Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

„Głosy muszą płynąć”. Rola technicznych kandydatów w wyborach prezydenckich na Ukrainie

Gdyby spróbować jednym zdaniem opisać toczącą się na Ukrainie kampanię wyborczą najtrafniej byłoby użyć cytatu z popularnej powieści science fiction: "Finta wewnątrz finty w fincie". Tymi słowami ojciec głównego bohatera powieści Franka Herberta starał się wyjaśnić swojemu synowi polityczne zależności panujące w uniwersum „Diuny”. Wybory na Ukrainie to nie literacka fikcja, ale trwająca kampania wyborcza wydaje się przybierać cechy fantastycznej wręcz plątaniny chytrych planów, spisków i knowań, zawierających w sobie kolejne plany, spiski i knowania… Do konstruowania wielopoziomowych intryg i manipulacji ukraińskich polityków i ich spin-doktorów, podobnie jak przedstawicieli wysokich rodów i ich mentatów w książce Herberta, popycha żądza zdobycia kontroli nad nadzwyczaj ważnymi zasobami. W wyborczej rzeczywistości są nimi głosy wyborców, którzy zdecydują o przyszłości planety Ukraina.

Polityczna inżynieria

„Pierwszy krok do ominięcia pułapki to uświadomić sobie, gdzie ona jest” – instruuje swojego potomka Leto Atryda podczas rozmowy na pustynnej planecie zwanej Diuną. Próbując podążyć za radą namiestnika Arrakis i uporządkować przynajmniej część intryg i podstępów, jakie ukraińscy politycy wzajemnie dla siebie przygotowali, należy najpierw dokonać klasyfikacji wszystkich uczestników wyborczej walki.

A już sama ich liczba – trzydziestu dziewięciu oficjalnie zarejestrowanych przez Centralną Komisję Wyborczą pretendentów do fotela prezydenta Ukrainy – może przyprawić o zawrót głowy. Nie tylko nie każdy z nich ma szansę na zwycięstwo, ale nawet nie wszystkim ten cel przyświeca. O ile bowiem prawdziwym politykom rzeczywiście zależy na osiągnięciu dobrego wyniku wyborczego, który pomoże im zwiększyć rozpoznawalność przed jesiennymi wyborami do parlamentu, o tyle rola w wyborach pozostałych jest nieco bardziej skomplikowana.

Pośród kandydatów na prezydenta Ukrainy znajdują się dobrze znane nazwiska od lat obecne w ukraińskiej polityce – Julii Tymoszenko, Petra Poroszenko, Anatolija Hrycenko, Jurija Bojko czy Ołeha Laszki. Ale oprócz nich udział w wyborach biorą także osoby, które po raz pierwszy prezentują się na politycznej scenie i które nie planują na niej pozostać dłużej niż do chwili ogłoszenia wyników wyborów. Ich rolę i znaczenie zwykło określać się mianem „technicznych kandydatów”, zaś ich zadanie ogranicza się do jak największego szkodzenia innemu biorącemu w elekcji politykowi.

Najczęstszym przejawem tego zjawiska jest maksymalne upodobnianie się przez nich do celu swojego ataku (zarówno wizualnie, jak i merytorycznie) i tym sposobem odebranie rywalowi głosów. Te swoistego rodzaju kopie kandydatów (w powieści Herberta ich odpowiednikami byłyby istoty zwane gholami) prowadzą swą kampanię wyborczą na rzecz innego startującego w wyborach kandydata. Proceder ten został niedawno dość szczegółowo opisany przez dziennikarzy serwisu „Ukraińska Prawda”.

Jurij Łytwynienko = Julia Tymoszenko?

Największą ilością klonów w tych wyborach „poszczycić się” może Julia Tymoszenko, co świadczy o determinacji jej głównego konkurenta – Petra Poroszenko, do pozostania na stanowisku głowy państwa. Jednym z bardziej jaskrawych przykładów jest Jurii Władimirowicz Tymoszenko, którego cel kandydowania jest prosty jak paski na jego wojskowej koszuli: zmylić mniej czujnych wyborców podczas zakreślania swojego wyboru na liście wyborczej i tym sposobem odebrać Julii Wladymirownie Tymoszenko część głosów w wyborach.

Ta niezbyt wyrafinowana sztuczka z wysunięciem kandydata o tych samych inicjałach wprawiła w nieskrywaną złość byłą premier, która zażądała rezygnacji z kandydowania swojego kłopotliwego kontrkandydata. Gdy groźby nie poskutkowały, współpracownicy Julii mieli próbować przekonać Jurija propozycją łapówki w wysokości 5 mln hrywien. Suma najwyraźniej nie przekonała pana Tymoszenko, który sprawę zgłosił na prokuraturę. On sam sugestię o swojej „technicznej” roli w tych wyborach jednoznacznie odrzuca, stwierdzając, że to kandydatka partii Batkiwszczyna celowo zmieniła swoje nazwisko (należy domniemywać, że poprzez fikcyjne małżeństwo zawarte jeszcze w latach 70-tych), aby przeszkodzić w jego karierze politycznej…

Jurij Tymoszenko tłumaczy swój start w wyborach:

Jurij Tymoszenko to kandydat prawie idealny z punktu widzenia „wyborczego trollingu”. Prawie, bo imię choć podobne, nie jest identyczne, a i optycznie on sam dalece nie odpowiada swojemu wzorcowi. Konieczne więc stało się znalezienie żeńskiej wersji Tymoszenko, która byłaby w stanie udoskonalić ten proces politycznego klonowania. Warunki spełniła Julia Łytwynienko, której imię i uroda pozwoliły stworzyć kolejną, tym razem wizualną, wersję byłej premier.

Łytwynienko to znana dziennikarka telewizyjna, która do czasu swojego startu w wyborach pracowała na kanale Priamyj, należącym do bliskiego współpracownika urzędującego prezydenta (pięć lat temu swoim głosem towarzyszyła obecnemu prezydentowi w jego pierwszym dniu na tym stanowisku komentując na żywo oficjalną transmisję z jego inauguracji). Zarówno imię, jak i powierzchowność Łytwynienko może kojarzyć się z byłą premier, która stanowi też główny wątek jej kampanii wyborczej.

Dziennikarka, która samą siebie określa mianem „Żelaznej damy” (na wzór Margaret Thatcher, bo przecież nie Julii Tymoszenko…) nie traci żadnej okazji do wytknięcia swojej bardziej popularnej imienniczce błędów w działalności politycznej oraz manipulacji w trakcie agitacji wyborczej. W ostatnim czasie ostrze krytyki Łytwynienko zostało skierowane także przeciwko Wołodymyrowi Zełenskiemu, co wydaje się być skutkiem analizy sondaży wyborczych przez sztab Poroszenki.

Julia Lytwynenko. Źródło: facebook.com/Lytvynenko.Yuliia

Więcej! Mocniej!

Merytorycznym załącznikiem do projektu klonów Julii Tymoszenko można nazwać kandydaturę Serhija Kaplina, deputowanego do Rady Najwyższej Ukrainy. Lider Partii Socjal-Demokratycznej, który do parlamentu trafił z listy Bloku Petra Poroszenki, bez zażenowania kradnie hasła Julii Tymoszenko, upodabniając swoje bilbordy, zarówno merytorycznie jak i pod względem graficznym, do tych reklamujących byłą premier.

Gdy więc Tymoszenko deklaruje zmniejszenie cen za gaz w dwa razy, Kaplin przebija ją obietnicą o czterokrotnym obniżeniu taryf na błękitne paliwo. Gdy zaś liderka Batkiwszczyny zapewnia, że zwiększy wynagrodzenia Ukraińców, przywódca socjal-demokratów natychmiast rozwija w sieciach społecznościowych kampanię informacyjną pod hasłem: „Nie ona, lecz on podwyższy zapłaty”. Swoim wyglądem i populistyczną retoryką upodabnia się on jednocześnie do Ołeha Laszki (obaj preferują ciemne garnitury i czerwone krawaty), co sprawia, że w ramach operacji „Kaplin” realizowana jest jednocześnie misja skierowana przeciwko liderowi Radykalnej Partii.

Bilbordy Julii Tymoszenko (z lewej) i Serhija Kaplina (z prawej).

Bilbordy Julii Tymoszenko (z lewej) i Serhija Kaplina (z prawej).

Uzupełnieniem imitacji byłej premier Tymoszenko są pozostałe dwie kandydatki na urząd prezydenta kraju. Olga Bohomolec, znana z koordynowania służby medycznej miasteczka namiotowego na Euromajdanie, również weszła do parlamentu w 2014 r. z listy Bloku Petra Poroszenko. Sprawując mandat deputowanej jest lojalną członkinią frakcji urzędującego prezydenta i nie formułuje krytycznych uwag wobec obecnych władz. Jej rolą w wyborach jest najprawdopodobniej odebranie Julii Tymoszenko atutu kobiety-kandydata i przyciągnięcie uwagi tych wyborców, którzy opowiadają się za równouprawnieniem i którzy chętnie widzieliby przedstawicielkę płci pięknej na stanowisku głowy państwa.

Ostatnia spośród czterech kandydatek, Inna Bohosłowska, ma równie niewielkie szanse na objęcie funkcji prezydenta kraju (poparcia dla Kaplina, Bohomolec i Bohosłowskiej oscyluje w granicach błędu statystycznego). W krytyce Petra Poroszenki nie ustępuje jednak samej Tymoszenko, podważając prawo do sprawowania przez niego urzędu prezydenta i grożąc mu oraz jego rodzinie więzieniem. W ten sposób Bohosłowska stara się zagospodarować elektorat protestu, na którym bazuje liderka Batkiwszyczyny. Warto odnotować, że Bohosłowska to najprawdopodobniej jedyna osoba, która publicznie doprowadziła Tymoszenko niemal do płaczu, gdy kilka lat temu to była premier, a nie obecny prezydent, była jej głównym politycznym przeciwnikiem.

Wyborcza dywersyfikacja

Mogłoby się wydawać, że brak na listach wyborczych nazwiska podobnego do Wołodymyra Zełenskiego (dajmy na to… Wiktora Zełenskiego, albo Wołodymyra Czerwińskiego) świadczy o niedocenieniu jego szans przez Poroszenkę. Rzeczywiście, ilość wyborczych projektów rzuconych przeciwko kandydaturze Tymoszenko może dowodzić, że poparcie dla komika mogło zaskoczyć sztab prezydenta. Nie oznacza to jednak, że został on całkowicie pominięty w wyborczych kalkulacjach.

Kandydatura Wołodymyra Pietrowa to odpowiedź na rosnące słupki z poparciem dla lidera kabaretu „95 Kwartał”. Kontrowersyjny spin-doktor, właściciel prześmiewczego kanału na YouTube Lumpen Production (poświęconego wydarzeniom z życia polityki i show-biznesu), podobnie jak Zełenski stara się zdobyć sympatię wyborców korzystając z sieci społecznościowych. W publikowanych przez siebie filmikach w internecie nazywa siebie „ukochanym prezydentem” i obiecuje m.in. darmowe pieczywo i internet dla mieszkańców kraju, legalizację kradzieży do wysokości 1000 hrywien, a także przekazanie kompetencji Ministerstwa Polityki Socjalnej Prawosławnej Cerkwi Ukrainy. Celem doprowadzenia przez Pietrowa swojej kampanii wyborczej do absurdu jest ośmieszenie wizerunku Zełenskiego jako równie niezrównoważonego komika-kabareciarza.

Program satyryczny Wołodymyra Pietrowa:

Innym kandydatem, który doczekał się swoich wyborczych sobowtórów jest pułkownik rezerwy Anatolij Hrycenko, kandydat tzw. sił demokratycznych. Były minister obrony jeszcze jesienią zeszłego roku mógł liczyć na drugie miejsce w sondażach wyborczych bazując na swoim wizerunku prozachodniego demokraty i wojskowego o silnej osobowości. Nic więc dziwnego, że i jego kandydaturę „zabezpieczono” dwoma kontrkandydatami, których udział w wyborach sprowadza się do odebrania mu części głosów.

Pierwszym z nich jest generał Ihor Smieszko, były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i od 2014 r. doradca Poroszenki. Drugim jeszcze do niedawna był Serhij Krywonos, zastępca dowódcy ukraińskich sił operacji specjalnych. Na skutek opublikowania materiałów dotyczących skandalu korupcyjnego w przemyśle obronnym Krywonos musiał jednak zrezygnować z udziału w wyborach by podjąć się zadania ratowania nadszarpniętego aferą wizerunku prezydenta. W połowie marca został mianowany zastępcą szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, przejmując obowiązki skompromitowanego udziałem w korupcji bliskiego współpracownika Poroszenki.

Cień Tymoszenko

Z drugiej strony sceny politycznej wyborcze intrygi nie są może aż tak rozbudowane jak te grające na korzyść Petra Poroszenki, ale i tutaj można znaleźć kilka interesujących przypadków. Najbardziej rzucającym się w oczy i uszy przykładem jest posługujący się szerokim bicepsem i tubalnym głosem Ilja Kiwa, którego ze względu na zakres „politycznych kompetencji” można określić mianem człowieka do zadań specjalnych. Kojarzony z ministrem spraw wewnętrznych Arsenem Awakowem, dokonuje on wielu ciekawych akrobacji światopoglądowych – jak na przykład wtedy, gdy mieniąc się weteranem operacji antyterrorystycznej na wschodzie kraju wzywa do zawarcia pokoju z separatystami, albo gdy oskarża Poroszenkę o korupcję w przemyśle obronnym a atakuje tych, którzy o to samo obwiniają Awakowa, albo gdy przekonuje, że oligarchowie są jego największym wrogiem i obiecuje zorganizować im „krwawy terror”, po czym spotyka się z Ihorem Kołomojskim, albo gdy roztaczając wizję swojej prezydentury jednocześnie przewiduje, że nie wejdzie do drugiej tury.

Tak czy inaczej, Kiwa w kampanii wyborczej dzielnie trzyma się wyznaczonego mu kursu i nie zaprzestaje ostrej krytyki Poroszenki. Potwierdza to przypuszczenia o postawieniu przez ministra spraw wewnętrznych stawki na Julię Tymoszenko, która niedawno nie wykluczyła pozostawienie Awakowa na stanowisku po jej ewentualnym zwycięstwie w wyborach.

Bezwzględny wobec polityków i oligarchów Ilja Kiwa:

Uwagę zwraca też Ołeksandr Szewczenko, lider partii Ukrop związanej z Ihorem Kołomojskim – oligarchy który nie ukrywa swoich sympatii wobec Julii Tymoszenko. Celem kandydata jest przede wszystkim budowanie rozpoznawalności swojego ugrupowania przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, ale nie przeszkadza mu to realizować jednocześnie drugiego planu. Podobnie jak Poroszenko w poprzedniej kampanii prezydenckiej, przywódca Ukropu pozycjonuje się jako skuteczny biznesmen dbający o interesy lokalnych mieszkańców, a także jako bezkompromisowy patriota i zwolennik twardej postawy wobec Federacji Rosyjskiej, co jest bliskie obecnej retoryce głowy państwa.

Kampania wyborcza Szewczenki toczy się przede wszystkim na zachodzie kraju skąd pochodzi, ale i gdzie największe poparcie posiada urzędujący prezydent. W odebraniu głosów Poroszence w ważnym dla niego regionie służy ostra krytyka jego działań wyrażana przez Szewczenkę – artykułowana głównie na wizji kanału 1+1, której właścicielem jest Kołomojski (Szewczenko był także menedżerem w kurorcie narciarskim Bukowel należącym do oligarchy).

Reklama wyborcza Ołeksandra Szewczenko

„Techniczni członkowie” komisji wyborczych

Poza realizacją celu odebrania głosów poprzez tworzenie kandydatur upodabniających się do rywali politycznych, kandydaci techniczni pełnią jeszcze jedną niemniej ważną, o ile nie ważniejszą, rolę w tych wyborach.  Zgodnie z prawem wyborczym każdy z kandydatów uzyskuje prawo do obsadzenia co najmniej jednego miejsca w składzie lokalnych komisji wyborczych. To uprawnienie staje się przedmiotem handlu ze strony kandydatów, którzy tylko formalnie biorą udział w wyborach. Mogą oni odpłatnie przekazać miejsca przedstawicielom innego kandydata, któremu zależy na zwiększeniu „kontroli” nad procesem głosowania i liczenia głosów w danym lokalu wyborczym. Dzięki temu kandydat techniczny może zrekompensować sobie stratę 2,5 mln hrywien kaucji wyborczej, która jest zwracana jedynie tym, którzy dostaną się do drugiej tury, a być może nawet na tym zarobić.

Ten proceder nabiera znaczenia zwłaszcza w drugiej turze wyborów, gdy żaden z dwójki kontrkandydatów nie posiada wystarczającej ilości własnych kadr, aby zapełnić miejsca w ponad 30 tysiącach komisji wyborczych. Wtedy „z pomocą” przychodzą kandydaci techniczni, którzy rekomendują swoje „zaufane” osoby do składu nowej komisji wyborczej, formowanej do organizacji głosowania w drugiej turze wyborów. Nierzadko, ze względu na pośpiech związany z krótkim okresem oddzielającym głosowania, z powodu ograniczonych zasobów ludzkich, do udziału w pracach komisji wpisywane są „martwe dusze”, by dopiero tuż przed głosowaniem dokonać zmiany i wprowadzić do komisji „odpowiednią” osobę.

Prezentacja biuletynu wyborczego przez Centralną Komisje Wyborczą:

Potencjalną próbę zastosowania tej metody odnotowano już w jednej z okręgowych komisji wyborczych na Czernihowszczyźnie, gdzie przedstawicielka Julii Tymoszenko poinformowała wprost pozostałych członków komisji, że to ona będzie odpowiedzialna za ewentualne zmiany przedstawicieli w przypadku aż ośmiu innych kandydatów (praktycznie zupełnie nieznanych i nieprowadzących kampanii wyborczej, a także Serhija Taruty, który kilka dni temu zrzekł się kandydowania na rzecz byłej premier). Deklaracja przedstawicielki Tymoszenko została zapisana w protokole z posiedzenia, po czym z niego usunięta, gdy sprawą zainteresowały się media.

Wołodymyr Muad’Dib?

Przyglądając się procesowi wyborczemu na Ukrainie należy uznać, że ukraińscy politycy podzielają opinię okrutnego Vlada Harkonnena, którego życiowe motto można byłoby sparafrazować słowami – kto kontroluje głosy wyborców, ten włada (politycznym) wszechświatem. Nie zauważają oni jednak, że dopuszczanie się przekraczania kolejnych granic absurdu w kampanii wyborczej, skończy się całkowitą utratą zaufania obywateli do władz wybieranych w zmanipulowany i podstępny sposób. Już dziś poziom ten jest zatrważająco niski. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Instytut Gallupa jedynie 9% Ukraińców darzy swoje władze zaufaniem, co daje Ukrainie pod tym względem niechlubne pierwsze miejsce na świecie. Z kolei zdaniem aż 92% Ukraińców korupcja jest powszechnym zjawiskiem w polityce, co jest najwyższym wskaźnikiem w historii ukraińskiego państwa.

Rezultatem ogromnego rozczarowania klasą polityczną jest zapotrzebowanie na kandydata spoza układu – nieuwikłanego w afery korupcyjne i niezwiązanego z rządzącą elitą. Czy będąca swoistym wytworem świata telewizji i internetu kandydatura Wołodymyra Zełenskiego, który nieoczekiwanie stał się faworytem tych wyborów, spełni te oczekiwania? Cóż, zgodnie z fabułą Franka Herberta Diuna z pustynnego pustkowia przerodzi się w końcu w planetę porośniętą bujną roślinnością i wypełnioną zbiornikami wodnymi. Przyczynić ma się do tego nadejście długo oczekiwanego mesjasza, który poprowadzi ludzkość ku wolności, uprzednio uwalniając się spod kurateli swych nikczemnych twórców i patronów.

W literaturze fantastycznej okazało się to możliwe.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: commons.wikimedia.org
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY