Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Wołodymyr Pawliw

Ciężar utraty reputacji

Jak na naród, który faktycznie aż do 1991 roku nigdy nie miał własnego państwa i „nigdy na nikogo nie napadał”, Ukraińcy mają zbyt wielu nieprzyjaciół w Europie i nie tylko. Problem polega w szczególności na tym, że porewolucyjna Ukraina, wydawałoby się, twardo opowiedziała się za europejskim kierunkiem rozwoju.

Na drodze do Brukseli stoją Warszawa i Praga, Budapeszt i Bukareszt i jeszcze kilka stolic, być może mniej zauważalnych w tym kontekście, ale nie mniej wpływowych. We wszystkich Ukraina i Ukraińcy mają przeważnie złą reputację. I z takim ciężarem niełatwo będzie nie tylko wejść do „rodziny narodów europejskich”, ale stać się w ogóle członkiem jakiejkolwiek prestiżowej, cywilizowanej wspólnoty.

Kto i za co nas nie lubi

W okresie międzywojennym Praga przygarnęła cały szereg ukraińskich emigrantów i instytucji. W 1938 roku, w dramatycznych okolicznościach rząd Czechosłowacji przyznał autonomię Rusi Karpackiej, czego nie zrobiła Polska i nigdy nie zrobiłyby Węgry. Ale już w 1939 roku zakarpaccy „siczowcy” rozbrajali wycofujących się czeskich pograniczników, a w niektórych przypadkach zabijali ich. W latach 1942-1943 ukraińscy nacjonaliści wyganiali i mordowali Czechów z Wołynia. W 1968 roku wśród radzieckich żołnierzy, którzy tłumili „praską wiosnę”, była masa Ukraińców. Dla każdego z tych przypadków ukraińscy patrioci mogą znaleźć jakieś wytłumaczenie, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że Czesi o tym wszystkim nie zapomnieli.

Z Polakami sprawa jest dobrze znana. W 1939 roku, kiedy na Polskę z zachodu napadł Hitler, a ze wschodu Stalin, niektóre grupy ukraińskich nacjonalistów atakowały zdezorientowanych polskich żołnierzy, zabijały ich i zabierały broń. Potem „rzeź wołyńska”. A było jeszcze powstanie warszawskie w 1944 roku, w tłumieniu którego uczestniczyły kolaboracyjne oddziały rosyjskie, najprawdopodobniej kozacy z Kubania, ale polscy powstańcy słyszeli z ust swoich katów język ukraiński. Dlatego też do dzisiaj, pomimo wszelkich historycznych tłumaczeń i sprostowań, wielu Polaków jest przekonanych, że mordowali ich Ukraińcy. Zresztą, co za różnica, z Galicji czy z Kubania, Ukraińcy mówią przecież o jedności „od Sanu do Donu”.

Istotną plamą na reputacji jest kwestia żydowska. W 1919 roku pogromami „wsławili” się petlurowcy, w 1941 roku – banderowcy: pogrom żydowski we Lwowie i innych miastach Galicji z udziałem etnicznej ukraińskiej ludności; udział ukraińskiej policji pomocniczej  w wyłapywaniu i wyniszczeniu Żydów. Ukraińcy, przeważnie przebywający w niewoli żołnierze Armii Czerwonej, służyli również jako ochroniarze w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Nie da się tego wszystkiego usprawiedliwić, nie było ukraińskich przeprosin, a jest to obecne w świadomości wielu Żydów na całym świecie.

Pierwsze rozczarowania Ukrainą

Ale nawet narody, które nie żywią do nas podobnego typu pretensji, nie mają zbyt dobrego mniemania o Ukraińcach. Przede wszystkich jeden z najbardziej wpływowych narodów Europy – Niemcy. Pierwszego rozczarowania „niepodległościową” ukraińską władzą Niemcy doznali w okresie 1918-1919, kiedy zobaczyli w Kijowie chaos zarządzania, niekompetencję i hetmańszczyznę. Charakterystyczny jest „kazus Bołboczana”, kiedy ów „kozak” podczas niemieckiego ataku na Krym zdecydował, że wyrwie się „przed bat’ka” do przodu, wejdzie do Symferopola, żeby pokazać, kto tu rządzi. Niemcom to, oczywiście, się nie spodobało, za co Bołboczan zapłacił głową – rozstrzelano go w Kijowie zgodnie z rozkazem kolejnego „wagonowego” rządu niepodległej Ukrainy. Podobny akt nielojalności powtórzył się w 1941 roku, kiedy OUN-owcy, którzy za plecami Wehrmachtu weszli do Lwowa, postanowili samowolnie ogłosić „odrodzenie państwa ukraińskiego”. Tego samego dnia führer powiedział jednemu ze swoich doradców: „zrób coś z tą bandą” – i „państwo” nie powstało. Ale reputacja nielojalnych i niewiarygodnych potwierdziła się.

Niezależnie od zmiany warunków takie myślenie Niemców o Ukraińcach pokutuje do dzisiaj. Inna historia – Rumuni i Węgrzy. Pół biedy, gdyby utrata reputacji dotyczyła dalekiej przeszłości. Ale przyszły współczesne lata 1989-1991, które wpłynęły na nową wątpliwą reputację Ukraińców – korupcja, przestępczość zorganizowana, nielegalni gastarbeiterzy, prostytutki. Ten przekaz był wzmacniany przez 13 lat. Majdan z 2004 roku rozwiał trochę wątpliwości, że „Ukraińcy nie są narodem europejskim”, ale na krótko. Porewolucyjna Ukraina z prezydentem Juszczenką na czele szybko zdobyła reputację kraju, który „nie traci okazji, by stracić okazję”.

Na przełomie lat 2013/2014 trzeba już było więcej dramatyzmu, z krwią i ofiarami śmiertelnymi, żeby znowu zmusić świat do zwątpienia. Ale pozytywny wizerunek zdobyty krwią „rewolucji godności” szybko zginął w mroku niezwyciężonej korupcji, niepokonanego systemu oligarchicznego i nieumiejętności budowy państwa przez „nowe” elity ukraińskie. Rozczarowanie Ukrainą w Europie jest bardziej niż oczywiste. Jeżeli Europejczycy nie machnęli jeszcze ręką na Ukrainę, to Kijów powinien za to dziękować działaniom Rosji i osobiście prezydentowi Putinowi. Jednak z biegiem czasu coraz mniej zachodnich polityków kryje swoje poirytowanie wobec wydarzeń w Kijowie, a coraz więcej domaga się powrotu do normalnych relacji z Moskwą w imię gospodarczych interesów swoich państw. I ile razy nie nazywalibyśmy ich agentami Kremla, z punktu widzenia zachodniej logiki mają ku temu poważne argumenty.

Nowe elity, starzy szulerzy

Tak więc „nowa” porewolucyjna władza zapracowała już sobie na wizerunek „szulera”, który potrafi ładnie przekonywać o potrzebie przekazania jej pomocy finansowej lub pożyczki, a później wykorzystuje ją niezgodnie z przeznaczeniem lub po prostu rozkrada. Żeby tego było mało, jest masa przykładów na to, że Ukraina zachowuje się w stosunku do zachodu jak niewiarygodny partner.

Żeby wspomnieć tylko historię „zmartwychwstania” rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki. Minęły już trzy miesiące od ogłoszenia tej super-operacji ukraińskich służb specjalnych, a zatrważające jakoby efekty mające usprawiedliwić kompromitację szeregu zachodnich liderów, którzy zdążyli potępić Kreml oraz wyrazić kondolencje i solidarność z Ukraińcami, nie pojawiły się i – jak można się domyślać – nie pojawią się. W Europie sprawę wyciszono, ale o niej nie zapomniano, jak mówią – niesmak pozostał. Niesmak, który zawsze będzie przypominać o tym, że ukraiński partner dla swoich prymitywnych igrzysk gotowy jest wrobić kogokolwiek.

Współcześnie utrata reputacji pada na twardy grunt takiej samej utraty w historii i ciągnie się za nami ohydną smugą o nieprzyjemnym zapachu. Jeżeli Ukraińcy chcą to zmienić, a bez tego nie może być mowy o jakiejkolwiek równości i przyjaźni z innymi narodami, to muszą pozbyć się tej smugi.

Jak? Oczywiście, nie tylko słowem. Przykład formalnego, zadeklarowanego, ale nie potwierdzonego działaniami pojednania ukraińsko-polskiego à la Kuczma-Kwaśniewski, jest najlepszym potwierdzeniem. Stosunki między Polakami i Ukraińcami w tym czasie, kiedy panowie „jednali się”, były znacznie lepsze, niż po upływie półtora dekady od tego momentu.

Trzeba też zrozumieć, że odpowiedzialność za stosunki z sąsiednimi (i nie tylko) narodami, i zarazem za polepszenie własnego wizerunku, spoczywa przede wszystkim na Ukraińcach. Niezależnie od tego, na ile uzasadnione są pretensje w stosunku do nas, jesteśmy stroną słabszą w tej rywalizacji – i przez długotrwałą „niehistoryczność”, i przez odwieczne sąsiedztwo z Rosją, i przez słabość naszego państwa oraz nieukształtowanie naszego narodu. Pomoc potrzebna jest nam od sąsiadów, a nie im od nas. Dlatego to my powinniśmy jako pierwsi wyciągnąć rękę do pojednania i porozumienia.

Przekład: Igor Ksenicz

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Tekst pochodzi z bloga autora: http://www.pavliv.info/120-tyagar-reputacynih-vtrat.html

Facebook Comments
Zdjęcie główne: WO Swoboda, Pryshutova Viktoria, źródło; https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:%D0%A1%D0%BC%D0%BE%D0%BB%D0%BE%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%BF%D0%BD%D0%B8%D0%B9_%D0%BC%D0%B0%D1%80%D1%88_%D1%83_%D0%9A%D0%B8%D1%94%D0%B2%D1%96_(6).jpg

Tematy: nieodkryte,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY