Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Michał Kucharski

Bośnia na politycznym rozdrożu

Kolejna tura negocjacji w sprawie utworzenia koalicji rządzącej nie przyniosła w ostatnich dniach rezultatu. Partie lewicowe i centrolewicowe wycofały się z rozmów z boszniacką partią SDA, odmawiając współpracy z nacjonalistami. Współpracy z innymi, bez zwiększenia autonomii swojego narodu, odmawiają z kolei ugrupowania chorwackie. Jednocześnie zgromadzenie chorwackich polityków z Hercegowiny zanegowało w ostatnich dniach wyrok Trybunału w Hadze. To bieżąca odsłona trwającego od 2016 kryzysu politycznego.

Państwo z konstytucją napisaną przez zachodnich prawników od czasu swojego powstania w 1995 roku pogrążone jest w politycznym kryzysie. Mimo, że ostatnie dziesięciolecie przyniosło pewne korzystne reformy, wymuszone m.in. przez społeczność międzynarodową, to konflikt jedynie przez ten czas przycichł. Reforma armii i połączenie jednostek w wielonarodowe oddziały; mozolne tworzenie wspólnych struktur i możliwości współpracy jednostek policji; wycofanie się w cień Wysokiego Przedstawiciela, przyjęcie wsparcia rozwojowego w ramach projektu Berlin Plus, rozpoczęcie formalnych starań o status kandydata do UE to tylko przykłady progresywnych zmian jakie w ostatnich latach były udziałem Bośni. Dziś dodatkowych praw domagają się chorwaccy politycy, otwarcie negując porozumienie z Dayton.

Także wieloetniczne protesty w 2014 roku przeciwko fatalnej sytuacji gospodarczej, organizowane m.in. pod hasłem „Jesteśmy głodni w trzech językach”, dawały nadzieję na kolejne reformy. Szybko jednak okazało się, że potrzeba iskry by zamiast reform i chleba sytuacja polityczna skupiła się wokół sporów narodowościowych. Było ich kilka – bezprawne zwiększanie niezależności Republiki Serbskiej, konieczność w zmian w ordynacji wyborczej, czy wypowiedzi chorwackiego rządu na temat sytuacji wewnętrznej w Bośni i Hercegowinie.

 

Innym Problemem jest żądanie dodatkowych praw przez chorwackich polityków, otwarcie negujących w ten sposób porozumienie z Dayton. W ostatnich miesiącach apogeum sporów, które narastają pomiędzy boszniackimi, chorwackimi i serbskimi politykami, stały się wyniki wyborów do Prezydium Bośni i Hercegowiny (Predjsedništvo BiH) z października 2018. Na to trzyosobowe ciało, będące formalną głową państwa, składa się po jednym przedstawicielu z trzech wspomnianych konstytucyjnych narodów.

Wybory, na których ostateczne wyniki trzeba było czekać ponad dwa tygodnie, przyniosły zmiany w dotychczasowym składzie. Opóźnienia wynikały z niewielkiej różnicy między kandydatami społeczności boszniackiej. Šefik Džaferović, kandydat prawicowej SDA pokonał swojego kontrkandydata z lewicowej SDP, Denisa Bećirovicia kilkunastoma tysiącami głosów. Nowy reprezentant Boszniaków zajął miejsce Bakira Izetbegovicia, syna Aliji, ojca bośniackiej państwowości. Reprezentuje jednak tę samą partię.

Umiarkowanego przedstawiciela Serbów zastąpił z kolei znany ze swoich niekonstytucyjnych działań Milorad Dodik. Wieloletni przywódca Republiki Serbskiej był także oskarżany, że z tej części federacyjnego państwa Bośni i Hercegowiny uczynił swoje udzielne księstwo. Niemniej kontrowersji niż Dodik wzbudził nowy reprezentant Chorwatów. Željko Komšić pochodzi z Sarajewa i od lat jest szanowany jako umiarkowany, antynacjonalistyczny polityk. Jego zwycięstwo nie spodobało się jednak… chorwackiemu rządowi. Bośni grozi więc polityczna niemoc na szczytach władzy i nieustanny spór z sąsiadem.

„Chcemy dla was jak najlepiej“

To zapewnienie pada od kilku lat z ust wszystkich najważniejszych polityków Republiki Chorwacji. Częste komentarze do sytuacji w Bośni z ich strony to wynik dużej społeczności chorwackiej mieszkającej w BiH i głosującej zarówno w bośniackich jak i chorwackich wyborach parlamentarnych i prezydenckich.

W związku z tym prezydentka Kolinda Grabar-Kitarović i premier Andrej Plenković przy każdej okazji zapewniają o poparciu dla unijnych aspiracji Bośni oraz jej integralności. Niemal zawsze jednak pojawia się pewne istotne „ale“. Najczęściej jest to wynik odrodzonego w ostatnich dwóch latach sporu o pozycję narodu chorwackiego w państwie. Konstytucja BiH gwarantuje wszystkim narodom równość i podkreśla rolę oraz prawa trzech narodów konstytucyjnych – Boszniaków, Chorwatów i Serbów. Trybunał Konstytucyjny uznał jednak w grudniu 2016, że obowiązująca do wyższej izby parlamentu ordynacja wyborcza nie spełnia zapisów konstytucji i nie zapewnia równej reprezentacji trzem wspomnianym społecznościom. Sąd nakazał zmianę zasad by uczynić je bardziej przejrzystymi i spełnić konstytucyjny obowiązek równości narodów i proporcjonalności.

Wniosek ten część chorwackich polityków zinterpretowała jako podważenie całego obowiązującego systemu, w którym własną część kraju mają Serbowie, ale już Chorwaci współdzielą Federację Bośni i Hercegowiny z Boszniakami. Bardziej radykalni politycy zasugerowali nawet utworzenie trzeciej części składowej, jedynie chorwackiej. Zanegowali w ten sposób całkowicie porozumienie pokojowe z Dayton. Chorwaci milczeniem zbywają jednocześnie wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Sejdić-Finci, zgodnie z którą wszystkie narody BiH są równe. Oznacza to także prawo mniejszości etnicznych do biernego udziału w wyborach do Prezydium.

Prezydium Bośni i Hercegowiny. Od lewej:  Željko Komšić, Milorad Dodik, Šefik Džaferović.

Mimo że wyrok zapadł już w 2009 roku nie został dotychczas wprowadzony do bośniackiego prawa poza kantonem Sarajewo. Rządząca Chorwacją prawica popierała projekty siostrzanej partii HDZ BiH w zakresie zmian w prawie a jej politycy sugerowali, że „pełne zrównanie” Chorwatów z Serbami i Boszniakami ułatwi Bośni drogę do UE. Sugerowanie przez chorwackich polityków dyskryminacji ich narodu w obowiązującym systemie politycznym jest o tyle absurdalne, że te same zasady i możliwości obowiązują Boszniaków. Ich jest jednak więcej, a młodzi coraz częściej wyjeżdżają z kraju. Taką możliwość daje im podwójny paszport – ten chorwacki otworzył przed nimi całą Europę.

Chorwacka prawica nie potrafiąc sobie poradzić z nienajlepszą sytuacją ekonomiczną i migracją młodych skupia się więc na konflikcie etnicznym i szuka możliwości zwiększenia swojej władzy, kosztem struktur centralnych. Kiedy jednak propozycji radykalnych zmian w ustroju BiH nie udało się przegłosować chorwaccy politycy z Hercegowiny postanowili w ostatnich miesiącach spojrzeć przyjaznym okiem na przywódców politycznych Republiki Serbskiej.

Chorwacka prawica nie potrafiąc sobie poradzić z nienajlepszą sytuacją ekonomiczną i migracją młodych skupia się więc na konflikcie etnicznym i szuka możliwości zwiększenia swojej władzy, kosztem struktur centralnych. Kiedy jednak propozycji radykalnych zmian w ustroju BiH nie udało się przegłosować chorwaccy politycy z Hercegowiny postanowili w ostatnich miesiącach spojrzeć przyjaznym okiem na przywódców politycznych Republiki Serbskiej.

Kim jest Milorad Dodik

Kluczowym politykiem tej północnej części BiH jest Milorad Dodik. Przez 14 lat rządził Republiką jako premier i prezydent. Stawia go to w gronie rekordzistów współczesnej Europy. Skutecznie udało mu się stłumić opozycję, z której największym przeciwnikiem jego rządów są skrajni nacjonaliści. Utrzymuje przyjazne relacje z Władimirem Putinem (w ciągu czterech lat spotkał się z nim sześć razy!), jednocześnie pozostając persona non grata w USA. Zorganizował referendum w sprawie ustanowienia Dnia Republiki Serbskiej jako święta państwowego – w rocznicę odłączenia się jej od Bośni i Hercegowiny co było jedną z przyczyn wojny, która pochłonęła wg różnych szacunków od 100 do 200 tysięcy ofiar. Ustanowienie takiego święta zostało zanegowane przez Trybunał Konstytucyjny, gdyż władze Republiki nie mają do tego uprawnień. Władze centralne nie mogą jednak tej decyzji sądu w jakikolwiek sposób wyegzekwować.

M. Dodik zbudował też nowe jednostki policji, wyposażając je w 2018 roku w 2,5 tysiąca pistoletów maszynowych, co jest liczbą większą niż mają austriackie jednostki mundurowe. Również zrobił to bezprawnie, ponieważ zakupów wyposażenia nie uzgadniano z krajowym ministerstwem spraw wewnętrznych, które odpowiada za nadzór nad służbami.

Milorad Dodik

Jednocześnie władze Republiki mają podpisane porozumienie z Rosją w sprawie szkoleń antyterrorystów, także poza oficjalnymi kanałami. Przywódca bośniackich Serbów od lat stara się również blokować porozumienia z sąsiadami. Negował projekt zatwierdzenia zmian na granicy z Chorwacją w związku ze zmianą koryta rzeki Uny, choć znajduje się ona poza Repbuliką. Przedstawia także alternatywne względem centralnych projekty poprowadzenia autostrady z Belgradu do Sarajewa, chcąc zrobić to dookoła, w większości przez terytorium Republiki. Uniemożliwia to ostateczne zaprojektowanie bośniackiego odcinka, choć Serbowie wybrali już u siebie wykonawcę.

Niewiele zmieniło się w podejściu Dodika do Bośni i Hercegowiny, kiedy zamienił przywództwo Republiki Serbskiej na miejsce w Prezydium. Pierwszy konflikt jaki wywołał dotyczył flagi Republiki w budynku Prezydium i na oficjalnych spotkaniach. Nie tylko wstawił ją do swojego gabinetu wywołując konsternację boszniackich polityków i europejskich dyplomatów ale odmówił udziału w spotkaniach, na których flaga ta nie stoi obok flagi państwowej Bośni. To co powinno niepokoić jednak także Chorwatów okazało się dla nich nieistotne, kiedy dowiedzieli się, kto będzie reprezentował ich naród w Prezydium BiH.

Za mało chorwacki Chorwat

Jedyną winą członka Predsjedništva, Chorwata Željko Komšicia wydaje się być jego umiarkowanie. Fakt, że został wybrany głosami nie tylko Chorwatów ale także Boszniaków najdobitniej pokazuje, że potrafi łączyć, a nie dzielić, co dla przyszłości Bośni jest raczej umiejętnością bezcenną. Jednocześnie dla chorwackiego rządu z HDZ oraz polityków z bliźniaczej HDZ BiH jest to jego najpoważniejsza wada. Premier Chorwacji, Andrej Plenković otwarcie oświadczył, że Komšić nie reprezentuje Chorwatów, nie jest wiec partnerem do rozmów, ponieważ nie wybrano go głosami tylko chorwackiej społeczności. Spotkania z nim odmówili też niektórzy członkowie Domu Narodów, bośniackiej izby wyższej parlamentu. Mimo że nie jest na swoim stanowisku nowicjuszem (pełnił tę funkcję już w latach 2006-2014) okazuje się być teraz za mało „chorwacki“, by reprezentować swój naród. Sytuacja wydaje się brzmieć absurdalnie, nie jest on jednak jedynym Chorwatem, który boryka się z tym problemem. Podobne problemy mają pisarze i publicyści, np. Slavenka Drakulić, czy Ante Tomić.

Jednak niemal otwarte zanegowanie prawa Komšicia do reprezentowania własnego narodu pokazuje jak poważny jest problem Chorwatów z nacjonalizmem. Nawet jeśli nikt nie mówi tego wprost, to za mało radykalne poglądy właśnie na pozycję własnego narodu w Bośni i sprzeciw wobec dalszego podziału kraju są raczej rzeczywistą przyczyną niechęci do niego. HDZ jest wyraźnie rozczarowane porażką swojego kandydata, zwłaszcza, że może mieć to wpływ na jej pozycję w samej Chorwacji, ponieważ hercegowińscy Chorwaci dotychczas pozostawali istotnym języczkiem u wagi zawsze oddającym głos na prawicę.

Końca nie widać

Chorwackim politykom w Hercegowinie nie wystarcza już np. nieformalny podział Mostaru, czy kantonizacja Federacji, zapewniająca im przewagę w części regionu. Niechęć do dialogu z centralnymi władzami BiH i negacja obecnego systemu politycznego prowadzą do coraz bardziej radykalnych zachowań. W trakcie nielegalnego z punktu widzenia konstytucji Bośni święta „państwowego” Republiki Serbskiej, wizytę złożył w jej stolicy Dragan Čović. Przywódca hercegowińskiej HDZ świętował w ten sposób rocznicę rozpoczęcia konfliktu w Bośni, ponieważ 9 stycznia 1992 przywódcy bośniackich Serbów, w tym Radovan Karadžić, ogłosili odłączenie się od Bośni i Hercegowiny. Wyrażone w ten sposób poparcie dla kwestionowanych przez Trybunał Konstytucyjny i Unię Europejską działań Republiki Serbskiej może niepokoić. Niewątpliwie chorwacki polityk szuka w ten sposób poparcia dla działań mających na celu zwiększenie niezależności Chorwatów w ramach wspólnego kraju.

Kolejnym tego typu wydarzeniem był Chorwacki Narodowy Sabor w Hercegowinie (Sabor to chorwacki Sejm) zorganizowany 26 stycznia br. Obecni delegaci zakwestionowali wybór Željko Komšicia na członka Prezydium oraz odrzucili wyrok Trybunału w Hadze w sprawie „Prljić i inni”. Dotyczyła ona przywódców samozwańczej chorwackiej Republiki Herceg-Bosni, istniejącej krótko w trakcie konfliktu w latach dziewięćdziesiątych. Jej ministrowie zostali skazani m.in. za stworzenie obozów koncentracyjnych dla muzułmanów (Chorwaci na kilka miesięcy zerwali sojusz z Boszniakami). Sabor uznał, że podważanie samej istoty Herceg-Bosni godzi w naród chorwacki. Co prawda jakakolwiek decyzja tego zgromadzenia nie ma żadnego wiążącego charakteru, jednak wywołuje poważne zaniepokojenie jeśli chodzi o możliwości porozumienia wewnątrz BiH. Jednocześnie Sabor poparł członkostwo Bośni w UE i NATO. Nowy-stary przewodniczący tego zgromadzenia, wspomniany D. Čović ogłosił, że obecność BiH w strukturach euroatlantyckich jest tak samo oczywista jak konieczność zmiany ustroju kraju i zrównania w prawach Chorwatów z pozostałymi narodami. Podjęte uchwały już skrytykowała socjaldemokracja i Komšić oraz boszniacka prawica. Sytuacja pozostaje rozwojowa, ponieważ spór w ostatnim czasie się zaostrza a wszystkie strony konfliktu starają się przeciągać linę w swoją stronę i interpretować rzeczywistość według swoich partykularnych potrzeb. Droga Bośni do UE wydaje się więc w tej chwili bardzo długa.

Brak stabilnego rządu, którego nie można wyłonić od kilku miesięcy tylko pogarsza sytuację bo nie ma kto negocjować z UE. Ta ostatnia, wg informacji z wczoraj, ma objąć sankcjami Milorada Dodika. Przyczyną jest utrudnianie od miesięcy, przez władze Republiki Serbskiej, śledztwa w sprawie tajemniczego zabójstwa studenta w Banja Luce. Jego rodzice oraz tysiące demonstrantów na ulicach miast Republiki domagają się sprawiedliwości i oskarżają policję o współudział. Policja nawet na krótko aresztowała ojca co tylko wzmogło wściekłość społeczeństwa. Sankcje uderzają w jedną postać, a więc są punktowe, nie ułatwią jednak pracy podzielonemu Prezydium BiH.

Facebook Comments

Doktorant przy Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM, absolwent studiów magisterskich na stosunkach międzynarodowych i filologii chorwackiej na UAM-ie. Publikował na łamach Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, Res Publiki Nowej oraz na portalu mediumpubliczne.pl. W ramach stypendiów spędził rok akademicki w Osijeku i semestr w Zagrzebiu. W Sarajewie prowadził badania terenowe do pracy doktorskiej.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY