Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartosz Oleszko

Kirgistan ma w sobie coś z dziecka

W drodze do Biszkeku otrzymaliśmy zaskakującą informację: w naszym hostelu wybuchł pożar. Była to pierwsza z serii nieprzewidzianych okoliczności, towarzyszących naszej grupie przez całą podróż. W ciągu kilku godzin spędzonych na poszukiwaniach nowego hostelu, przyglądam się miastu zza okien samochodu. Mój wzrok od razu przykuwają strzeliste, białe wieżyce minaretów górujących nad okolicą. Chociaż dostrzegany jedynie przez szybę, meczet intryguje – każdy chce zobaczyć go od środka.

Gdy patrzę w lewo, mój wzrok przesuwa się po starych, dzikich górach. Nagie zbocza podnoszą się gwałtownie z płaskiej ziemi. Nad poszarpanymi szczytami unosi się zbłąkana chmura. Światło wpada w górską rozpadlinę i ożywia skrywane dotychczas przestrzenie, które przyciągają spojrzenie jak magnes. Po prawej rysują się przede mną brunatne pola. Na nich, nieopodal karłowatych drzewek, pasą się swobodnie konie i owce. Przejeżdżając wyboistą drogą, obserwuję jak stada dzikich ptaków podrywają się gwałtownie i wzlatują w błękitne niebo. Moim oczom ukazuje się nieprzemijające piękno Kirgistanu: surowe i zmienne.

Biszkek – sowiecki bazar osobowości

W drodze do Biszkeku otrzymaliśmy zaskakującą informację: w naszym hostelu wybuchł pożar. Była to pierwsza z serii nieprzewidzianych okoliczności, towarzyszących naszej grupie przez całą podróż. W ciągu kilku godzin spędzonych na poszukiwaniach nowego hostelu, przyglądam się miastu zza okien samochodu. Mój wzrok od razu przykuwają strzeliste, białe wieżyce minaretów górujących nad okolicą. Chociaż dostrzegany jedynie przez szybę, meczet intryguje – każdy chce zobaczyć go od środka.

Centralny meczet imienia Imama Sarakshiego to największa tego typu świątynia muzułmańska w całej Azji Środkowej. Olbrzymie wrażenie wywiera niesamowite bogactwo ornamentowania. Imiona Allaha wypisane na sklepieniu złotymi literami zwieńczają centralny punkt sanktuarium. Jesteśmy proszeni o pozostanie w pewnej odległości od środka świątyni, będącego najważniejszym miejscem sacrum.

Islam w Kirgistanie nie jest zradykalizowany, a władza obawia się fali muzułmańskiego ekstremizmu. Prezydent Ałmazbek Atambajew w 2016 roku powiedział nawet: „Nasze kobiety noszą spódniczki mini od lat 50-tych i nigdy nie myślały o założeniu pasa z ładunkami wybuchowymi”.
W ludowym islamie nieobce są także wpływy szamanizmu. Azja Centralna jest miejscem licznych tradycji religijnych. Wśród nich wymienić trzeba chociażby zaratusztrianizm, buddyzm ale także wpływy greckie, z czasów gdy krainę tę podbił Aleksander Wielki.

Tygiel kulturowy

W niesamowitym, eklektycznym tyglu Kirgistanu, najsilniej zaznacza się jednak komunizm.
Włodzimierz Iljicz Lenin – wciąż żywy – niestrudzenie obserwuje kirgiskie ulice i place. Patrząc na jego dumne oblicze odnoszę wrażenie, że czas zastygł w miejscu, a świetność Związku Radzieckiego wcale nie przeminęła.

Nieopodal posągów wzniesionych ku czci Lenina rozpościera się żywy dowód na mozaikowość Azji Środkowej.
Wielki, wielobarwny bazar wypełniają przeróżne, przykuwające spojrzenie osobowości. Twarze tych ludzi mówią o Kirgistanie więcej niż jakiekolwiek słowa.

Gdy opuszczamy Biszkek, kopuły placu Ała Too w centrum stolicy złocą się w promieniach zachodzącego słońca. W 2005 roku były świadkami Tulipanowej Rewolucji, w wyniku której obalono ówczesnego prezydenta Akajewa. Przechodzę szerokimi promenadami, obserwując monumentalne budynki rządowe. Wiele z nich zostało ograbionych i doszczętnie zniszczonych pięć lat później, podczas kolejnej rewolucji w 2010 roku. Przewrotna historia przewrotów: Prezydent Bakijew zyskuje władzę dzięki rewolucji, i poprzez rewolucję także ją traci.

Wyruszamy dalej na wschód, miasto znika powoli za górskim horyzontem. Zostawiamy wielkomiejskie życie, aby zobaczyć to, z czego Kirgistan słynie najbardziej.

Ośle uszy

Wedle legendy, król starożytnego państwa miał ośle uszy. O jego wstydliwym sekrecie wiedział jedynie jego osobisty fryzjer. Król nie czuł się z tym komfortowo, w związku z czym polecił zamordować niewinnego stylistę. Zdesperowany fryzjer musiał otworzyć przed kimś swoje umęczone serce – wykrzyczał zatem sekret króla do wielkiej studni. Ścigany zapomniał jednak zamknąć pokrywę, przez co woda ze studni wypłynęła i zalała całe królestwo. Tak powstało Issyk-Kul.

Co ciekawe, badania archeologiczne potwierdzają, że na dnie jeziora w czasach przed prorokiem Mohametem faktycznie istniała niezbadana cywilizacja…

 

Jezioro Issyk-Kul jest szafirowe. Otoczone masywami gór i na tyle duże, że przez większość czasu nie jestem w stanie dostrzec drugiego końca.
Gdy poruszam się wzdłuż brzegu, góry przybierają najrozmaitsze kolory: brunatne, krwistoczerwone, a nawet żółtozłote, kształtem przypominające stożkowate piramidy. Jadąc wąską, pełną wybojów drogą, ciągle podskakując w trzęsącym się busie, odnoszę wrażenie, że jestem jedynie przelotnym zjawiskiem wobec wiecznych i niedostępnych mas górskich. W takich miejscach, pierwotnych jak przed przybyciem człowieka, można poczuć respekt dla odwiecznych praw natury.

Ślub nad brzegiem pięknego Issyk-Kul? Dziewczyno, w Kirgistanie możesz nie mieć innego wyboru!

Kirgizi kultywują pewien obyczaj, na szczęście odchodzący w zapomnienie. Przyszłe panny młode porywa się z ich rodzinnych domów, uprowadzenia wybranek serca mają jednak miejsce częściej na południu kraju. Czy żonę porwano i w tym przypadku? Nie wiem, ale dziewczyna wygląda na zadowoloną.

Gdy kontynuuję podróż w stronę dzikiego południa, w głowię zaczynają kłębić się mi nieuniknione pytania: czy Kirgizi porwą także którąś z dziewczyn z naszej grupy? Jesteśmy przecież coraz dalej od stolicy, coraz dalej od przyjętych w naszym świecie zwyczajów i funkcjonujących u nas wartości.

Dzikie serce Kirgistanu

Tu gdzie się znalazłem, w okolicach niedużego miasta Naryn, próżno szukać wielkomiejskich atrakcji. Miejscowość leży w samym sercu Kirgistanu – geograficznie i kulturowo.

W pobliżu miasta wyruszamy na poszukiwania elektrowni wodnej. Niespodzianka – okazało się, że ta nie została jeszcze wybudowana. Jak w przypadku spalonego hostelu, ważniejsza okazuje się jednak droga sama w sobie.

Ogromne, puste przestrzenie ożywia nagle sylwetka jeźdźca, samotnie pędzącego stado. Gdy podchodzę bliżej, okazuje się on być dwójką chłopców. W tych stronach już nie mówi się po rosyjsku, zatem w odpowiedzi na moje pytania dostaję jedynie nieśmiałe uśmiechy. Na głębokiej prowincji pastuszkowie spędzają całe dnie na doglądaniu zwierząt. Nie dowiedziałem się nawet, czy chodzą do jakiejkolwiek szkoły.

Państwo jest biedne – PKB per capita wynosi około 1000 USD na osobę (w Polsce jest to ok. 14 tys. USD – red.). Biedniejszy w Azji Centralnej jest tylko Tadżykistan. W kraju więc w wielu miejscach przetrwał tradycyjny, harmonizujący z naturą, tryb życia. Piękno krajobrazu i niesamowite sylwetki jego mieszkańców tworzą nierozłączną całość. Czas Kirgizów z ubogich wsi wypełnia ciężka praca. Oczy dzieci są jednak wesołe.

Sam Kirgistan też ma w sobie coś z dziecka. Jest dzieckiem Związku Radzieckiego, często tęskniącym za swoim rodzicem. To owoc niedawnych rewolucji i twór ciągłych przemian społecznych. Tak jak dziecko. ma mnóstwo niewykorzystanego potencjału, wciąż czekającego na odkrycie. W końcu podobnie do dziecka, wciąż ma przed sobą długą drogę do pełnej samodzielności i niezależności.

Podróż dobiega końca i gdy żegnam się z pastuszkami, pytam sam siebie: w jakim kraju dorosną ci chłopcy? Czy ich kraj zmieni się i „dojrzeje” wraz z nimi? Państwo musi się rozwijać, a globalizacja ma swoje zalety, jednak ostatnią rzeczą, której pragnąłbym dla Kirgistanu, to zatracenie jego unikalnego charakteru.

PS: Uwaga na lotnisku w Ałmaty!

1. Palimy papierosy tylko w wyznaczonych miejscach! Mandat wynosi 150 $/os. Alternatywna forma porozumienia: 30$.
2. W hali odlotów nie gramy w karty na pieniądze! Kara to 1300 $/os., chyba że wrzucicie szybko całą gotówkę do skrzynki na składkę dla kazachskich weteranów.

Podróż do Kirgistanu odbyli studenci Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zdjęcia i tekst – Bartosz Oleszko-Pyka

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY