Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Michał Kucharski

Czy Chorwacja łamie prawa człowieka?

Na początku marca ONZ zwrócił Chorwacji uwagę na konieczność bardziej humanitarnego traktowania kobiet w szpitalach. W tym samym miesiącu odbyły się też protesty przeciw fali przemocy w rodzinie. W połowie marca ujawniono również w internecie dowody na znęcanie się chorwackich pograniczników względem uchodźców. Sprawy te pokazują, że Chorwacja może mieć problem z łamaniem praw człowieka zarówno względem migrantów jak i kobiet. To zresztą nie wszystkie problemy, a ich źródła sięgają dalej w czasie niż tylko ostatnie miesiące.

Szpital – koszmar Chorwatek

W październiku 2018 roku jedna z chorwackich parlamentarzystek opowiedziała o swoim poronieniu. W szpitalu przywiązano ją do łóżka, a konieczne łyżeczkowanie wykonano bez znieczulenia. Przewodniczący chorwackiego parlamentu co prawda uznał, że sala posiedzeń to nie miejsce na historie o przemocy wobec kobiet, jednak jej oświadczenie na forum Saboru stało się początkiem akcji społecznej. Organizacje pozarządowe, m.in. RODA, szybko zebrały setki podobnych opowieści kobiet. Opowiadały one m.in. właśnie o upokarzających doświadczeniach w trakcie porodu. Brak znieczulenia, agresywne traktowanie, poniżanie przez lekarzy i pielęgniarki, fatalne warunki sanitarne zdają się być codziennością na oddziałach położniczych. W jeden tylko dzień przekazano ministerstwu zdrowia niemal 400 historii.

Najgorzej jest na prowincji, gdzie jakość sprzętu oraz frustracja tamtejszego personelu skutkuje negatywnymi doświadczeniami kobiet. Być może będzie to początek akcji podobnej do tej, jaka jeszcze kilka lat temu trwała w Polsce. „Rodzić po ludzku” było szeroko zakrojonym projektem, który miał doprowadzić do znaczącej zmiany na oddziałach położniczych i przywrócić rodzącym kobietom godność. W Chorwacji jednak sytuacja startowa wydaje się znacznie gorsza, także dlatego, że kraj od lat oszczędza na służbie zdrowia. Przyczynkiem do zmiany może być presja organizacji międzynarodowych. Pod koniec lutego stanowisko zajęło ONZ. Zwrócono się do władz Chorwacji o zaprzestanie łamania praw seksualnych i reprodukcyjnych kobiet. Wskazano też na konieczność przyjęcia środków mających na celu zapobieganie przemocy i karanie sprawców. Rząd wciąż nie odpowiedział na te wezwania Narodów Zjednoczonych, jednak zdaniem przedstawicieli organizacji pozarządowych kobiety piszą o pewnej poprawie w ostatnich miesiącach. Być może to wynik nieformalnych nacisków ministerstwa zdrowia, które oficjalnie traktuje problem jako marginalny.

Znamienne, że w niemal tym samym czasie prezydentka Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović gratulowała Chorwatce, Dubravce Šimonović bycia Specjalną sprawozdawczynią ds. przemocy wobec kobiet przy ONZ. Pani prezydent podkreśliła w przemówieniu, że problem tej przemocy dotyczy niemal wszystkich regionów świata co było jej odpowiedzią na krytyczne raporty o sytuacji Chorwatek. Zaraz po wizycie w Nowym Jorku Grabar-Kitarović przejęła przywództwo w Światowym Forum Kobiet Liderek od prezydent Litwy Dalii Grybauskaite. Stanowi jednak wyjątek w chorwackim świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Bank Światowy też krytykuje

Według statystyk sytuacja kobiet poprawiała się po wojnie lat 90. aż do kryzysu światowego w 2008. Dziś Chorwatki pracują głównie w „żeńskich” zawodach, czyli w oświacie i służbie zdrowia, są jednak lepiej wykształcone niż Chorwaci. Mimo, że w pracy ich pensje rosną to nadal pozostają w tyle męskich płac (stanowią 88 proc. ich wartości). Jak informowały z okazji Dnia Kobiet zagrzebskie Novosti według unijnych statystyk Chorwacja jest na 24 miejscu na 28 w UE pod względem zatrudnienia, zarobków, wykształcenia, podziału czasu i obowiązków kobiet. Spadła też w ostatnich pięciu latach liczba kobiet zatrudnionych na umowy na czas nieokreślony – po tym jak zwiększono elastyczność rynku pracy. Blisko 70 proc. osób pracujących w ramach systemu szkolenia zawodowego (chorwacki skrót SOR) to Chorwatki. SOR powoduje zaś, że mimo zatrudnienia odbywa się ono na zasadzie długookresowego stażu, który nie obejmuje żadnych świadczeń społecznych. 21 marca swoje dane na temat Chorwacji opublikował też Bank Światowy. Wskazał, że co prawda 49 proc. więcej kobiet niż mężczyzn kończy studia wyższe, ale jednocześnie mniej z nich znajduje zatrudnienie. Zresztą bezrobocie wśród Chorwatek jest o 16 proc. wyższe.

Co prawda kobiety są bardziej skłonne zakładać własną działalność gospodarczą, ale ich udział procentowy we wskaźnikach jest jednym z najniższych w UE, zaś w polityce to ponad 10 proc. mniej niż unijna średnia,. Kobiety nie są zresztą jedyną grupą społeczną w złej sytuacji. Problem dyskryminacji na rynku pracy dotyczy większości mniejszości, jak Romów, czy społeczności LGBT+.

Przemoc jako codzienność?

Nie tylko na rynku pracy chorwackie kobiety spotykają się z przemocą. Spasi me! (chorwackie Ocal mnie!) to akcja społeczna, która zatacza w Chorwacji coraz szersze kręgi. Kulminacyjnym punktem były protesty m.in. w Zagrzebiu i Splicie. 16 marca uczestnicy sprzeciwili się przemocy w rodzinie i wobec kobiet i niedostatecznej reakcji służb. Inicjatorką masowych demonstracji jest aktorka Jelena Veljača, która wezwała Chorwatki i Chorwatów do wymuszenia na władzach kraju zmian w prawie. Chodzi o skalę przemocy w rodzinie, której doświadczają w zdecydowanej większości kobiety i dzieci. Podczas zagrzebskiej demonstracji odczytano świadectwa kobiet, opisy miejsc zbrodni. Dochodzi do nich w różnych miejscach w kraju, zarówno w wielkich miastach jak i na wsi. Cytaty z materiałów prasowych robiły na zebranych przygnębiające wrażenie. Dotyczyły kobiet leżących bez pomocy całą noc w kałuży krwi po pobiciu przez męża, gwałtów na partnerkach i przemocy na dzieciach. Podkreślano, że przemoc fizyczna nie jest jedyną, bo ta słowna, psychiczna, niszczy ofiarę w nie mniejszym stopniu.

Ocal mnie! stało się przede wszystkim wezwaniem do premiera o zaostrzenie prawa. Mimo, że premier Andrej Plenković wymusił na swojej partii w ubiegłym roku ratyfikację konwencji stambulskiej (krytykowanej m.in. przez kościół w Polsce i Chorwacji) w parlamencie, niewiele zmieniło to w działaniach wymiaru sprawiedliwości. Wciąż wiele spraw kończy się umorzeniem postępowania, niskimi wyrokami, a ofiary boją się skontaktować z policją. Plenković dotarł zresztą na liczącą kilka tysięcy uczestników demonstrację w Zagrzebiu i obiecał zaostrzenie prawa, obowiązek ścigania sprawców z urzędu (dziś niecałe 90 proc. przypadków jest kierowanych na tę ścieżkę prawną), dodatkowe środki na telefony zaufania oraz szkolenia służb mundurowych, by lepiej i aktywniej pomagały ofiarom. Demonstranci przedstawili dostępne statystyki za rok 2017 z których wynika, że zginęło wówczas 20 kobiet, zgłoszono ponad 11 tysięcy przypadków przemocy, ale skazano jedynie ponad 1500 tysiąca sprawców. Najbardziej niepokojące są dane ankietowe, które wskazują, że nawet 58 proc. młodych ludzi doświadcza przemocy psychicznej w związku, a nawet zgadza się na jej istnienie!

Co ciekawe na demonstracji przeciw przemocy nie pojawiła się prezydentka Grabar-Kitarović, tłumacząc się „ważnymi rodzinnymi obowiązkami”. Podkreśliła zresztą, że to nie łagodne prawo jest problemem a zbyt pobłażliwe podejście do niego i wskazała na konieczność lepszego kształcenia obywatelskiego w szkołach. Dotychczas jednak nie wyszła z żadną prawną inicjatywą w tym zakresie.

Uchodźcy próbują dotrzeć do UE

Sytuacja kobiet i przemoc w rodzinie to jednak nie jedyne problemy jakie Chorwacja ma z prawami człowieka. Ich łamanie dotyczy też obecności uchodźców na granicy bośniacko-chorwackiej. Próbują oni od wielu miesięcy dostać się do Unii Europejskiej. W Bośni i Hercegowinie ich warunki bytowe są fatalne. Władze starają się im pomóc ale brakuje im środków i odpowiednich przestrzeni. Wielu z uciekinierów od czasu zamknięcia granic UE koczuje w parkach, a zimą chroni się w namiotach. W związku z tym co jakiś czas podejmują desperackie próby dotarcia do granicy z Chorwacją. Są jednak stamtąd zawracani. Od wielu miesięcy docierają stamtąd niepokojące sygnały.

Organizacje pozarządowe informowały już wielokrotnie, że chorwacka policja graniczna uchodźców bije, poniża i dopiero później odsyła do Bośni. Wskazywano też na przypadki utonięć w granicznych rzekach. Na raport Amnesty International w tej sprawie ostro zareagowała w marcu Komisja Europejska. Miał na to wpływ film, który trafił do sieci. Na jednym z portali społecznościowych w połowie marca pojawiło się nagranie z rejonu przejścia granicznego Cetingrad. Widać na nim siedzących na ziemi uchodźców podnoszących ręce i krzyczących piłkarskie przyśpiewki zagrzebskiego klubu Dinamo oraz pozdrowienie chorwackich faszystów „Za dom spremni!” (Dla ojczyzny gotowi).

Władze policji rozpoczęły dochodzenie w sprawie nagrania i zawiesiły będących wówczas na służbie. Uznano to jednak za „odosobniony przypadek”, a raporty Amnesty odrzucono twierdząc, że uchodźcy często oskarżają policjantów bezpodstawnie licząc, że da im to możliwość ubiegania się o azyl. Chorwacki pisarz i publicysta Jurica Pavičić nazwał jednak służby graniczne i policję „instytucjami, które okłamują” obywateli własnego państwa. Zwrócił uwagę, że pewnie i tym razem uznano by, że to bezpodstawne oskarżenia o przemoc, gdyby nie nagranie. Bo mało kto ma wątpliwości, że uchodźcy nie wykrzykują faszystowskich haseł z własnej woli i nie nauczyli się ich ani sami ani w Bośni. Bez wątpienia, jak pisze Pavičić, zostali do tego przez policjantów zmuszeni.

Sytuacja wywołała skandal, bo choć to nie pierwsza taka sytuacja to wcześniej zabrakło nagrania a dowodem były jedynie relacje świadków. Zwłaszcza, że policjanci odbierają uchodźcom komórki na granicy i zwracają dopiero po drugiej stronie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odmawia uznania innych zgłoszeń organizacji pozarządowych i nie wierzy w systematyczną przemoc swoich podwładnych.

Unijne dylematy

Do powyższych problemów dochodzi też ograniczanie wolności prasy. Rząd zmienił po wyborach dziennikarzy w mediach państwowych, a obecnie trwa ok. 1160 (!) postępowań przeciwko przedstawicielom mediów, głównie z tytułu znieważenia. Najczęściej procesy wytaczają im lokalni politycy oraz… sędziowie. Wynika to z coraz poważniejszych wątpliwości co do niezależności sądownictwa, a wiele przypadków opisują właśnie media. Kary wobec dziennikarzy bywają wysokie i kosztowne, a sędziowie tłumaczą w uzasadnieniu wyroku nawet czym ich osobistym zdaniem jest satyra i dlaczego autor przekroczył jej granice. W związku z tym na początku marca dziennikarze wyszli na chorwackie ulice bronić wolności mediów. W UE Chorwacja znajduje się pod koniec stawki jeśli chodzi o swobodę prasy.

Jednak premier Plenković twierdzi, że wszystko jest w porządku i ma dość „dramatyzowania”, jak wyraził się w wypowiedzi dla dziennikarzy. Zresztą reakcje polityków powodują, że i zwykli czytelnicy i widzowie pozwalają sobie na wiele. Także w marcu pracę stracił taksówkarz, który groził chorwackiej dziennikarce. Wioząc ją swoim autem stwierdził, że takich jak ona, szkalujących Chorwację dziennikarzy, powinno się “załatwiać strzałem prosto w czoło”. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale sąd wypuścił go na wolność.

Chorwacja jawi się jako kolejna obok Węgier i Polski członkini Unii Europejskiej z problemami w zakresie wolności i praw obywateli. Skala przejęcia państwa nie jest jednak tak głęboka jak w pozostałych dwóch przypadkach. Być może Chorwacja jest też mniejsza a jej głos nie odgrywa tak istotnej roli w strukturach unijnych. Co więcej obecne władze jasno określają siebie jako proeuropejskie, a nawet chcą pogłębienia integracji i szybkiego przyjęcia euro. W związku z tymi faktami możliwe jest, że Komisja Europejska, mimo upomnień, wezwań i krytyki nie podejmuje wobec Chorwacji bardziej zdecydowanych kroków.

Facebook Comments

Doktorant przy Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM, absolwent studiów magisterskich na stosunkach międzynarodowych i filologii chorwackiej na UAM-ie. Publikował na łamach Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, Res Publiki Nowej oraz na portalu mediumpubliczne.pl. W ramach stypendiów spędził rok akademicki w Osijeku i semestr w Zagrzebiu. W Sarajewie prowadził badania terenowe do pracy doktorskiej.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY