacyjnymi po zniesieniu budowy na stawie – przez długi czas nie mogliśmy dojść do porozumienia.
Niektórzy chcieli iść inną drogą, dlatego nastąpił rozłam. Trudniej było sobie z tym poradzić niż z zewnętrznymi wpływami i komentarzami „hejterów”, ponieważ to byli nasi ludzie. Ale co było – to było. Mam nadzieję, że pewnego dnia wszyscy zrozumieją, że ta niełatwa decyzja, którą podjęliśmy, była właściwa” – podsumowuje Aliona Corik.

Obecnie członkowie Komitetu spotykają się kilka razy w roku, aby chronić czystość miejskiego stawu, głównie po uroczystościach masowych, np. Dniu Miasta. W dużej mierze grupę stanowią obywatele, którym ekologia nie jest obojętna. Dotychczas ruch ten uratował staw przed dalszym zanieczyszczeniem śmieciami. Według koordynatora KGP, najtrudniej jest utrzymać komunikat KGP w formie informacyjnej i popartej faktami, znaleźć ekspertów, którzy gotowi są mówić publicznie i tworzyć racjonalną strategię działania, zachowując równowagę między sprawami publicznymi i niepublicznymi: „Trudno jest podejmować zbiorowe decyzje i dogadywać się między sobą. Wszystko inne nie jest trudne. Wydaje się, że wszystko idzie w kierunku, w którym powinno” – uważa Corik. Bez wątpienia, bardzo trudno jest zaskarbić sobie zaufanie, zwłaszcza wśród władz miejskich, szczególnie, gdy przedstawiany program jest wprawdzie korzystny dla ekologii, jednakże stanowi protest. Mimo wszystko ruch KGP odniósł sukces, jak żadna inna organizacja w Jekaterynburgu, która rozpoczęła swoją działalność od protestu. To przypadek, kiedy protest doprowadził do zjednoczenia tysięcy obywateli we wspólnym działaniu osiągając pozytywny skutek.

 

Zbiórka podpisów pod protestem wobec budowy „Świątyni na wodzie”. Foto: KGP

 

Mieszkaniec z kołem pochodzącym z XIX w.

 

„Muzeum miejskiego stawu” i jego założyciel D. Moskwin

 

Dmitrij Moskwin (na środku) podczas wielkiego sprzątania jeziora w lipcu 2017 r.

Do tej pory Komitet Miejskiego Stawu pozostaje niemal jedyną organizacją publiczną, będącą w opozycji do niektórych decyzji władz miejskich, jednocześnie zachowując równowagę i będąc konstruktywną w swoich działaniach. Jak zauważa Dmitrij Moskwin, w Jekaterynburgu „nie było tradycji aktywności mieszkańców do późnych lat 80.” ze względu na specyfikę handlową i przemysłową miasta. Według Moskwina w Jekaterynburgu „każde działanie obywatelskie jest wydarzeniem”. On i osoby podobnie jemu myślące są zirytowane tym, że w mieście jest wielu interesariuszy, „którzy są przyzwyczajeni do podejmowania decyzji bez wzięcia pod uwagę opinii obywateli”. Główny problem, jaki dostrzega Moskwin, stanowi niechęć większości mieszkańców do udziału w życiu miasta, zwłaszcza w sferze politycznej. Według niego obywatele zrozumieli wartość swojego głosu politycznego, gdy w maju 2018 r. odwołano bezpośrednie wybory na mera Jekaterynburga: „Wybór w 2013 r. Jewgienija Rojzmana na mera wyraźnie pokazał, że przywódcą miasta może nie być biurokrata, ani partyjny funkcjonariusz. Obecni „gospodarze” [niektórzy interesariusze] miasta nie są na to gotowi. W 2018 r. przerwali krótką tradycję bezpośredniego wyboru burmistrza przez obywateli. Dla rozwoju lokalnego społeczeństwa obywatelskiego stanowi to zagrożenie i przeszkodę w dalszym podtrzymywaniu jego ideałów i praw” – uważa uczony. Dmitrij Moskwin opowiada się za wzmocnieniem instytucji mera, który byłby przedstawicielem mieszkańców, a nie protegowanym gubernatora w centrum obwodu. Opinia Dymitra prowadzi nas na płaszczyznę polityczną, odzwierciedlającą protestacyjne nastroje, które pierwotnie były obecne w Komitecie Miejskiego Stawu, zapisane w Deklaracji KGP. KGP z łatwością mogło stać się platformą do głoszenia politycznych przekazów. Jednak tak się nie stało.

Po uratowaniu stawu, w Komitecie nastąpił rozłam. Aliona Corik wezwała członków do skupienia się na działaniach twórczych, przekonując aktywistów do potrzeby dialogu z władzami. Jej zdaniem, władze gotowe są współpracować. „Pozostanie czynnymi, bez angażowania się w kolejny protest nie jest łatwe. Wierzymy jednak, że jest to właściwa decyzja”- mówi Aliona. Niedawno aktywistom udało się pokojowo zapobiec organizacji festiwalu latarni wodnych: „Należało napisać, że jesteśmy przeciwko rozrywce, która zanieczyszcza naszą rzekę i wysłać kilka oficjalnych pism do administracji, aby informacja rozeszła się po wszystkich mediach” – mówi koordynator KGP. Ostatecznie puszczanie lampionów się nie odbyło. Bez protestów i radykalnych środków. Według kolegów Aliony z innych miast, był to pierwszy przypadek pokojowego odwołania festiwalu przez tych organizatorów. To stanowi najlepszy dowód właściwego wyboru dalszej ścieżki rozwoju KGP.

Widok na staw z drapacza chmur „Wysocki”. Świątynia miała znajdować się na prawej części stawu

W ramach kompromisu: świątynia na nabrzeżu

W chwili obecnej przyjęty został już projekt budowy nowej wielkiej świątyni w centrum miasta. Budowa rozpocznie się w grudniu tego roku, obok Teatru Dramatycznego, na miejscu parku znajdującego się na brzegu miejskiego stawu. KGP próbuje zmobilizować swoje aktywa, aby wesprzeć protesty przeciwko budowie nowej świątyni. Jego członkowie sprzeciwiają się „kompromisowemu wariantowi”.

Foto: projekt obiektu

Potężny biznes pod postacią gigantów surowcowych „Rosyjskiej Kompanii Miedzianej” i „Uralskiego Zakładu Górniczo-Hutniczego” przekonał Radę Urbanistyki pod zwierzchnictwem gubernatora o potrzebie budowy takiego obiektu. Nie jest jeszcze jasne, czy nowa świątynia będzie pasować do ogólnej panoramy najbardziej fotografowanego miejsca w mieście. Wiadomo natomiast, że w Jekaterynburgu za kilka lat po dwóch stronach stawu będą spoglądać na siebie dwie wielkie cerkwie (każda powyżej 70 metrów). Ruchowi KGP taki kompromis nie jest potrzebny, choć, jak się wydaje, tym razem mieszkańcom miasta nie uda się zapobiec realizacji inicjatywy.

Obecnie ruch liczy 1500 osób. Aby stać się jego częścią, wystarczy zasubskrybować jedną z jego stron na portalach społecznościowych i uczestniczyć we wspólnym oczyszczaniu stawu. Członkowie ruchu nadal oczyszczają staw, walczą z nielegalnymi działaniami w jego obszarze gromadząc empatycznych obywateli.

W Jekaterynburgu, a nawet w całej Rosji, brakuje podobnych ruchów społecznych, składających się z zwykłych obywateli. Odpowiedzialność i duma za kraj ojczysty nie powinny przejawiać się jedynie w demonstracjach organizowanych z pieniędzy obywateli. Kiedy mówi jedna osoba – jest cicho, ale kiedy przemawia tysiąc ludzi – robi się głośno. W końcu zdajemy sobie sprawę, że będąc naprawdę spójnym społeczeństwem, możemy tworzyć poważne ruchy i głośno mówić, inspirować ludzi dookoła nas do dobrych uczynków.

Wielki rosyjski pisarz i dramaturg Anton Czechow powiedział, że „człowiek potrzebuje całego globu”, aby go przemienić, poprawić otaczający go świat i stworzyć wygodne i sprzyjające środowisko. Należy tego dokonywać własnymi siłami.

Mieszkaniec Jekaterynburga, Wasilij Tuganow dla Eastbooka

Facebook Comments

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie piórem dziennikarzy.” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VII Otwartego Konkursu.

Tematy: nieodkryte,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY