Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Społeczeństwo obywatelskie w Rosji to rak pożerający autorytaryzm

Społeczeństwo obywatelskie w Rosji jest dla Kremla jak złośliwy rak. Z zewnątrz niewidoczny, ale dający przerzuty i powoli pożerający „zdrową” tkankę suwerennej demokracji. Co rusz pojawia się w nowych, nieoczekiwanych miejscach.

Zjawiska i postaci spoza Kremla dostrzegane na Zachodzie i żywo komentowane przez wielkie tytuły najczęściej są ledwie odpryskami tego zjawiska, nieukazującymi skali całego zjawiska. Ruchy, które stanowią o rodzącym się w Rosji społeczeństwie obywatelskim, nie krzyczą o walce za demokrację i nie niosą na swych sztandarach sprzeciwu wobec władzy.

Nie wyrastają bowiem z politycznych ambicji czy idealizmu, lecz z pragmatyzmu i przeświadczenia, że władza nie pomoże w zmienianiu rzeczywistości na lepsze, ale z łatwością może zdławić wszelką aktywność oddolną.

10 milionów aktywistów

Paradoksalnie jednak to właśnie apatia lokalnych władz bardzo mocno przyczynia się do aktywizacji obywateli. Skala tego zjawiska potrafi być wręcz przytłaczająca. Pomocny okazał się być Internet. Na platformie change.org zarejestrowanych jest obecnie ok. 10 mln Rosjan. To daje Rosji czwarte miejsce na świecie, po USA, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Każdy z nich może zainicjować zbiórkę podpisów w ważnej dla siebie sprawie.

I choć mogłoby się wydawać, że zwłaszcza w takim kraju jak Rosja, podobnego rodzaju akcje nie mają żadnego znaczenia, to okazuje się, że change.org ma olbrzymią siłę rażenia. Petycjom publikowanym na tej platformie ulegała administracja lokalna czy też wielkie korporacje rosyjskie jak gigant telekomunikacyjny MegaFon. Spółka ta zwróciła swoim użytkownikom bezprawnie pobrane środki, które wielu doprowadziły na skraj bankructwa. Sprawiła to zaledwie jedna petycja na change.org. Jak podaje konsultantka platformy ds. kampanii w Rosji i Europie Wschodniej Anna Bialas, co tydzień z sukcesem zakończonych zostaje średnio pięć petycji.

Mała petycja, duża zmiana. 10 milionów użytkowników Change.org zmienia Rosję na lepsze

O ile zatem w tzw. dojrzałych demokracjach coraz częściej podnosi się argumenty o negatywnych stronach Internetu i o erozji demokratyzmu powodowanej przez media społecznościowe, to w krajach autorytarnych jak Rosja jest wręcz przeciwnie. Tam gdzie nie ma co erodować, Internet staje się doskonałym nawozem dla kiełkujących ruchów obywatelskich, które mogą w przyszłości zaowocować pogłębioną demokratyzacją.

Obywatele zamiast policji

Ruchy obywatelskie kiełkują w najróżniejszych i najmniej spodziewanych obszarach. Jednym z nich jest z dużym trudem egzystujący rosyjski ruch LGBT. Jego członkowie podlegają szykanom nie tylko ze strony części społeczeństwa, ale również władz. Pomaga w tym prawo penalizujące propagandę homoseksualizmu.

Doskonałym przykładem fatalnego położenia, w jakim znajdują się rosyjscy homoseksualiści, jest przykład pobicia jednego z irkuckich gejów. Lokalna policja zamiast rozpocząć poszukiwania sprawców, zatrzymała ofiarę. „Grozili mu i ciągle pytali, dlaczego zawstydził kraj. Próbowali też zaatakować mnie komentarzami, w stylu: „Dlaczego rujnujesz młodzież” – żali się pomagający mu Jewgienij.

Rosyjska społeczność LGBT, w wyniku bierność, a nawet wrogości wymiaru sprawiedliwości, sama stara się walczyć o swoje interesy i bezpieczeństwo. Jednym z przykładów jest działalność wspomnianego powyżej Jewgienija, który zorganizował swego rodzaju samopomoc dla poszkodowanych członków społeczności LGBT. Dostaje on około pięć telefonów tygodniowo z prośbą o pomoc w sprawach podobnych do opisanej powyżej. Wyłącznie na terenie obwodu irkuckiego.

Za mała doniczka

Społeczeństwo obywatelskie w Rosji rozwija się jednak nie tylko dzięki Internetowi i nie tylko wokół ruchów silnych tożsamościowo jak LGBT czy feminizm. Bardzo często przyczynkiem dla działalności społecznej jest zwykła potrzeba zmiany otoczenia lub sprzeciw wobec niekorzystnych decyzji władz. Po raz kolejny to właśnie bezczynność lub niekorzystna dla mieszkańców działalność samorządów zachęca Rosjan do działania.

Tak się stało w Jekaterynburgu, gdzie lokalne władze postanowiły wybudować katedrę na środku… stawu miejskiego. I o ile zazwyczaj tego typu decyzje są najczęściej krytykowane wyłącznie przy wódce, o tyle tym razem mieszkańcy Jekaterynburga postanowili działać. Pomysł był dosyć oryginalny – zamiast organizować protesty, postanowiono zarzucić miasto petycjami i oczyścić staw, pokazując jego wartość dla społeczności.

W rezultacie ruch zyskał masowy charakter, a ze znalezionych na dnie stawu artefaktów sprzed nawet kilku wieków zorganizowano wystawę. Obecnie ruch przekształca się w permanentną organizację obywatelską. Podobnie jak krakowski ruch przeciwników organizacji igrzysk olimpijskich w Krakowie, który przekształcił się w ruch miejski o dużo szerszym obszarze zainteresowania.

Oczywiście sytuacja, w której apatia władz łączy się z apolityczną aktywnością społeczną rodzi poważne zagrożenia. Jest to bowiem zaprzeczenie polityczności jako takiej. Członkowie ruchów obywatelskich, które wyręczają nieudolne samorządy z ich obowiązków, winni w naturalny sposób brać udział w wyborach i zostawać deputowanymi. W Rosji jednak wszelka działalność o charakterze politycznym, jeśli nie odbywa się w ramach Jednej Rosji, jest postrzegana jako zagrożenie. Jako komórka rakowa, którą należy zniszczyć.

Z tego względu ruchy społeczne za wszelką cenę starają się podkreślać swoją apolityczność i brak sprzeciwu wobec władz, a nawet zabiegają o ich przychylność lub bierne przyzwolenie. To prowadzi do zakonserwowania obecnego stanu rzeczy i szybkiego wypalenia aktywistów oraz potencjału demokratycznego.

Młody pęd, jeśli go nie przesadzimy do większej doniczki, szybko zwiędnie. Tą większą doniczką są samorządy z własnym budżetem i kompetencjami wykonawczymi.

Przesadzić pęd

Ostatnie wybory samorządowe pokazały jednak, że i w tej materii dokonują się pewne zmiany na lepsze. Warto tu wspomnieć o dwóch zjawiskach – Szkole Samorządu Terytorialnego Julii Galjaminy oraz „politycznym Uberze” Dmitrija Gudkowa i Maksima Katza.

Szkoła Samorządu Terytorialnego jest inicjatywą mającą na celu wyszkolenie przyszłych samorządowców i przygotowanie ich do nieprostego wyzwania, jakim jest udział w rosyjskich wyborach samorządowych. Inicjatorka projektu – Julia Galjamina – doskonale zrozumiała położenie, w jakim znajduje się Rosja i postanowiło krok po kroku uczyć Rosjan przesadzania do większych doniczek.

Szkoła Galjaminej przeznaczona jest dla aktywistów społecznych działających na szczeblu lokalnym. Kursy przez nią oferowane obejmują zajęcia przygotowujące do pracy samorządowca oraz do prowadzenia kampanii wyborczej z wykorzystaniem różnorodnych technologii politycznych. Tym sposobem lokalni aktywiści, od dawna działający na swoim podwórku i kojarzeni przez jego mieszkańców, zyskują choć część instrumentów, którymi dysponuje władza. Jakie są rezultaty prac Szkoły Samorządu Terytorialnego? Na 200 uczniów, którzy rozpoczęli w niej naukę, w ostatnich wyborach samorządowych do regionalnych dum trafiło 50 absolwentów.

Innego rodzaju próbą zbudowania trampoliny do samorządów dla lokalnych aktywistów jest tzw. „polityczny Uber”. Inicjatywa zainicjowana przez Dmitrija Gudkowa i Maksima Katza zyskała taką nazwę za sprawą technologii zastosowanej w procesie rejestracji kandydatów. System nazwany politycznym Uberem pozwalał każdemu chętnemu na zarejestrowanie się na specjalnej platformie, podobnej do Ubera dla kierowców. Następnie wystarczyło wykonywać kolejne polecenia, aby stworzyć sobie profil kandydata i rozpocząć kampanię.

System, choć pozwalał każdemu zostać kandydatem, był mocno krytykowany przez wielu opozycjonistów, między innymi przez Galjaminą. Zarzucano mu przede wszystkim zbyt dużą inkluzywność, pozwalającą na zarejestrowanie się praktycznie każdemu. Zdaniem krytyków miało to na celu wyłącznie wyprodukowanie lojalnych Gudkowowi deputowanych, którzy poparliby go w wyborach na mera.

Nie zmienia to jednak faktu, że w wyborach samorządowych w Rosji do dum regionalnych trafiło znacznie więcej opozycyjnych kandydatów niż do tej pory. I tendencja ta zaczyna powoli przeciekać poza Moskwę i Petersburg. W obwodzie pskowskim do Dumy liczącej 240 miejsc trafiło aż 40 deputowanych z opozycyjnej partii Jabłoko. To bardzo dobry wynik jak na rosyjską prowincję.

Oczywiście największą barierą dla niezależnych kandydatów w wyborach samorządowych, jak w każdych innych, są fałszerstwa. Jednak i na tym polu widać postępy. Organizacja Golos monitoruje każde wybory odbywające się w Rosji, regularnie zgłaszając protesty wyborcze. I choć jak dotychczas nie przynoszą one dużego rezultatu, to kropla drąży skałę. Niezależne media w okresie okołowyborczym regularnie informują o naruszeniach i ich charakterze. Coraz mniej Rosjan wierzy w legalność wyborów, a coraz więcej angażuje się w ich obserwacje. To wciąż ułamki – nie miejmy złudzeń – ale tendencja jest zauważalna.

Społeczeństwo obywatelskie – bękart władz?

Wbrew powszechnie panującym stereotypom, społeczeństwo obywatelskie w Rosji istnieje i rozwija się. Paradoksem jest, że impulsem dla jego rozwoju jest działanie, a raczej bezczynność władz. Apatia samorządów w odpowiadaniu na potrzeby społeczeństwa powoduje, że zaczyna ono sobie radzić samo. Władze to tolerują, ale pod warunkiem, że działalność ta nie zaczyna ocierać się o politykę – nie sprzeciwia się władzom.

Taki stan rzeczy prowadzi do tego, że aktywiści starają się nie wchodzić władzom w drogę a nawet zyskiwać ich przychylność. Rzadko decydują się też na kandydowanie do samorządów. W rezultacie ich działalność w zdecydowanej większości opiera się na wolontariacie i niestety po jakimś czasie się wypala.

Ostatnie wybory samorządowe pokazały jednak, że coś drgnęło. Pojawiły się takie inicjatywy jak polityczny Uber i Szkoła Samorządu Terytorialnego, które są trampolinami do samorządu dla aktywistów. Dzięki temu ich działalność może przenieść się na szczebel administracji lokalnej. To nie jest zjawisko masowe, ale takich przypadków jest coraz więcej. Kropla drąży skałę.

Facebook Comments

***

Artykuł powstał w ramach projektu „Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie piórem dziennikarzy.” dzięki wsparciu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przyznanemu w drodze VII Otwartego Konkursu.

Zdjęcie główne: Bogomolov.PL, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Moscow_rally_24_December_2011,_Sakharov_Avenue_-8.JPG
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY