Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kamil Hyszka

Bałkany – żółta plama w Europie

Jak co roku raport Freedom House jest szeroko komentowany. Alarmujący, żółty kolor, informujący o tym, że dany kraj ma problem z praworządnością, niebezpiecznie rozlewa się na mapie Europy. Niestety, epicentrum tego zjawiska są Bałkany.

Do mało chlubnego grona państw “częściowo wolnych” dołączyły w tym roku Serbia i Węgry. Przypadek węgierski jest o tyle niepokojący, że jest to jedyny kraj Unii Europejskiej z takim oznaczeniem. Jednak zarówno wobec działań rządów w Budapeszcie jak i w Belgradzie takie konsekwencje były do przewidzenia. O ile w przypadku krajów bałkańskich możemy mówić o “tradycyjnych” problemach systemowych, o tyle rządy Viktora Orbana zasługują na miano re-oligarchizacji systemu demokratycznego. Niestety, Orban wyznaczył kurs, który zaczynają obierać rządy kolejnych państw.

Węgierski przypadek jest przykładem klęski procesu tranzycji demokracji, dowodzącym, że szybko można zniszczyć efekt pracy pokoleń. Niemniej casus Węgier (jak i innych krajów, w tym Polski) powinien skłaniać nas do pytania o to, jak demokrację naprawiać, likwidując społeczne nierówności i poczucie wykluczenia. W innym przypadku trzeba będzie demokrację ratować, albo po prostu z niej zrezygnować. Autorytaryzm, czy antydemokratyzm raczkuje powoli i dopiero w ostatniej fazie nabiera spektakularnego charakteru. Wystarczy wspomnieć tureckiego prezydenta, który z reformatora przeobraził się w zamordystę, a zwieńczeniem jego działań był zamach stanu w 2016 roku.

Ujmując rzecz w surowe dane: Serbia z kraju wolnego stała się krajem częściowo wolnym, najwyższy wynik w regionie Bałkanów odnotowała Albania, najniższy zaś Bośnia i Hercegowina. Pozostałe kraje regionu: Chorwacja, Bułgaria i Rumunia zasadniczo w świetle raportu nie mają problemu z “wolnością”, jednak wszystkie one odnotowały nieco niższe noty niż w poprzednim raporcie Freedom House.

Węgierski mentor a sprawa bałkańska

Orban jest wzorem. Widać to chociażby w działaniach serbskiego prezydenta Aleksandra Vučicia. Model państwa, w którym partia rządząca, a ściślej rzecz ujmując jej lider, akumuluje władze w oparciu o sieci quasi-oligarchiczne, jest konsekwentnie realizowany w Serbii. Prezydent Vucić, jak czytamy w raporcie Freedom House, akumuluje władzę w sposób pozakonstytucyjny. Dotyczy to przede wszystkim kontroli nad gospodarką i mediami. Sytuacja tych ostatnich w Serbii pogarsza się z roku na rok, a znalezienie medium, które można by określić mianem “opozycyjnego”, jest coraz trudniejsze.

Aleksandar Vučić i Viktor Orban.

Szczególne zainteresowanie Węgier Serbią wynika kilku z czynników. Zasadniczym pretekstem do zacieśniania więzi między Budapesztem a Belgradem jest silna mniejszość węgierska w regionie Vojivodiny. Jednak jak twierdzi Ana Milosevic z Balkan Insight, obydwaj politycy jedynie cynicznie wykorzystują historię do realizacji swoich celów. Vučić widzi w Węgrach sprzymierzeńca w negocjacjach z Unią Europejską. Z kolei Serbia otworzyła swoje bramy dla węgierskiej ekspansji gospodarczej. Natalie Nougayrède z The Guardian określa Vučicia i Orbana mianem bliskich przyjaciół. Jest to o tyle ciekawe, że Aleksandar Vučić ma jeszcze jednego przyjaciela, którym jest syn Georga Sorosa, Alexander. Niemniej, prezydent Vučić stwierdził niedawno, że relacje serbsko-węgierskie są najlepsze w historii, a składając gratulacje premierowi Orbanowi po wygranych wyborach użył sformułowania “drogi przyjacielu”.

Premier Viktor Orban jest jednym z tych europejskich liderów, którzy kategorycznie występują przeciwko przyjmowaniu uciekających przed wojną uchodźców. Nie ma jednak problemu z udzielaniem azylu skompromitowanym politykom z autorytarnymi zapędami. W grudniu 2018 roku Orban udzielił schronienia byłemu premierowi Macedonii Nikoli Gruevskiemu, na którym ciążą poważne zarzuty korupcji i nadużywania władzy. Macedoński premier Zoran Zaev twierdzi, że przed przyznaniem azylu Gruevskiemu doszło do spotkania Vitkora Orbana z obecnym liderem VMRO-DPMNE Hristijanem Mickoskim. Lider opozycji miał też rozmawiać o przyszłość Gruevskiego z serbskim prezydentem Vuciciem. Jeśli te informacje są prawdziwe, można mówić o istnieniu nieformalnego sojuszu europejskich autokratów. “Bananowe przyjaźnie” w stylu relacji łączącej Fidela Castro z Hugo Chavezem okazują się być czymś co istnieje również w Europie.

Gruevski to autokrata, który wraz ze stratą władzy, stracił wszystkie zabezpieczenia, w tym poczucie bezkarności. Dzisiaj chowa się w Budapeszcie i z bezpiecznego dystansu komentuje macedońską scenę polityczną. Zasadniczo Gruevski niewiele różni się od byłego ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Niepokojące jest to, że w sercu Europy istnieje reżim dający schronie ludziom tego pokroju. Serbskie wsparcie dla Gruevskiego też już nikogo nie dziwi. Belgrad dość aktywnie starał się uczestniczyć w niedopuszczeniu do przejęcia władzy przez Zaeva w Macedonii.

Węgry Orbana stworzyły też narracje walki z siłami opozycyjnymi, którą chętnie zaimportowały inne państwa. Najlepszym przykładem jest zatwardziałość Budapesztu w zwalczaniu Georga Sorosa. Rozbrzmiewające w Budapeszcie hasło, że “wszystko co złe to Soros” wdzięcznym echem odbija się w innych krajach, w tym w Polsce. W Macedonii pod rządami Gruevskiego został nawet ukuty specjalny termin na wrogów rządu (ergo zwolenników/pracowników Sorosa) – “sorosoid”. Gruevski był też pierwszym premierem, który zapowiedział “desorosoizację” kraju. Ostatecznie Gruevskiemu nie udało się “oczyścić” Macedonii, choć zaczął to robić wcześniej niż Orban. Teraz z Budapesztu będzie mógł obserwować poczynania węgierskiego premiera, który nie tak dawno zamknął Central European University kojarzony z Georgem Sorosem. Znając losy innych politycznych emigrantów (chociażby Micheila Saakaszwiliego) niewykluczone, że Gruevski zostanie obdarzony przez swojego protektora ciepłą posadą rządową na Węgrzech.

Z czym do NATO, z czym do Unii

Macedonia odnotowała nieznaczny wzrost w rankingu wolności, dokładnie o dwa punkty w stosunku do ostatniego roku. Rząd Zorana Zaeva, skupiający się przede wszystkim na polityce zagranicznej, której prowadzenie okupione jest licznym ustępstwami w obszarze polityki wewnętrznej, wciąż nie przeprowadził szeregu niezbędnych reform wzmacniających praworządność. Największym wyzwaniem dla rządu w Skopje jest reforma systemu wyborczego, oraz systemu sądownictwa. Wiele do życzenia pozostawia też sytuacja medialna w kraju. Jeszcze w 2017 roku media w Macedonii były oceniane przez Freedom House jako jedyne “nie wolne” w Europie, nie licząc Białorusi i Rosji. Do dzisiaj wielu dziennikarzy aktywnie uczestniczy w życiu politycznym, często w sposób jednoznaczny opowiadając się po stronie byłej partii rządzącej VMRO-DPMNE.

Reformy w Macedonii są tym cięższe do realizacji, że mandat rządu Zaeva jest dość niepewny. Po pierwsze w wyborach parlamentarnych jego partia zajęła drugie miejsce, a rząd stworzyła w wyniku porozumień koalicyjnych z partiami albańskimi. Wydarzeniem legitymizującym linie polityczną Zaeva miało być referendum dotyczące zmiany nazwy państwa w ramach porozumienia z Grecją. Wzięło w nim jednak udział zaledwie 37% uprawnionych.

Minister Spraw Zagranicznych Macedonii Nikola Dimitrov oraz szef NATO Jens Stoltenberg.

Koncentracja na polityce zagranicznej ma jeden cel: wyrwanie Macedonii z izolacji politycznej. Zwieńczeniem tego procesu ma być dołączenie do NATO i Unii Europejskiej. Członkostwo w Pakcie Północnoatlantyckim jest coraz bliższe, co potwierdziło środowe podpisanie protokołu akcesyjnego. Należy jednak rozważyć czy włączanie kolejnych krajów do struktur euro-atlantyckich jest korzystne z punktu widzenia Unii i NATO. Z jednej strony istnieje argument o wciąganiu państw bałkańskich w krąg krajów demokratycznych. W takim ujęciu członkostwo w UE i NATO ma być zachętą do przeprowadzenia koniecznych reform i osiągnięcia adekwatnego poziomu praworządności. Z drugiej strony, przykład takich państw jak Polska, czy Węgry boleśnie pokazują, że kraje z nieugruntowanym systemem demokratycznym, mogą tylko Unię osłabiać.

W trakcie kampanii referendalnej w Macedonii pojawiły się specjalne bilboardy promujące porozumienie z Grecją, jako otwarcie drogi do UE. W przestrzenii publicznej pojawiły się informacje o szeregu potencjalnych korzyści ekonomicznych. Podobna argumentacja była wykorzystywana też przed polską akcesją do UE.. Droga do Unii Europejskiej to jednak coś więcej niż autostrady. Brak tej świadomości doprowadził do sytuacji, w której narracja o sprzedawaniu narodowej godności w zamian za unijne benefity ma się coraz lepiej. Nie ma żadnej gwarancji, że młode państwa Unii utrzymają swoją proeuropejskość.

W co gra Orban?

Sojusze zawierane przez Viktora Orbana powinny skłaniać do głębszej refleksji odnośnie intencji tego polityka. Wydaje się, że stosowne jest mówienie o budowaniu przez Węgry antyliberalnej koalicji nie tylko wewnątrz Unii, ale również wśród krajów aspirujących do dołączenia do niej. Być może prawdziwym celem Orbana nie jest reforma Unii Europejskiej, ani zapewnienie większej swobody rządom krajowym, ale jedynie sprowadzenie struktury europejskiej do roli banku zapomogowego dla nowych i młodych członków wspólnoty.

Również Polska powinna poważnie zastanowić się nad tym co oznacza dla niej sojusz z Węgrami. Być może Prawo i Sprawiedliwość, nie do końca świadome działań Orbana, sadza nas przy jednym stole z cynicznymi politykami, którzy zasłynęli nie reformami, ale budowaniem prywatnych imperiów. Wszyscy trzej wspomniani politycy: Orban, Vučić i Gruevski szli do władzy jako politycy mający rozbić układ, podkreślali swoje europejskie aspiracje. Co więcej, pierwsze lata ich rządów były oceniane raczej pozytywnie. W którymś momencie każdy z nich przekonał się jednak, że droga demokracji i liberalizacji jest trudniejsza w osiąganiu celów, a zwłaszcza w wygrywaniu wyborów. Dla Gruevskiego taką cezurą był impas w relacjach z Grecją, a w konsekwencji blokada akcesji do UE. Vučić zderzył się z problemami dotyczącymi Kosowa, a następnie stał się zakładnikami systemu klientelistycznego, który sam budował.

Vučic, Putin, Łukaszenko, Orban.

Dzisiaj Gruevski jest już na wygnaniu, Vučić nie ma na co liczyć ze strony Brukseli, więc obściskuje się z Putinem, a Orban jest czarnym charakterem Unii Europejskiej. Każdy z tych polityków będąc u władzy zbudował prywatne, finansowe imperium, podporządkował sobie partie i media, a opozycje zdehumanizował. Dlatego wszelkie doniesienia pozwalające mówić o istnieniu systemu klientelistycznego, oraz akumulowaniu się władzy w rękach jednego człowieka, powinny budzić nasz niepokój. Chyba, że chcemy aby żółta plama rozlała się na inne kraje.

Facebook Comments
Kamil Hyszka
Redaktor sekcji Bałkany

Urodzony w Warszawie i zakochany we Wschodzie. Student Studium Europy Wschodniej UW oraz autor na portalu balkanistyka.org.

Kontakt: k.hyszka@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY