Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alina Sokhan, Daria Wolańska

„Chciałoby się żyć jak w Polsce, ale na Białorusi” – rozmowa z Aksaną Browacz, część I

Z Aksaną Browacz, zrzeszoną w Białoruskim Stowarzyszeniu Dziennikarzy, korespondentką „Komsomolskiej Prawdy na Białorusi” w Brześciu, rozmawiają Alina Sokhan i Daria Wolańska. Jest to pierwsza z trzech części rozmowy o współczesnej Białorusi.

Część druga wywiadu znajduje się tutaj

Jak pani zdaniem wyglądają stosunki między Polakami a Białorusinami?

Tu trzeba dokonać podziału na: stosunki między Polakami i Białorusinami jako zwykłymi ludźmi i na stosunki między państwami: Polską i Białorusią. I jeżeli mowa o tych drugich, to nasze relacje mogłyby być lepsze. Oczywiście są to sprawy polityki międzynarodowej, jednak na nas, zwykłych ludzi, mają one także wpływ. Kiedy nagle okazuje się, że państwa nie doszły do porozumienia w jakiejś sprawie, prości ludzie zaczynają się oburzać: „Tacy właśnie są Polacy…”. Jednak ogólnie rzecz biorąc, mnie się wydaje, że między Polakami i Białorusinami nie ma jakiejś szczególnej nieprzyjaźni. Jasne – nadzwyczaj ognistej miłości też raczej nie ma. Także jest po równo.

Biorąc pod uwagę naszą wspólną historię, raczej ciężko będzie nam osiągnąć tę „ognistą miłość” między Polską a Białorusią. Po której stronie, według pani, leżą trudności na drodze do polepszenia tych stosunków?

Trudno powiedzieć. Mnie się wydaje, że historia nie ma tu znaczenia. Mamy co prawda wspólną przeszłość; były w niej wzloty i upadki, i różne, niejednoznaczne momenty, ale żeby się przyjaźnić, trzeba umieć wybaczać. Nie lubię, kiedy ludzie są pochmurni i obwiniają wszystkich dookoła, dlatego że 150 lat temu ktoś skrzywdził ich przodków. Zdarza się, że podczas rozmowy lub jakichś debat w naszych mediach społecznościowych podnosi się wrzawa, ponieważ „Polacy przywłaszczyli naszego Kościuszkę” albo „ w ogóle bezczelnie twierdzą, że Mickiewicz to polski poeta”. Mnie wydaje się to śmieszne. Uważam, że także i u Polaków znajdzie się kilka pretensji do Białorusinów. Jak na razie jednak nie zauważyłam, żeby to przekształciło się w jakiś poważny konflikt – tak, zdarza się, że Polak z Białorusinem przy piwie się posprzeczają, ale na drugi dzień zapomną.

Ale jeżeli ktoś by powiedział: zastanówmy się, jak możemy polepszyć nasze stosunki, to ja pierwsza byłabym przeciwko. Lepiej jest niczego nie dotykać. Kiedy zamierza się ni z gruszki niż pietruszki coś polepszyć, najczęściej jeszcze bardziej się to pogarsza.

Może problem leży po stronie władzy w Białorusi, która w większym stopniu zabiega o względy wschodu, niż zachodu, tj. Polski?

U nas ogólnie wszystko, co związane z władzą jest skomplikowane. Nasz prezydent lubi nazywać wszystkie narody „przyjacielskimi” lub „bratnimi”. Jeżeli nawet Wenezuelczycy są naszym bratnim narodem, to co dopiero mówić o Polakach. Ostatnimi czasy nie wydaje mi się, żeby Białoruś tak bardzo zabiegała o względy wschodu. Nasz minister spraw zagranicznych dość często jeździ do krajów europejskich. Z tego co mogę wnioskować na podstawie wiadomości, z przedstawicielami Polski cały czas odbywają się jakieś spotkania i prowadzone są negocjacje. Odnoszę jednak wrażenie, że zwykłych ludzi to nie za bardzo interesuje. Jak jest – tak jest. Polska i stosunki z Polakami to nie jest wcale najważniejszy temat dla białoruskiej opinii publicznej. Mieszkam w Brześciu, dosłownie na granicy z Polską, i ludzi tutaj interesują bardzo przyziemne sprawy: jak zarabiać na granicy, dlaczego tyle lat obiecują, a do tej pory nie otworzyli małego ruchu granicznego, jak rozwijać turystykę na pograniczu, jakie projekty transgraniczne można by wymyślić. Patrząc w ten sposób – w naszych stosunkach dominuje rutyna. Jednak według mnie lepsze to, niż się kłócić.

No dobrze. Wiemy, że bardzo dobrze włada pani językiem polskim. Skąd pomysł, żeby się go uczyć?

Oj, u mnie z językiem polskim związana jest długa historia. Kiedyś spotykałam się z chłopakiem, który dobrze znał język polski i od czasu do czasu mówił do mnie coś  po polsku. Z intonacji rozumiałam, że to komplement, ale on brzmiał jak „psz-psz-psz”. Postanowiłam więc sama poszukać w słowniku, co to wszystko znaczy – ciekawska ja. A jeszcze na uniwersytecie miałam znajomego, który mówił po polsku, często jeździł do Polski, śpiewał w kościele pieśni po polsku… Poszedł na Uniwersytet w Białymstoku, często jeździł do Polski, dużo opowiadał… Wcześniej za granicą byłam tylko na Ukrainie i Litwie. Postanowiłam, że też chcę pójść na uniwersytet. Przyznaję uczciwie, że nie tyle dla nauki, ile dla wizy i zniżki studenckiej na przejazdy. Na uniwersytecie na egzaminach wstępnych trzeba było napisać wypracowanie i odpowiedzieć ustnie. Zostały mi 3 lub 4 miesiące do egzaminu. Sama z podręczników nauczyłam się zasad czytania, zaczęłam słuchać polskiego radia, chodzić do kościoła… I to jakoś samo przyszło! Oczywiście wypracowanie napisałam pewnie bardzo prymitywne, ale potem, kiedy zaczęłam jeździć po Polsce i kolegować się z Polakami, podciągnęłam język. Obecnie często czytam prasę i książki po polsku. Mówić jest mi trudniej – jak długo nie praktykujesz, to zapominasz. Jednak ze słuchu wszystko rozumiem. Dziwię się, dlaczego ja od razu wszystkiego nie rozumiałam – język polski jest taki prosty i podobny do białoruskiego!

Czyli dość dużo czasu spędziła pani w Polsce; miała pani kontakt z Polakami, z językiem polskim i z polską kulturą. Jak wspomina pani edukację i pobyt w Polsce?

Uczyłam się zaocznie, ale jednak jeździłam tam często – i na sesje, i po prostu pozwiedzać. Nauka w Polsce bardzo mi się spodobała. Szczególnie w porównaniu z białoruską uczelnią – studiowałam wówczas jednocześnie i tu, i tam. Pamiętam, że byłam pod wrażeniem, że na zajęcia można było przychodzić z herbatą. U nas by to było nie do pomyślenia. Jednak przede wszystkim podobało mi się to, że w polskim uniwersytecie bardzo dużo dyskutowaliśmy, analizowaliśmy, wyrażaliśmy swoje zdanie. Wracałam na Białoruś i wszystko było inaczej. Wykładowca przyszedł, wyłożył materiał, wszyscy zaakceptowali to jako prawdę objawioną – i do widzenia. Nie ukończyłam studiów w Polsce, bo nie wystarczyło mi sił na dwie uczelnie i jeszcze, dodatkowo, pracę. Jestem jednak szczęśliwa, że się tam uczyłam. I ogólnie te studenckie wyjazdy bardzo poszerzyły wtedy moje horyzonty. Wydaje się, że kraj taki bliski, historia wspólna, język podobny – a tu jednak wszystko jakby zupełnie inne. Jakoś bardziej współczesne. W sklepach wszyscy sprzedawcy witają się! Na ulicach ścieżki rowerowe! W sklepach różne akcje. W Warszawie w metrze wszyscy czytają książki! Wtedy – to było już 10 lat temu – patrzyłam na to wszystko jak na niesamowity progres. Trochę było przykro, że na Białorusi tak nie jest. Z drugiej strony Polska stała się dla mnie wzorem, do którego moglibyśmy dążyć.

Bardzo miło nam to czytać. Skoro jednak tak spodobało się pani w Polsce, to nie myślała pani nad tym, żeby wrócić tam na dłużej?

Chciałabym kiedyś przeprowadzić się do Polski, ale nie na zawsze, a na rok albo dwa. Jednak jak na razie nie myślałam nad tym, jak to zrobić. Moja przyjaciółka uczy się obecnie we Wrocławiu. W planach miała zostać tam na rok, i nawet nie zrywała kontaktów ze swoją pracą tutaj, na Białorusi – wyjechała z przekonaniem, że wróci. Oto co niedawno powiedziała: „Przez 3 miesiące zdążyłam przywyknąć do wszystkich plusów Polski i chętnie bym tu została… ale ja chcę chcieć żyć na Białorusi!”. Właśnie na tym polega cała tragedia: chciałoby się żyć jak w Polsce, ale na Białorusi. Szkoda, że jak na razie się tak nie da.

Aksana Browacz, korespondentka „Komsomolskiej Prawdy na Białorusi” w Brześciu i obwodzie brzeskim, zrzeszona w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Białoruskich. Zaczynała jako dziennikarka „Gazety Brzeskiej” (Брестская газета). Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego, studiowała na Wydziale Pedagogiki i Psychologii w Białymstoku. 

Facebook Comments

***

Wywiad został przeprowadzony w ramach projektu "Kręte ścieżki polsko-litewskiej historii na współczesnej Białorusi", realizowanego przez działające na Uniwersytecie Szczecińskim studenckie koło naukowe "Słowianie - język, kultura, tradycja" , do którego należą Alina Sokhan i Daria Wolańska.

Zdjęcia: archiwum własne Aksany Browacz
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY